Mariusz Janik: Czym jest dla ciebie radio?
Patrycja Pawłowicz: Bardzo wyjątkową przestrzenią. Teatrem wyobraźni, ale też miejscem, w którym tworzę, mogę wyrażać siebie. Radio daje mi poczucie bliskości ze słuchaczami. Często zastanawiam się, kto jest po drugiej stronie. Wyobrażam sobie kogoś, kto słucha mnie w domu, w samochodzie – czasem przypadkiem, a czasem specjalnie. Jest w tym coś intymnego i niezwykłego. Te fale rozchodzą się gdzieś w przestrzeń, trafiają do domów, do ludzi. Dla mnie to naprawdę magiczna chwila.
Co było pierwsze: radio czy muzyka?
Zdecydowanie muzyka. Mam pełne wykształcenie w tym kierunku – skończyłam Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną I i II st. im. Henryka Wieniawskiego w Łodzi, czyli „Sosnową” oraz Akademię Muzyczną w Łodzi. Muzyka była ze mną od zawsze, także dzięki rodzinie. Tata, będąc dzieckiem, grał na skrzypcach, później w dorosłym życiu na klawiszach. Może to będzie dla ciebie zaskoczenie, ale w domu słuchaliśmy Led Zeppelin, The Doors, Erica Claptona, Moody Blues. Nasiąknęłam tymi klimatami.
Odległe klimaty od muzyki klasycznej, którą zawodowo się zajmujesz.
To pewnie jeszcze bardziej cię zaskoczę, gdy powiem, że tata grał też w zespole country – Colorado Band. Jeździłam z nim czasem na koncerty, na Pikniki Country do Mrągowa. Podglądałam kulisy, technikę, cały ten świat od środka. Wtedy country traktowałam z lekkim uśmiechem, dziś bardzo je lubię.
Sama też grałaś w zespole.
Tak, ale nie country (śmiech). To była krótka przygoda, próbowałam nawet śpiewać. Przez jakiś czas, uczyłam się też grać na perkusji. Moim nauczycielem był Adam Marszałkowski, który grał najpierw w Colorado Band, a później w zespole Coma. Rytm zawsze mnie fascynował. Do dziś, kiedy słucham utworu, mocno zwracam uwagę na sekcję rytmiczną.
Jak zatem zaczęła się twoja przygoda z klasyką?
Na początku był fortepian. Skończyłam pierwszy stopień właśnie na tym instrumencie. Traktowałam go poważnie – na Akademii Muzycznej dyplom zagrałam na ocenę celującą. Brakowało mi jednak wolności. Wszystko było podporządkowane regułom, a ja szukałam swobodniejszej wypowiedzi.
Dała ci ją rytmika.
Drugi stopień i studia ukończyłam właśnie na tym kierunku. To była niezwykła przestrzeń. Oprócz fortepianu, kształcenia słuchu, kontrapunktu, harmonii czy improwizacji były też przedmioty ruchowe: balet, tańce ludowe, taniec współczesny, improwizacja kontaktowa. W pewnym momencie bardzo bliskie stało mi się pokazywanie muzyki ruchem. Zawsze lubiłam tworzyć, a rytmika dawała mi taką możliwość.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 2 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/iatka-57.jpg)
Masz ulubionego kompozytora?
Jest ich wielu. Zdecydowanie do moich faworytów należy Jan Sebastian Bach. Fascynuje mnie dialog głosów w polifonii. Z jednej strony matematyczna precyzja, z drugiej ogromna wrażliwość. Bardzo bliski jest mi Astor Piazzolla, który również był zafascynowany Bachem i polifonią. Tango jest dla mnie niezwykle emocjonalnym gatunkiem. Lubię też współczesnych kompozytorów, takich jak Philip Glass czy John Cage. Muzyka minimalistyczna bardzo mocno ukształtowała moją wrażliwość.
John Cage to autor słynnego utworu… ciszy.
Tak! Stworzył kompozycję „4’33”, w której pianista siada przy instrumencie, kładzie ręce na klawiaturze, wcześniej włącza stoper i… nie gra w tradycyjnym sensie. To jednak nie jest cisza absolutna, bo publiczność zaczyna wydawać dźwięki: ktoś kaszlnie, ktoś poruszy się na krześle, ktoś odchrząknie. Często wracam do tej kompozycji jako nauczycielka. Pokazuję dzieciom, że cisza w muzyce też ma znaczenie – pauza jest częścią muzyki, cisza również może być muzyką.
No właśnie, uczysz w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia im. A. Tansmana w Łodzi. Jak wygląda twoja praca z dziećmi?
To szkoła popołudniowa, mam wrażenie, że inna niż wiele szkół muzycznych – bez tak silnej atmosfery rywalizacji. Dużo tu pozytywnej, przyjaznej atmosfery. Klasy są małe, od kilku do kilkunastu osób, więc bardzo dobrze znam swoich uczniów. To niezwykła więź, rodzą się ciekawe relacje.
Zajmujesz się kształceniem słuchu i rytmiką.
Są mi najbliższe. Nie są to jednak zajęcia, na których tylko siedzimy w ławkach i zapisujemy nuty. Jest dużo ruchu, improwizacji, emocji. Chodzi o to, żeby muzykę rozumieć i odczuwać. Czasem zajęcia idą w zupełnie nieplanowaną stronę – w obszary odkrywcze zarówno dla dzieci, jak i dla mnie. To piękne, bo dzieci mają niezwykłą ciekawość i wnikliwość. Bardzo dużo od nich czerpię.
Wartoprzeczytać
Każde dziecko można zapisać do szkoły muzycznej?
Sprawdzane są predyspozycje muzyczne, konieczne są egzaminy. Bardzo ważny jest słuch, ale równie istotne są wytrwałość i pasja. Dzieci często nie wiedzą na początku, że trzeba ćwiczyć codziennie. Najpierw to 10 -15 minut z instrumentem, dopiero później przychodzą żmudne godziny.
Ciężkiej pracy…
Na studiach ćwiczyłam po cztery, pięć godzin dziennie. To nie jest łatwa droga. Muzycy zmagają się z bólem, wadami postawy, napięciami. Dzieci na początku narzekają na bolące palce, kiedy trzeba przyciskać struny. Z czasem dojrzewa się do ćwiczenia. Zaczyna się rozumieć, że nie chodzi o mechaniczne powtarzanie, tylko o mądrą pracę: fragmentami, z analizą, z uważnością. Sama dojrzałam do tego chyba właśnie dopiero na studiach.
Jak wyglądała twoja droga do radia?
Pierwsza myśl pojawiła się w liceum. Polonistka, Kamila Goss, zadała nam pracę domową z fragmentu „Tristana i Izoldy”, a ja wymyśliłam, że stworzę audycję radiową. Nagrałam sygnał, tata zapowiadał, ja czytałam i dodawałam komentarze. Postarałam się bardzo, dostałam szóstkę i adnotację, że powinnam rozważyć pracę w radiu.
Później pojawiały się kolejne sygnały.
W liceum pisywałam do gazetki szkolnej, prowadziłam koncerty i spotkania. Szczególnie pamiętam to z Michałem Urbaniakiem. Rozmawiałam z nim na sali koncertowej, przy całej szkole, siedząc na skraju sceny. To była moja pierwsza publiczna rozmowa z kimś tak ważnym. Bardzo stresująca, bo przede mną byli uczniowie i cała społeczność szkolna. Z Michałem później jeszcze spotkałam się za kulisami. Opowiadał mi, że hip-hop jest muzyką wolności tak jak jazz. Mówił, że jestem podobna do jego córki. Okazał mi bardzo dużo serca, zaprosił mnie także na swój koncert w Teatrze Wielkim. To doświadczenie zostało we mnie na zawsze.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 3 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/urbaniak-podpis.jpg)
Po latach spotkaliście się ponownie.
Po dziesięciu latach. On oczywiście nie pamiętał sytuacji z liceum, ale ja miałam zdjęcie sprzed lat i poprosiłam go o autograf. To było niezwykłe. W tym roku w Klubie Nuomo miałam wraz z szefem Radia Łódź – Jackiem Grudniem poprowadzić spotkanie wokół filmu „Mój Rower” (reż. Piotr Trzaskalski), a Michał Urbaniak miał być jednym z gości. Niestety, nie było mi to dane.
Wróćmy do radia. W 2004 roku rozpoczęła się twoja pierwsza przygoda z rozgłośnią przy Narutowicza 130.
Przyszłam na rozmowę, przyjęli mnie Dariusz Szewczyk i Krzysztof Michalski. Pozwolili mi poznać radio od kuchni. To była forma stażu – ale bez podpisanych dokumentów. Trafiłam pod skrzydła wspaniałego radiowca – Adama Kołacińskiego, który nauczył mnie montażu. Początkowo robiłam materiały z koncertów i wydarzeń. Rozmawiałam między innymi z Justyną Steczkowską i Fishem z Marillion. Bardzo wspierał mnie też Jan Targowski, dla którego przeprowadziłam wywiady z Chuckiem Mangione, Kyle’em Eastwoodem (synem Clinta), Nigelem Kennedym, czy Janem Ptaszynem Wróblewskim. To były ciekawe, ale intensywne czasy. Po koncertach wracałam do radia, montowałam materiały do poranka, czasem wychodziłam z rozgłośni o czwartej rano (śmiech). Bywało, że myliły mi się dni tygodnia, ale ta praca dawała mi ogromną radość.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 4 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Chuck-Mangione-i-Jan-Targowski-scaled.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 5 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Kyle-Eastwood.jpg)
Pamiętasz swój radiowy debiut?
Kierownictwo chciało, żebym się oswoiła z mikrofonem, bardziej otworzyła. Dlatego też moja pierwsza audycja była prowadzona w duecie z Grzegorzem Frątczakiem. Właściwie odwiedzałam go w jego programie, przynosząc swoje utwory i dyskutowaliśmy na ich temat. Byliśmy z zupełnie innych światów muzycznych. Potrafił przepytywać mnie z twórczości Lady Gagi, którą uwielbiał, a ja musiałam się odnaleźć w tej przestrzeni.
Kto cię radiowo ukształtował?
Bardzo dużo zawdzięczam realizatorom. Bywało, że godzinami rozmawiałam o muzyce z Pawłem Zimnochem. Uwielbiałam pracę z Andrzejem Papajakiem, który okazał mi niesamowite wsparcie. Przychodziłam do niego z tekstami. Siadaliśmy, czytałam, szukaliśmy najważniejszych słów w zdaniu i miejsc na oddech. Pracowaliśmy nad dykcją i frazą. Andrzej mówił mi, że oddech jest bardzo ważny. Kiedy wróciłam do radia po długiej przerwie, ogromnym wsparciem był dla mnie Jarek Czajka. Zawsze niesamowicie profesjonalny. Mówił, co mu się podobało, co nie, co mogłam zrobić inaczej. Pamiętam naszą rozmowę o Gershwinie, którego uwielbiał. Bardzo mi go brakuje.
Jakie audycje jeszcze prowadziłaś w pierwszym radiowym okresie?
Dużo tego było. Prowadziłam m.in. „Kulturalne kąski”, czyli pięciominutowe wstawki emitowane codziennie. Miałam również program o… modzie z Jackiem Czekalskim. Jeździliśmy na Fashion Week i robiliśmy relacje. Zastępowałam też dziennikarzy podczas chorób i urlopów. Między innymi Jana Targowskiego, który prowadził „Jazz przed północą” i Annę Kolasę, która miała „Wieczór melomana”. Zdarzyło mi się poprowadzić również audycję za Adama Kołacińskiego i w ten sposób poznałam mojego partnera, który był jednym z gości. Przyznam, że nie pamiętam tamtej sytuacji, ale dałam mu swój numer telefonu. Odezwał się po latach (śmiech).
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 6 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Z-jackiem-Czekalskim-scaled.jpg)
Radio było wtedy drugim domem?
Spędzałam w nim dużo czasu. Pod koniec pierwszej przygody z Radiem Łódź prowadziłam aż trzy programy na żywo.
Wśród nich „Muzyczne pejzaże”.
Nazwa została mi narzucona, więc próbowałam odnaleźć w niej własną przestrzeń. Pomyślałam, że skoro pejzaże, to będzie audycja działająca na wyobraźnię. Miałam w głowie obraz pociągu, w którym siedzimy, a krajobraz za oknem powoli się zmienia. Sięgałam po muzykę filmową, klasyczną, ale nie tylko.
Był też program, do którego goście przynosili własną muzykę.
Tytułu już nie pamiętam, ale to były ciekawe i czasem zaskakujące audycje! Szczególnie utkwił mi w głowie odcinek z solistą Teatru Wielkiego w Łodzi – Przemysławem Reznerem, który był w liceum moim nauczycielem emisji głosu. Przyniósł między innymi utwory Deep Purple, ale też muzykę metalową, a program był emitowany w niedzielę przed południem. Stresowałam się, czy nikt się nie przyczepi (śmiech). Dużo rozmawialiśmy wtedy też o… operze. Do dziś nie do końca ją rozumiem. Mój gość próbował mi zobrazować te sceniczne emocje.
Prowadziłaś jeszcze słynne radiowe nocki.
Kiedyś nocne audycje w Radiu Łódź prowadzono na żywo. Moja była zdaje się, że wtorkowa i trwała sześć godzin. Ciężkie doświadczenie, bo trzeba było zachować przytomność umysłu i mówić coś wartościowego przez całą noc. Nie było łatwo!
A przecież lubisz pracować w nocy.
Bardzo. To moja ulubiona pora dnia od zawsze. Gdy mogę zapraszać gości i nagrywać rozmowy, często robię to wieczorami, przy przygaszonym świetle na radiowych korytarzach. Wtedy radio ma niesamowity klimat. Także w domu często pracuję nocą, przygotowując audycje. Wena przychodzi zazwyczaj wtedy, gdy wszyscy śpią. Jest cisza, łatwiej mi się skupić i zebrać myśli.
W 2010 roku zniknęłaś z Radia Łódź. Dlaczego?
Zaszłam w ciążę. W życiu osobistym wydarzyło się dużo sytuacji, także trudnych. Musiałam przewartościować swoje życie i skierować je na inne tory. Zostałam mamą, więc trzeba było skupić się na macierzyństwie. To nie był łatwy czas. Bardzo wspierali mnie moi rodzice! To dzięki nim jestem, kim jestem!
Nie było cię w radiu przez 12 lat.
Tęskniłam, ale brakowało mi odwagi, żeby się odezwać. Przypomniał sobie o mnie Marcin Tercjak. Zadzwonił z pytaniem, czy nie chciałabym wrócić i poprowadzić audycji klasycznej. Bardzo chciałam, ale to było duże wyzwanie. Jestem już inną osobą, radio też jest inne. Musiałam na nowo nauczyć się pracy z mikrofonem. Powrót dał mi jednak ogromną radość. Jarek Czajka powiedział mi kiedyś, że niesamowite jest to, jak przychodzę do radia – z uśmiechem, z nienasyceniem radiem, z ciekawością: co tu się wydarzy? I to prawda. Naprawdę bardzo się cieszę, że mogę tutaj być.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 7 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-1.jpg)
W niedzielne wieczory, po godz. 22, prowadzisz audycję „Z klasyką w tle”.
Jest bardzo osobista. Nie kreuję w niej nikogo, jestem całkowicie sobą. Odsłaniam własną wrażliwość. Pokazuję siebie nie tylko przez opowieści o kompozytorach czy historii muzyki, ale też przez sposób, w jaki tę muzykę przeżywam.
Nie chciałaś robić audycji wyłącznie dla melomanów.
Podeszłam do niej w nietypowy sposób. Pomyślałam, że jeśli ktoś chce słuchać klasyki w bardzo tradycyjnej formie, sięgnie po Program Drugi Polskiego Radia. A ja chciałam trafić do ludzi, dla których muzyka klasyczna niekoniecznie jest tą najbliższą. Do tych, którzy może nigdy jej nie słuchali, nie chodzą do filharmonii, ale kochają muzykę.
Można powiedzieć, że podjęłaś próbę odczarowania klasyki?
Na pewno chciałam pokazać, że ta muzyka żyje. Nie jest wyłącznie elitarna, zamknięta w świecie peruk i wielkich sal koncertowych. Przecież kompozytorzy często byli buntownikami. Łamali zasady, szli za własną wrażliwością, czasem płacili za to biedą, samotnością, niezrozumieniem.
Klasyka nas otacza na co dzień. Najczęściej spotykamy ją w… reklamach.
Jest tradycją i korzeniem właściwie każdego gatunku. Gdyby nie muzyka poważna, gdzie byłaby rozrywka? Każdy gatunek czerpał z klasyki – bardziej lub mniej świadomie. Jest obecna nie tylko w reklamach, ale i w filmach. A także w popkulturze. Przecież Beatlesi czerpali z klasyki! To taka muzyka, którą czasem słyszymy, nawet nie wiedząc, czym jest. Dlatego w mojej audycji rzeczywiście jest „w tle” – obecna, ale nie zawsze w czystej, podręcznikowej formie.
Z jakim stereotypem o muzyce klasycznej spotykasz się najczęściej?
Chyba, z tym że jest dla starszych ludzi. Kiedy idzie się do filharmonii, rzeczywiście często przeważają starsi słuchacze. Ale właśnie dlatego warto szukać sposobów dotarcia do młodszych. Zdarza się, że ktoś usłyszy u mnie jakąś nietypową aranżację, a następnie sięga po oryginał. Albo chętniej idzie do Filharmonii Łódzkiej. Wystarczy czasem poznać historię utworu, okoliczności jego powstania, człowieka, który go stworzył – i nagle odbiera się go inaczej.
Jakie trzy płyty zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
Wybór się ciągle zmienia. W tym momencie na pewno wzięłabym album Aviego Avitala „Song of the Birds”. To podróż przez muzykę tradycyjną. Mandolina stała się dla mnie odkryciem – nigdy nie myślałam, że będę jej fanką. Ostatnio znów słucham Beatlesów, ale nie konkretnej płyty. Zauważyłam, że mój syn Antoni nie sięga po klasykę, więc pomyślałam: czym skorupka za młodu nasiąknie… Puszczam mu różne utwory, żeby go zachęcić. I to działa! Pewnie wzięłabym też coś Boba Marleya. Jako nastolatka słuchałam dużo reggae, miałam nawet dredy! Trzy płyty to jednak zdecydowanie za mało. Na bezludnej wyspie człowiek mógłby się przecież zanudzić (śmiech).
Wolisz muzykę na żywo czy z płyt i streamingu?
Zdecydowanie na żywo. Oczywiście zdarza mi się korzystać ze streamingu, bo szukam utworów, nowości, interpretacji. Chciałabym mieć tyle czasu, by słuchać całych płyt, ale rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Przygotowanie audycji to ogrom żmudnej pracy. Potrafię przez cały tydzień analizować, czy dany utwór powinien być na początku, na końcu, czy może zadziała lepiej na zasadzie kontrastu, żeby słuchacz się nie znudził.
Uczestniczysz w Festiwalach Chopinowskich?
W tym roku nie udało mi się zdobyć biletów. Śledziłam jednak konkurs bardzo intensywnie. Rozmawiałam z półfinalistami Piotrem Pawlakiem, Yehudą Prokowiczem. Niedawno spotkałam się Leonorą Armelini, jedną z finalistek poprzedniej edycji. Opowiadała bardzo dużo o kulisach konkursu. Te pięknie zostały ukazane w dokumencie „Pianoforte” (reż. Jakub Piątek), który bardzo polecam! Mam małe marzenie, żeby kiedyś w końcu znaleźć się na widowni podczas tej imprezy pięciolecia.
A oglądasz koncerty noworoczne z Filharmonii Wiedeńskiej?
Tak, ale też tylko w telewizji. Znów te bilety (śmiech). Choć muszę również przyznać, że w ostatnim czasie nie siadamy wszyscy przed ekranem. Ta muzyka gdzieś gra sobie w tle, towarzyszy nam.
Które koncerty szczególnie zapadły w twojej pamięci?
Koncert Aviego Avitala w Bielsku-Białej. To niesamowity mandolinista, którego uwielbiam. Wystąpił ze swoim zespołem i chórem Rustavi. Trzy dni wcześniej grali na BBC Proms, a następnie przyjechali do Polski i właściwie mało kto o tym wiedział. Bilety kosztowały 40 zł. To było niebywałe przeżycie. Duże wrażenie zrobił też na mnie koncert Lucie Horsch, świetnej flecistki, w ramach Break in Classic, wydarzenia tworzonego przez Jakuba Józefa Orlińskiego i Aleksandra Dębicza. W tym roku ponownie się wybieram i już nie mogę się doczekać.
A z koncertów w Łodzi?
Richard Galliano. Marzyłam, żeby z nim porozmawiać i radio to marzenie spełniło. Pamiętam, że było to wzruszające przeżycie. Niesamowite także pod jeszcze innym względem – artysta odpowiadał po francusku, którego nie rozumiem wystarczająco dobrze (śmiech). O tym, że będziemy rozmawiać w języku francuskim, dowiedziałam się dzień wcześniej. Nie miałam już możliwości znalezienia tłumacza.
Jak sobie poradziłaś?
Pytania nagrała mi koleżanka, ja puszczałam je z dyktafonu albo zadawałam po angielsku, a on odpowiadał po francusku i trochę łamanym angielskim. Patrzył mi w oczy i śmiał się serdecznie, bo zdawał sobie sprawę, że nie wszystko rozumiem. Dopiero później, przy tłumaczeniu, zrozumiałam, o czym mówił – zrozumiałam też jego uśmiech. Otworzył się, rozmawialiśmy prawie pół godziny. To było niezwykłe.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 8 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Richard-Galliano-Z-archiwum-Filharmonii-lodzkiej-fot.-Marcin-Stepien.jpg)
A jak wspominasz rozmowy z Yannem Tiersenem, twórcą muzyki między innymi do „Amelii”?
Są to gorzko-słodkie wspomnienia! (śmiech) Rozmawiałam z nim dwukrotnie. Pierwszy raz jako młody szczypiorek. Tiersen występował wtedy w łódzkiej Wytwórni. Czekałam na rozmowę trzy godziny, a on nie chciał wyjść. Przed wywiadem dostałam jeszcze długą listę pytań, których nie mogę zadawać. Nie mogłam pytać m.in. o „Amelię”. Miał mówić tylko o płycie, która nawet w tamtym czasie nie była dostępna w Polsce!
Trudna przeprawa.
Bardzo. Był zdystansowany, przez całą rozmowę nonszalancko palił papierosy. Na moje pierwsze pytanie – jakim kolorem opisałby swoją muzykę – odpowiedział: „Nie wiem, nie myślałem o tym. Chyba niebieski. Ale porozmawiajmy o płycie”. Był podirytowany, na kolejne pytania odpowiadał bardzo zdawkowo. Nie byłam zadowolona z tej rozmowy, bardzo ją przeżyłam.
Nie wyrzuciłaś przez to „Amelii” przez okno?
Absolutnie nie. Wciąż wracam do niej z ogromnym sentymentem. I do filmu, i do muzyki. Kiedy dorastałam, „Amelia” była filmem kultowym. Nawet niedawno w audycji puściłam jeden z utworów z tej ścieżki dźwiękowej.
A po latach udało ci się odczarować tamtą nieudaną rozmowę.
Moją przepustką było zdjęcie z naszego pierwszego spotkania. Dobrze, że je zrobiliśmy, choć nie widać na nim radości (śmiech). Po piętnastu latach Yann Tiersen był już zupełnie innym człowiekiem. Nie palił, przyjechał z psem, poruszał się po trasie koncertowej kamperem, zatrzymywał u organizatorów w ogródkach. To był jedyny wywiad, jakiego udzielił wtedy w Polsce. Mogłam pytać o wszystko. Zrobiliśmy sobie również drugie zdjęcie, już z uśmiechem.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 9 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/iatka-56.jpg)
Radio spełnia marzenia.
Dzięki radiu mogłam spojrzeć w oczy artystom, których podziwiałam i których muzyka mnie kształtowała. Mogłam poprowadzić wyjątkowe spotkania z takimi artystami jak Leszek Możdżer – nawet przez chwilę z nim improwizowałam oraz znakomitym Motion Trio. To ogromne przeżycie, piękne doświadczenia, jak powiedziałeś – spełnienie marzeń i jestem za to bardzo wdzięczna. Na pomysł poprowadzenia spotkania z Leszkiem wpadli Ela Maciejewska i Jacek Grudzień. A teraz pojawił się pomysł cyklu, w którym artyści grają w trakcie, poniekąd ilustrując to, o czym mówią. Ela ma świetne pomysły! Jest wspaniała i kreatywna. Bardzo mnie wspiera i dodaje mi skrzydeł.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 10 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/fot.-Sebasian-Szwajkowski.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 11 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Motion-Trio.jpg)
Masz jeszcze jakieś zawodowe marzenia?
Chciałabym jednak być częściej na antenie. Kiedy wróciłam do Radia Łódź, moja audycja trwała godzinę, teraz dwie. Radio budzi apetyt. Nawet kiedy nie pracuję, żyję nim. Oglądam film i od razu myślę: skąd ta muzyka? Słyszę jakiś motyw i chcę go sprawdzić. Ktoś wydaje płytę – muszę zobaczyć, co tam się wydarzyło. Radio jest ogromną pasją, a życie taką pasją bywa trudne. Poniekąd (śmiech).
Jest coś, za co radia nie lubisz?
Za presję czasu. Za to, że wymaga szybkich decyzji. Trzeba dostarczyć materiał, zmieścić się, zmontować, zdążyć. A ja lubię spokój. Czasem ta nerwowość nie jest moja.
Mówiłaś o wzruszeniach podczas rozmów z wielkimi postaciami. Łatwo się wzruszasz?
Bardzo. Mam poczucie, że odbieram świat trochę intensywniej. Kiedy idę ulicą, często patrzę wysoko, wsłuchuję się w szelest liści, w naturę. Mam wrażenie, że więcej słyszę niż inni. Muzyka dociera do mnie bardzo głęboko. Pewnie dlatego, że kiedyś ją tańczyłam i uczyłam się pokazywać ruchem. Film też potrafię przeżywać bardzo mocno. Jestem wrażliwa na człowieka, na rozmówcę.
Artystyczna dusza?
Na pewno mam w sobie dużo artystycznego chaosu (śmiech). Zaczynam coś, zapisuję coś innego, przenoszę się w inne miejsce, tworzę. Myślę jednak, że z takiego chaosu też mogą powstawać piękne rzeczy.
Film, na którym ostatnio płakałaś?
„Wartość sentymentalna” (reż. Joachim Trier). Piękny film. Oglądałam go przed rozmową z Dobrawą Czocher, która nagrywała do niego partię wiolonczeli. Artystka gościła niedawno w Radiu Łódź i zagrała wspaniały koncert. Lubię kino, które zostaje z tyłu głowy. Takie, po którym wychodzi się z sali i jeszcze długo myśli o człowieku, emocjach, o tym, w którą stronę podążamy.
Chyba nie oglądasz wyłącznie ambitnego kina?
Absolutnie nie! Ostatnio wróciłam do „Diabeł ubiera się u Prady” (reż. David Frankel), bo chciałam obejrzeć pierwszą część przed drugą. Uśmiałam się solidnie. Kreacja Meryl Streep i jej „That’s all” są wspaniałe.
Co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie?
Bliska jest mi natura. Uwielbiam spacery, wyciszenie, słuchanie tego, co dzieje się wokół. Dużo spaceruję z psem, Banderasem. Jest przygarnięty od Kamili Tercjak, więc poniekąd też ma związek z radiem. Lubię także obserwować ludzi. Nie oceniać ich, raczej patrzeć z uśmiechem. Uwielbiam też jeść – pochłaniam ogromne ilości jedzenia, choć chyba tego nie widać (śmiech). Kocham również podróże i chciałabym mieć na nie więcej czasu.
Ulubiona kuchnia?
Włoska! W zeszłym roku byłam we Florencji i zrobiła na mnie niebywałe wrażenie. Nigdy nie myślałam, że architektura może tak działać. Chodziliśmy po muzeach, zwiedzaliśmy kościoły. Byliśmy z przyjaciółmi tam przez pięć dni i choć dużo biegaliśmy, czas jakby zwolnił. Mogliśmy też słuchać języka włoskiego, który jest niezwykle melodyjny. Nawet jeśli nie rozumie się słów, można odczuwać emocje w nich zawarte. Przecież muzyka też jest takim uniwersalnym językiem.
Zastanawiałaś się kiedyś, co robiłabyś, gdyby nie radio?
Nigdy nie zostawiłam nauczania, ono zawsze było obecne w moim życiu. Ale był moment, kiedy bardziej chciałam tańczyć. Gdyby nie radio, pewnie poszła bym w stronę tańca, którego również nauczałam. Jestem instruktorem tańca współczesnego i mam na to papiery! (śmiech!)
Taniec był dla ciebie równie ważny, jak muzyka?
Kończyłam kilkuletni kurs przy Łódzkim Domu Kultury zakończony państwowym egzaminem. Uczyli tam pedagodzy związani dziś z choreografią na Akademii Muzycznej w Łodzi, między innymi Jacek Owczarek, Witold Jurewicz. Tańczyłam też w Teatrze Tańca PRO, czyli Pracowni Ruchu Otwartego – zespole Katarzyny Martyki i Katarzyny Grambo, tworzącym spektakle. Tańczyła w nim również Ania Jońca, która kiedyś pracowała w Radiu Łódź, a obecnie związana jest z Telewizją Toya. To był bardzo piękny, twórczy i intensywny czas! Spotykaliśmy się trzy razy w tygodniu. Uwielbiałam taniec współczesny oraz improwizację kontaktową.
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 12 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-2.jpg)
Co dawał ci ruch?
To wymiana emocji i ukrytych znaczeń. Każdy ruch ma sens, ale jednocześnie jest tam miejsce na improwizację. Zawsze miałam potrzebę tworzenia – niezależnie od tego, czy chodziło o dźwięk, ruch, instrument czy słowo. Wszystko, co pozwalało mi być bliżej muzyki, dawało mi poczucie spełnienia.
Ustaliliśmy już – artystyczna dusza.
Przed naszą rozmową zastanawiałam się nawet, czy czuję się bardziej dziennikarką, czy muzykiem. Bardzo podziwiam dziennikarzy takich jak Marcin Tercjak czy Bartosz Florczak – ich wiedzę, pasję, sposób tworzenia własnej przestrzeni. Uwielbiam ich słuchać, obserwować jak pracują, ale też rozmawiać z nimi o muzyce. Wspaniali koledzy i dziennikarze! Mnie ciężko przychodzi nazywanie siebie redaktorem, bo wciąż bardzo czuję się muzykiem. Rozumiem materię, w której tworzy artysta. Patrzę na rozmówcę nie tylko poprzez jego dorobek czy wrażliwość, ale znam doskonale także drogę i wysiłek.
Jest coś, czego żałujesz w swojej karierze?
Czasem zastanawiam się, gdzie byłabym, gdybym nie miała tej dwunastoletniej przerwy. Tutaj? Czy gdzieś indziej? Przerwa przyszła po bardzo intensywnym czasie. Nie wiedziałam, jak się nazywam. A później ciąża i nagłe zatrzymanie. Z dnia na dzień musiałam zwolnić. Wierzę jednak, że życie prowadzi nas w niezwykły sposób. Nie ma przypadków. Każde spotkanie ma znaczenie, każde doświadczenie jest po coś, nawet to najtrudniejsze. Dlatego mam w sobie dużo wdzięczności. Za to miejsce, za ludzi, za rozmowy.
Rozmowa jest dla ciebie najważniejsza?
Tak, ale wolę pytać niż odpowiadać (śmiech). W towarzystwie często mało mówię, głównie słucham i obserwuję. Jeśli zaczynam opowiadać o sobie, to znaczy, że czuję się bezpiecznie.
Masz swoją receptę na dobrą rozmowę?
Nie ma jednej. Przy rozmowach z artystami staram się czasem przyjechać wcześniej, zamienić kilka zdań przed nagraniem. Dać im możliwość poznania mnie choć odrobinę. Niedawno rozmawiałam z Chrisem Jarrettem, bratem Keitha Jarretta. On nie przepada za wywiadami, a po naszej rozmowie powiedział, że to było dla niego ciekawe. Dziękował, że mógł się otworzyć.
Mówiliśmy już o marzeniach zawodowych, a jakie masz prywatne?
Chciałabym odnaleźć w życiu równowagę i umieć lepiej oddzielać pracę od odpoczynku. Mieć więcej czasu na przyglądanie się życiu. Kiedy coś robię, oddaję się temu całym sercem. Zosia Starosta, znakomita realizatorka, z którą najczęściej tworzę „Z klasyką w tle”, mówi mi czasem: „Ty jesteś taka perfekcyjna”. Nie uważam się za perfekcjonistkę, ale kiedy coś robię, chcę zrobić to najlepiej, jak potrafię w danym momencie. Tak, żeby było zgodne ze mną.
Czego mogę ci życzyć?
Wydaje mi się, że na ten moment niczego. Jestem bardzo szczęśliwa, czuję się spełniona – prywatnie i artystycznie, także w radiu. Bardzo dobrze mi w miejscu, w którym jestem. Po prostu trzymaj kciuki.
ZOBACZ ZDJĘCIA – FOT. KONRAD CIĘŻKI
1. Patrycja Pawłowicz, fot. Konrad Ciężki
2. Patrycja Pawłowicz, fot. Konrad Ciężki
3. Patrycja Pawłowicz uwielbia rytm i ruch, fot. Konrad Ciężki
4. Patrycja Pawłowicz, fot. Konrad Ciężki
5. Patrycja Pawłowicz, fot. Konrad Ciężki
6. Patrycja Pawłowicz, fot. Konrad Ciężki
7. Patrycja Pawłowicz w studiu Radia Łódź, fot. Konrad Ciężki
Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ
BIP
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 1 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-3-1140x815.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 20 Jakub Wielgus w archiwum Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-9-120x86.jpg)
![Iwona Błaszczyk od 38 lat po drugiej stronie radia. „To więcej niż miejsce pracy” [ROZMOWA] 21 Iwona Błaszczyk przy stole realizatorskim](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/07/H2A7575-kopia-120x86.jpg)
![Piotr Stańczyk całe życie z muzyką i mikrofonem. „Radio jest kochanką, która nie wybacza absencji” [ROZMOWA] 22 Piotr Stańczyk](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/06/H2A0176-120x86.jpg)

![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 13 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-2-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 14 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-4-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 15 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-2-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 16 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-3-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 17 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-5-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 18 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-5-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 19 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-1-120x86.jpg)

![CBŚP zlikwidowało laboratorium klefedronu w powiecie kutnowskim. Zatrzymano 7 osób [ZDJĘCIA, WIDEO] 25 CBŚP zlikwidowało laboratorium klefedronu w powiecie kutnowskim. Zatrzymano 7 osób [ZDJĘCIA, WIDEO]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/3-476503-75x75.jpg)

![Mery Spolsky zagrała w Łodzi. Wyjątkowy finał NEW GENS MUSIC [ZDJĘCIA] 27 Mery Spolsky w MCK fot Sebastian Szwajkowski 14](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/Mery-Spolsky-w-MCK-fot-Sebastian-Szwajkowski_14-120x86.jpg)
