MARKETING RADIA łÓDŹ
TELEFONY DO STUDIA: (42) 678 78 78 | 606 78 78 78
SŁUCHAJ NA ŻYWO
poniedziałek, 26 października 2026
  • Zaloguj
Radio Łódź
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • 95 lat Radia Łódź
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Głosówki. Klauzula informacyjna
    • Kontakt
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • 95 lat Radia Łódź
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Głosówki. Klauzula informacyjna
    • Kontakt
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
Radio Łódź
LIVE
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Mariusz Janik
    Mariusz Janik
    Zobacz wszystkie artykuły
  • 26 października 2026 10.54
  • 26 października 2026 10.55

Beata Janowska, głos informacji Radia Łódź. „Dobra informacja nie zostawia pytań” [ROZMOWA]

Radio nazywa po prostu miejscem pracy. Bez wielkich słów i sentymentalnych deklaracji. A jednak myśl o dniu, w którym miałaby wyjść z Radia Łódź i już do niego nie wrócić, określa jednym słowem: koszmar. Beata Janowska była reporterką, pracowała w nowych mediach, dziś czyta serwisy i wydaje informacje. W rozmowie z Mariuszem Janikiem opowiada o radiowej kuchni, dziennikarskich zasadach i wpadkach, których nie da się zapomnieć. Ale też o Dostojewskim, Tarantino, bagnach, łosiach z „firankami” na rogach i podróżach, z których czasem wraca się z historią Kościoła unickiego.
Beata Janowska, głos informacji Radia Łódź. „Dobra informacja nie zostawia pytań”

Beata Janowska, fot. Konrad Ciężki

Udostępnij na FacebookuTwittnij

Mariusz Janik: Czym jest dla ciebie radio?

Beata Janowska: To moje miejsce pracy, choć może nie do końca tylko. Był taki czas, że zdarzało nam się mówić „Radio Łódź twoim domem”. To było odniesienie do hasła reklamowego „Radio Łódź twoim radiem”. Coś w tym rzeczywiście jest, bo kiedy byliśmy młodsi, spędzaliśmy w pracy bardzo dużo czasu.

Jak Radio Łódź pojawiło się w twoim życiu?

Przez pewien czas mieszkałam w Bełchatowie i szukałam pracy. To były lata 90., więc nie było łatwo. Tak się złożyło, że udało mi się znaleźć pracę w Radiu Bełchatów. Czytałam tam serwisy i prowadziłam programy. Niedługo później przeprowadziłam się do Łodzi. Zaczęłam szukać pracy w radiu. Pomyślałam sobie, że jak spadać, to z wysokiego konia, więc ułożyłam sobie hierarchię rozgłośni – od tych, w których najbardziej chciałabym pracować, do tych, w których najmniej. Zaczęłam od Radia Łódź. Boguś Potoniec, ówczesny sekretarz programu, powiedział: „No to przyjdź”. I przyszłam.

Od razu trafiłaś do Redakcji Informacji?

Początkowo zaproponowano mi zastępstwo za sekretarkę redakcji informacji. Ala Miśkiewicz poszła na urlop, więc miałam odbierać telefony, faksy i przekazywać je komu trzeba. To miało być tylko na początek. Później okazało się, że muszę zacząć od reporterki.

„Muszę” brzmi tak, jakby reporterka była karą.

Nie, praca reporterki jest ciekawa, dużo bardziej kreacyjna. Nie chodzi oczywiście o to, że stwarzamy rzeczywistość. Odkrywamy ją. Dzięki tej pracy zobaczyłam bardzo dużo miejsc, których pewnie inaczej nigdy bym nie zobaczyła. Poznałam ludzi, z którymi zapewne nigdy bym nie porozmawiała.

Pamiętasz swój pierwszy materiał reporterski?

Nie, ale pamiętam pierwszą informację, którą napisałam, bo to była niesamowita historia. Właśnie wtedy, kiedy zastępowałam sekretarkę redakcji, zadzwonili harcerze. Mieli jakiś problem, sprawę interwencyjną. Opowiedziałam o tym Jackowi Grudniowi, który był wtedy dziennikarzem, a teraz jest naszym szefem. Powiedział, żebym to opisała tak, jakbym pisała informację. Napisałam. Przeczytał i powiedział: „Czegoś tu brakuje”.

Czego?

Drugiej strony. To była moja pierwsza lekcja dziennikarstwa. Zadzwoniłam do drugiej strony, dostałam wyjaśnienie i napisałam pełną informację.

Lekcja z „drugą stroną” została z tobą do dziś.

To jest podstawa. Jeżeli ktoś ma zarzuty do urzędu czy jakiejś instytucji, to oczywiście mówimy o tym, że takie zarzuty są, ale musimy też mieć odpowiedź drugiej strony. Jeżeli jej zabraknie, słuchacz zada sobie pytanie. Nawet jeżeli nie zrobi tego świadomie, gdzieś będzie miał z tyłu głowy: „A co na to druga strona?”. Czasami oczywiście nie możemy tej odpowiedzi dostać. Ktoś potrzebuje czasu, żeby zebrać materiały, albo z jakiegoś powodu nie chce udzielić informacji. Wtedy przynajmniej możemy powiedzieć: „czekamy na odpowiedź” albo „odmówiono nam komentarza”. I w tym momencie informacja jest pełna. Słuchacz już wie, dlaczego czegoś w niej brakuje.

Beata Janowska
Beata Janowska pracowała w Radiu Łódź jako reporterka, fot. prywatne archiwum

Czyli Jacek Grudzień skutecznie wbił ci tę zasadę do głowy.

Najwyraźniej (śmiech). Kiedy zaczynałam, właściwie wszyscy bardzo mi pomagali. Radio zawsze było takim miejscem, w którym można było liczyć na pomoc i na to, że ktoś po prostu powie: „to zrobiłaś źle” albo „to zrobiłaś dobrze”. Czasami słyszę, że w różnych redakcjach są jakieś animozje, zawiści. Ja czegoś takiego nie pamiętam.

Kogo jeszcze pamiętasz z tych pierwszych radiowych lekcji?

Pamiętam bardzo dobrze jedną sytuację z Markiem Wilczakiem, który był wówczas szefem redakcji. Byłam na konferencji prasowej dotyczącej rozwoju jakiejś firmy czy zakładu produkcyjnego. Mówiono głównie o różnych wskaźnikach gospodarczych. Właściwie nie bardzo było wiadomo, co z tego zrobić. Nie było spraw socjalnych, zwolnień czy podwyżek – niczego, co w oczywisty sposób interesowałoby pracowników tej firmy, nie mówiąc już o naszych słuchaczach. Były wskaźniki. Marek powiedział: „Spróbuj napisać z tego informację”. Napisałam. Powiedział: „Źle. Napisz jeszcze raz”.

Wyjaśnił dlaczego?

Nie. Poszłam i napisałam jeszcze raz. Później jeszcze raz i jeszcze raz. W końcu uznał, że jest dobrze. Tak naprawdę sama musiałam dojść do tego, jak tę informację napisać

Wartoprzeczytać

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

26 października 2026
Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

26 października 2026
Koniec z długim szukaniem parkingu w Łodzi? Pomóc ma studencka aplikacja ParkSmart

Koniec z długim szukaniem parkingu w Łodzi? Pomóc ma studencka aplikacja ParkSmart

26 października 2026
Warta Poznań - ŁKS Łódź [RELACJA NA ŻYWO]

Warta Poznań – ŁKS Łódź [RELACJA NA ŻYWO]

26 października 2026

A z czasem właśnie gospodarka stała się jednym z twoich tematów.

Tematy gospodarcze, ale bardzo szeroko rozumiane. Druga połowa lat 90. była takim czasem, kiedy w Polsce mieliśmy bardzo dużo konfliktów pracowniczych, sporów zbiorowych, strajków. Kilka takich strajków relacjonowałam właściwie od początku do końca albo prawie do końca. I te zakończenia bywały bardzo różne. Czasami udawało się osiągnąć porozumienie korzystne dla pracowników, a czasami kończyło się likwidacją firmy i tym, że wszyscy trafiali na bezrobocie. A bezrobocie było wtedy dużo większe niż dzisiaj. W tym samym czasie powstawała Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna – nie tylko w Łodzi, bo od początku była rozproszona po regionie. I to było ciekawe, bo nie mając pojęcia o gospodarce, musiałam najpierw zrozumieć, co ktoś mówi do mnie trudnym, ekonomicznym językiem, a następnie przełożyć to na język, którym mówię ja i większość naszych słuchaczy. Okazało się, że to jest bardzo interesujące.

Czyli najpierw musiałaś gospodarkę zrozumieć, a później zaczęła cię interesować?

Trochę tak. Lubię te tematy, bo wydaje mi się, że to są rzeczy, które mają wpływ na nasze życie. Jeżeli jakaś instytucja ma do rozdania unijne pieniądze, to bezpośrednio może zainteresować niewielką grupę ludzi – przedsiębiorców, którzy mogą po nie sięgnąć. Sama świadomość, że te pieniądze są, że można z nich korzystać, już coś jednak mówi o rzeczywistości, w której żyjemy. A są przecież sprawy gospodarcze, które dotyczą właściwie wszystkich. Chociażby potencjalny wpływ sztucznej inteligencji na rozwój albo upadek poszczególnych zawodów.

Zanim dojdziemy do sztucznej inteligencji, wróćmy do serwisów. Jak z reporterki trafiłaś do informacji?

Monika Czerska, która była wówczas chyba szefową serwisów. Zapytała, czy nie chciałabym ich czytać. Pomyślałam sobie, że to coś nowego. Praca reporterki była fajna, ale pomyślałam, że warto spróbować czegoś nowego. Od razu dodam, że nie pamiętam swojego debiutu.

A pamiętasz tremę?

Mogę ją sobie wyobrazić, bo wciąż mi towarzyszy. Wystarczy, że wrócę po dłuższym urlopie – nie mówię o trzech dniach, tylko na przykład o dwóch tygodniach – znowu się pojawia. Jest większa zwłaszcza wtedy, kiedy spodziewam się problemów z głosem. Na przykład kiedy coś pyli, a ja mam alergię i wiem, że głos może mi wysiąść. Wtedy boję się bardziej.

A w ogóle lubisz swój głos?

Nie, chciałabym mieć taki jak Edyta Bartosiewicz. Wiem, że to niemożliwe, więc zdążyłam się już przyzwyczaić do swojego (śmiech). Co ciekawe, wiele razy słyszałam, że mam ładny głos.

Sam głos wystarczy, żeby słuchacz zaufał serwisantowi?

Głos oczywiście jest ważny, bo na tym polega trochę magia radia. Nie mamy twarzy, mamy głosy. Podstawą jednak jest to, żeby informacja była prawdziwa i czytelna. Jeżeli nie będzie prawdziwa, to ktoś się zorientuje i stracimy zaufanie. Druga rzecz to właśnie kompletność informacji. Wracamy do tego, o czym mówiłam wcześniej: jeśli jest jakiś problem, musimy pokazać również stanowisko drugiej strony.

Zdarzyło się, że głos ci wysiadł?

Dwa razy straciłam głos na antenie. Raz serwis dokończyła za mnie Anna Groblińska, drugi raz Marcin Tercjak. Głos po prostu zniknął.

A co jest ważniejsze: wiarygodność czy szybkość?

Wiarygodność, ale szybkość czasami też jest bardzo ważna. Jeżeli na przykład dochodzi do karambolu na autostradzie, są osoby poszkodowane i utrudnienia, to możemy jak najszybciej powiedzieć tyle, ile w danym momencie wiemy. Nie mamy jeszcze szczegółowych danych, ale mówimy, że je zbieramy i przekażemy później. Taka informacja powinna jak najszybciej dotrzeć choćby do kierowców, którzy jadą tą autostradą. W następnym serwisie możemy ją uzupełnić.

Beata Janowska
Beata Janowska w radiowym studiu przegrań, fot. prywatne archiwum

Serwis trwa kilka minut, ale przygotowanie go zajmuje mniej więcej godzinę. Co jest w tym najtrudniejsze?

To kwestia wprawy. Po jakimś czasie człowiek widzi pewne schematy. Wie, co może być dobrym, mocnym wejściem, co jest najważniejsze. Trzeba jednak bardzo uważać na język. Można napisać informację językiem urzędowym i będzie to zła informacja, bo nikt nie lubi języka urzędowego. Nawet urzędnicy go nie lubią. Trzeba więc to przeredagować tak, żeby brzmiało bardziej po ludzku. Czasami trzeba też coś sprawdzić. Jeżeli mam informację, że coś wydarzyło się w jakiejś miejscowości, lubię zobaczyć, jaki to powiat. Jeżeli chodzi o drogę – czy jest ważna, dokąd prowadzi.

Przez lata zmienił się sposób pisania informacji radiowych?

Zdecydowanie. Kiedyś informacje w Polskim Radiu pisało się trochę inaczej. Była tak zwana choinka reuterowska, którą do dziś w jakimś stopniu stosuje Polska Agencja Prasowa: na początku najważniejsze rzeczy, później kolejne szczegóły. Nie unikaliśmy też zdań złożonych, chociaż one nigdy nie były szczególnie dobrze widziane w radiu.

Dlaczego?

Zdanie złożone łatwiej przeczytać niż usłyszeć.

Czyli serwisant, który pracuje głównie głosem, musi przede wszystkim potrafić pisać.

I to w taki sposób, żeby dało się tego słuchać. A to nie zawsze jest to samo. Nie ma co jednak zdradzać „kuchni”.

Jesteś również wydawcą dnia. Słuchacz słyszy reportera i serwisanta, ale wydawca pozostaje w tle. Czym właściwie się zajmuje?

Zacznę od reporterów, bo reporterzy są tak naprawdę najważniejsi. Dowiadują się, co dzieje się w mieście i regionie, wyszukują tematów. Oczywiście mamy też materiały z tzw. kalendarzyka – konferencje, zapowiedzi, wydarzenia. Ale reporterzy również sami wyszukują tematy. A wydawca zastanawia się, które z nich są ważne dla mieszkańców regionu. Czasami będzie to temat z Łodzi, czasami z Piotrkowa, Sieradza czy znacznie mniejszej miejscowości.

Wydawca jest zatem selekcjonerem. A co z tematami, których danego dnia nie wybierzesz? Trafiają do kosza?

Nie. To, że czegoś nie wybierzemy danego dnia, nie znaczy, że temat jest zły. Może być tak, że powiemy reporterowi: „Zajmiemy się tym jutro, mamy pilniejszą sprawę. Zgłoś ten temat jeszcze raz”. Trzeba dopilnować, żeby wszystko się toczyło. Jeżeli reporter potrzebuje pomocy, na przykład szuka jakiegoś kontaktu, można spróbować mu go znaleźć. Jeżeli robi temat związany z czymś, co wydarzyło się w Warszawie, i nagle agencja przysyła nową informację, trzeba szybko zadzwonić: „Słuchaj, wydarzyło się coś nowego, możesz to uwzględnić”.

Do tego dochodzi jeszcze ułożenie serwisów na cały dzień.

Staramy się tak rozplanować napływ informacji, żeby co godzinę w serwisie można było powiedzieć coś nowego i ciekawego.

Czyli nie chodzi o to, żeby przez cały dzień powtarzać ten sam zestaw informacji.

Właśnie. Oczywiście korzystamy też z informacji z kraju i ze świata. Czasami wydarzenie ogólnopolskie albo światowe przebija wszystkie nasze lokalne tematy, bo jest równie ważne dla mieszkańców województwa łódzkiego jak dla wszystkich innych Polaków. Wtedy taka informacja idzie na pierwszym miejscu. Jeśli chodzi o region, staramy się, żeby w każdej godzinie pojawiało się coś nowego, a jednocześnie żeby ważne tematy były ciągnięte. Najpierw trzeba więc rozplanować pracę reporterów, a później czasami dopilnować albo przynajmniej sprawdzić, dlaczego czegoś nie ma na konkretną godzinę. Może pojawił się jakiś opór materii. Albo urzędu.

Wydawca to trochę dziennikarz, trochę organizator, trochę człowiek od gaszenia pożarów.

Trochę tak (śmiech). A trzeba pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi i każdy miewa gorszy dzień. Najgorzej jest wtedy, kiedy wszyscy mają gorszy dzień jednocześnie. Wydawca, reporterzy… Może kwestia ciśnienia, pogody. Wtedy zaczynają się schody.

Co jest trudniejsze: czytanie serwisów czy wydawanie dnia?

Dla mnie wszystko jest tak samo trudne. To zawsze jest taki bieg z przeszkodami (śmiech). Nie udaje mi się dojść do momentu, w którym byłabym zupełnie wyluzowana.

Jesteś perfekcjonistką?

Nie, nie, bo to jest niezdrowe. Staram się robić wszystko jak najlepiej, ale czasami widzę, że się nie da. Wtedy sobie odpuszczam.

Przy wydawaniu dużo zależy od subiektywnej decyzji. Co jest ważniejsze: intuicja czy kalkulacja?

Trzeba się kierować jednym i drugim. Czasami wydaje nam się, że jakiś temat bardzo dobrze rokuje. Że jest ważny społecznie, a do tego ludzi zainteresuje. Później okazuje się, że właściwie nie budzi zainteresowania. Trudno powiedzieć dlaczego. Może niektóre ważne sprawy czasami nam się przejadają. Mówię „nam” jako odbiorcom. Jest coś ważnego, ale słyszeliśmy o tym już tyle razy, że przestajemy reagować.

Beata Janowska w Radiu Łódź
Beata Janowska czyta serwis informacyjny, fot. Konrad Ciężki

W Redakcji Nowych Mediów widzimy, co ludzie klikają. W radiu trudniej sprawdzić, czy konkretny temat „się słuchał”. A skoro już jesteśmy przy Internecie – pracowałaś również przy stronie Radia Łódź.

Starałam się uczyć, bo wiedziałam, że to jest inny styl niż serwisowy. W Internecie trzeba pisać inaczej. Czy mi się to udawało, to już inna kwestia. Pracowałam przy stronie jeszcze w czasach jej pierwszej wersji, kiedy informacje serwisowe stanowiły właściwie jedną z rubryk. Słowo radiowe różni się od internetowego, więc tych informacji nie wystarczyło po prostu przekleić. Trzeba je było przeredagować. A ponieważ podczas serwisu nie było na to czasu, zdarzało mi się zostawać po dyżurze i dopiero wtedy wrzucać je na stronę. Kompletny horror (śmiech).

W Radiu Łódź pracowałaś jako reporterka, serwisantka, wydawca, zajmowałaś się Internetem. Prowadziłaś też podcast „W cyfrowym świecie”, między innymi o sztucznej inteligencji. Nie boisz się, że AI w końcu zabierze pracę serwisantom?

Mnie już nie (śmiech). Mam niedaleko do emerytury. Myślę jednak, że sztuczna inteligencja może zabrać pracę osobom czytającym serwisy. Pytanie tylko, na ile będzie na to społeczna zgoda.

Technologia może być gotowa wcześniej niż słuchacze?

To zależy, czego słuchacz będzie chciał. Może będzie mu zupełnie obojętne, czy czyta człowiek, czy sztuczna inteligencja, jeśli głos będzie miły i dobrze będzie się go słuchało.

A reporterzy mogą obawiać się AI?

Jestem przekonana, że reportera sztuczna inteligencja nie zastąpi. Może wyszukiwać informacje, może pomagać, ale co to za dziennikarstwo?

Mówimy o zmianach technologicznych. A jaka jest największa zmiana, którą zauważyłaś przez lata pracy w radiu?

To nie jest dobre pytanie (śmiech). Trudno wskazać jedną. Wszyscy się zmieniamy i dojrzewamy. Mówię oczywiście o tych z nas, którzy pracują tutaj długo, nie o młodych ludziach, którzy przychodzą do radia i jeszcze podczas pracy piszą licencjaty czy prace magisterskie. Świat się zmienia, my razem z nim i często dzieje się to tak niepostrzeżenie, że trudno później powiedzieć: „Właśnie to była największa zmiana.”

A samo radio? Jego rola dla słuchacza też się zmieniła?

Myślę, że jego rola jest już głównie towarzysząca. Sama, pomijając sytuacje służbowe, słucham radia właściwie w dwóch, może trzech sytuacjach: podczas różnych prac, w kuchni i w samochodzie. Domyślam się, że większość ludzi słucha dzisiaj radia wtedy, kiedy równocześnie robi coś innego. To już raczej nie wygląda tak, że człowiek siada przy odbiorniku z nastawieniem: „Teraz będę słuchał radia”.

A kiedy nie pracowałaś jeszcze w radiu – było obecne w twoim domu?

Oczywiście. Wszyscy słuchaliśmy Trójki i Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego. To było jakieś kompletne szaleństwo. Marek Niedźwiecki miał przecież masę fanów. Mieliśmy kolegę, który wszystkie notowania pieczołowicie wypisywał kaligraficznym pismem i wywieszał następnego dnia w szatni, żeby każdy mógł przeczytać. Bardzo lubiłam też audycje Tomasza Beksińskiego. Już wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, nawet nie musi mieć rewelacyjnego głosu.

Mówiłaś, że nie lubisz swojego głosu, a tymczasem trafił nawet do utworu O.S.T.R.

Dowiedziałam się o tym niedawno. Co ciekawe, nie pamiętam sytuacji, w której ktoś przyszedł i powiedział: „Przeczytaj mi ten kawałek, bo chcę go wykorzystać w piosence”. Mogło się oczywiście zdarzyć, że ktoś poprosił mnie o przeczytanie czegoś, a później kompletnie wypłukało mi się to z pamięci. Nie wiem też, czy fragment nie został po prostu wycięty z serwisu.

Rozumiem, że tantiemów nie ma?

Niestety (śmiech).

Przy pracy na żywo nie da się uniknąć wpadek. Którą pamiętasz najlepiej?

Mam, ale nie będę mówić o swoich wpadkach, bo do tej pory jestem zażenowana, kiedy sobie przypomnę.

To brzmi jak zaproszenie do dalszego pytania.

No dobrze, jest jedna słynna, którą ciągle mi wypominają. Okropna historia. Miałam wszystko dobrze napisane. I z bliżej nieznanych w informacji o pogrzebie Gustawa Holoubka przeczytałam, że został pośmiertnie odznaczony Orderem… Osła Białego. Chyba dlatego tak to przeżywam, że bardzo lubię Holoubka.

Więcej takich językowych niespodzianek nie było?

Zdarzyło mi się też przeczytać, że w regionie będzie „społecznie”, co miało oznaczać, że będzie „słonecznie”. I znowu – napisane miałam dobrze. Czasami to się po prostu samo robi (śmiech).

Beata Janowska i radiowa sztafeta
Beata Janowska w radiowej sztafecie Radia Łódź, fot. Sebastian Szwajkowski

Przytrafiło ci się kiedyś przebudować gotowy serwis w ostatniej chwili, bo wydarzyło się coś ważnego?

Jeżeli jeszcze siedzę na górze i wiem, że coś się wydarzyło, to nie jest problem. Można wziąć nową informację nawet w dwóch zdaniach i powiedzieć, że więcej będzie za godzinę. Jeśli mamy już kompletną informację, wyrzucamy mniej ważną wiadomość, wkładamy tę nową i już.

Były informacje, których na szczęście nie musiałaś przekazywać jako pierwsza?

Na szczęście ominęły mnie te najbardziej wstrząsające momenty. Nie czytałam pierwszych serwisów po śmierci Jana Pawła II. Z kolei w dniu katastrofy smoleńskiej miałam dyżur, ale kiedy przyjechałam do pracy, sytuacja była już trochę bardziej wyklarowana. Informacje spływały, można było je jakoś poukładać.

Mówisz o sobie przede wszystkim jako o serwisantce. Nie ciągnęło cię nigdy w stronę prowadzenia programów?

Był kiedyś taki pomysł, żeby wydawca był równocześnie prowadzącym popołudniówki. Miał godzinę, w której właściwie nie było muzyki, tylko materiał za materiałem. I prowadziłam taki program. Tyle że w moim wykonaniu był to po prostu… godzinny serwis. Nie mówiłam: „A za chwilę usłyszymy…”, nie budowałam jakichś przejść. Czytałam zapowiedź, leciał materiał, czytałam kolejną. Każdy musi sobie radzić na swój sposób. Jesteśmy różnymi ludźmi i mamy różne predyspozycje. Niektórzy potrafią właściwie wszystko. Czytają serwisy, prowadzą programy, magazyny, robią audycje. Iza Berkowska potrafi robić różne rzeczy, Monika Czerska też.

Po prostu wiesz, czego na antenie nie chcesz robić.

Jeżeli ktoś zaproponowałby mi dzisiaj prowadzenie programu, serdecznie podziękuję. Chyba że miałby to być program będący godzinnym serwisem (śmiech).

A gdybyś miała dać młodemu serwisantowi kilka rad? Po tylu latach chyba masz prawo.

Nie miałabym odwagi.

Dlaczego?

Mogłyby to być złe rady. Każdy z nas ma inny temperament, każdy ma inny sposób pracy. Można słuchać wskazówek, których ktoś udziela, ale i tak do wszystkiego trzeba dojść samemu. To trochę jak z wychowywaniem dzieci. Możesz powiedzieć dziecku, żeby nie dotykało pieca, bo jest gorący. Ono i tak musi dotknąć i się oparzyć, żeby naprawdę to zapamiętać.

Nie ma jednej właściwej metody?

Każdy musi znaleźć własny sposób. Okno też można dobrze umyć zgodnie ze wskazówkami zegara, ale można je dobrze umyć również w przeciwną stronę. Ważny jest efekt.

A gdybyś mogła powiedzieć coś młodszej sobie, tej, która właśnie przyszła do Radia Łódź?

Nie należy nikomu udzielać dobrych rad.

Na starej stronie Radia Łódź znalazłem twój krótki opis. Napisałaś: „Lubię Łódź, dużo mówić, ale nie o sobie”. To chyba się nie zmieniło?

Nie. Lubię mówić i to dużo. Tylko nie o sobie.

To może porozmawiajmy o Łodzi. Jesteś lokalną patriotką?

Na taki polski sposób, czyli denerwuje mnie to, co się dzieje. To nie jest tak, że wszystko mi się bardzo podoba. Raczej im bardziej mi na czymś zależy, tym bardziej mnie denerwuje, kiedy coś jest nie tak.

A przecież nie jesteś Łodzianką z urodzenia.

Nie, pochodzę z Częstochowy.

Później był Bełchatów i dopiero Łódź?

Mój mąż jest właściwie z Łodzi, ale kiedy był dzieckiem, jego rodzice przeprowadzili się do Bełchatowa budować kopalnię. I tak nasze drogi zbiegły się w Bełchatowie.

Na tej samej stronie pojawiają się też „Bracia Karamazow”. Fiodor Dostojewski nadal jest ci bliski?

Nadal lubię. Nie tylko Dostojewskiego, ale i Bułhakowa. Ogólnie literaturę rosyjską, choć oczywiście nie całą.

U Dostojewskiego też nic nie jest czarno-białe. Pomyślałem, że to trochę koresponduje z dziennikarstwem.

Można się doszukiwać różnych rzeczy (śmiech).

Literatura jest dla ciebie ważna. Dużo czytasz?

Bardzo dużo. Masę rzeczy. Niektóre niepotrzebnie. Lubię literaturę piękną. Czasami zdarzają mi się przyjemne odkrycia. Ostatnim jest Jose Saramago. Noblista, więc trudno powiedzieć, że odkryłam kogoś nieznanego, ale dla mnie to nowość. Przeczytałam „Miasto ślepców”.

Co cię w nim zainteresowało?

Autor pisze w sposób dość nieoczywisty. Zdecydowanie nie jest to styl serwisowy (śmiech). A samo „Miasto ślepców” można odczytywać trochę tak, jakby opisywało powstawanie i umacnianie się totalitaryzmu. Nie znam właściwie historii Portugalii na tyle dobrze, żeby wiedzieć, z czego dokładnie to u niego wynika.

Co jeszcze robisz, kiedy nie czytasz serwisów ani książek?

Mam bardzo dużo wolnego czasu, bo bardzo się o niego troszczę. Lubię odpoczywać. Wtedy oglądam filmy, słucham muzyki.

Czego słuchasz?

Queen, Sting, Gorillaz. Na szczęście Gorillaz ciągle wydają nowe płyty. Ostatnia jest bardzo dobra.

A jeśli chodzi o filmy?

Czasami oglądam wszystko, w czym występuje jakiś konkretny aktor. Jeżeli jest dobry i spodobał mi się w jednej roli, chcę zobaczyć go w innych. Sprawdzić, na ile to, co mi się podobało, było jego zasługą, a na ile reżysera.

Kto jest teraz na takiej liście?

Edward Norton. Lista jest jednak dłuższa: Matt Damon, Brad Pitt, Johnny Depp.

Wybierasz ludzi, a nie gatunek.

Nie musi być aktor. Reżyser też może być powodem, dla którego oglądam film. Widziałam chyba wszystkie filmy Quentina Tarantino. Nie tylko filmy. Nawet odcinek „Ostrego dyżuru”, który wyreżyserował. Widziałam też „Prawdziwy romans”, do którego Tarantino napisał scenariusz. Tego akurat nie polecam (śmiech).

A polskie kino?

Lubię sięgnąć po starsze tytuły, w których grają jeszcze młodzi: Jan Englert, Gustaw Holoubek, Andrzej Łapicki, Janusz Gajos.

Jeszcze lepiej rozumiem, dlaczego ten „Order Osła Białego” tak bolał.

Mówiłam, że to była okropna historia.

A seriale oglądasz?

Uwielbiam „Ranczo”. Widziałam każdy odcinek po kilka razy. To chyba nie jest normalne (śmiech). Z zagranicznych produkcji podobał mi się „Gambit królowej”.

Beata Janowska na górskim szlaku
Beata Janowska na górskim szlaku, fot. prywatne archiwum

Książki, kino, muzyka. Zostają jeszcze podróże.

Uwielbiam! Mam wrażenie, że w Polsce byliśmy już we wszystkich atrakcyjnych miejscach. Prawie wszystkich, żeby nie przesadzić.

Tatry?

Na Tatry się nie piszę, bo mam lęk wysokości. Chociaż na Rysy weszłam. Przeszliśmy kawał gór – właściwie od Beskidu Śląskiego po Bieszczady. To nie był dokładnie Główny Szlak Beskidzki, raczej czerwony szlak z różnymi wariantami. Oczywiście nie podczas jednych wakacji. Było to rozłożone na kilka lat. Nasza córka była wtedy mała. Miała kilka lat i była bardzo dzielna. Dzisiaj chyba już nie miałaby na to ochoty (śmiech). Podobnie jak na chodzenie po… bagnach.

Beata Janowska w Bieszczadach zimą
Beata Janowska w Bieszczadach zimą, fot. prywatne archiwum

Bagnach?

Nauczyłam się nawet odróżniać różne rodzaje bagien i trochę po nich chodzić. Trzeba jednak do tego zawsze podchodzić z pokorą. Nawet jeśli ma się już jakieś doświadczenie, kiedy nagle wpadniesz po pas w błoto albo jedna noga wejdzie po pachwinę, trzeba się zastanowić, co zrobić.

Co było celem takich wypraw? Samo chodzenie czy szukaliście czegoś konkretnego?

Czasami czegoś szukaliśmy. Zdarzało nam się wstawać o drugiej w nocy, żeby zwiększyć szansę na zobaczenie łosia. Dzisiaj łosie można spotkać znacznie łatwiej, np. w Wolborzu, gdzie biegają nawet po ulicach z firankami na rogach.

Obecnie podróżujecie już inaczej?

Trochę. Może dlatego, że jesteśmy starsi, teraz częściej robimy wyprawy po miastach. Wcześniej miasta trochę zaniedbywaliśmy, bo więcej było przyrody.

Masz ulubione miejsce w Polsce?

Nie mam jednego.

A poza nią?

Bardzo lubię Włochy. Nie mogę powiedzieć, że dobrze je znam, bo nie znam, ale kiedyś spędziłam trochę czasu w Rzymie i bardzo dobrze się tam czułam. Jak w domu.

I dopiero niedawno poleciałaś tam pierwszy raz samolotem?

To była kolejna podróż do Rzymu, ale pierwsza drogą lotniczą. Okazało się, że latanie nie jest niczym strasznym. Najczęściej jednak podróżujemy po krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia.

Beata Janowska na czeskich bagnach
Beata Janowska na czeskich bagnach, fot. prywatne archiwum

Wybieracie oczywiste miejsca turystyczne czy próbujecie odkrywać własne?

To zależy. W Czechach możemy już trochę sami odkrywać, bo byliśmy tam wiele razy. Natomiast jeśli chodzi o Węgry czy Rumunię, chcieliśmy zobaczyć również te sztandarowe, powszechnie znane miejsca. W Rumunii byliśmy nad Morzem Czarnym, w Delcie Dunaju i w Marmaroszu, na północy kraju. To bardzo ciekawe miejsce, także historycznie. Są tam cerkwie związane z tradycją greckokatolicką, są też polskie ślady. Pamiętam nawet ikonostas malowany przez polskiego, chyba XIX-wiecznego malarza.

Jedziesz na wakacje i wracasz z historią Kościoła unickiego.

Tak wyszło (śmiech).

Co jeszcze zapamiętałaś z Rumunii?

Jedną wyprawę w góry. To nie były już Karpaty. Szliśmy na szczyt, który nazywał się Țuțuiatu. Droga była bardzo uciążliwa. Upał, kamienie, właściwie dookoła suche, jałowe tło. I na tym tle rosło jedno drzewo. A na tym drzewie siedziało ogromne stado żołn. Co najmniej kilkadziesiąt ptaków.

Żołn?

Żołny są przepiękne. Żółte, zielone, niebieskie. Po prostu jazda.

Masz jakieś podróżnicze marzenie? Miejsce, które koniecznie chciałabyś jeszcze zobaczyć?

Nie mam, bo to zazwyczaj mój mąż wymyśla, że coś byłoby fajnie zobaczyć. Czasami ja coś wymyślę, czasami córka. Potem zastanawiamy się, czy da się to gdzieś wpasować. Nie mam listy miejsc, do których koniecznie muszę dotrzeć.

Najbliższy plan już jest?

Wyjazd na Morawy. W planie mamy święto wina. Jest tam sporo wiosek z bardzo malowniczymi piwniczkami, ozdobionymi ludowymi wzorami. Trochę przypominają łowickie – kogutki, róże. Na liście mamy też KOVOZOO w Starym Mieście.

Cóż to?

Nietypowe zoo, w którym zwierzęta są zrobione z metalu pozyskiwanego ze złomu. Zaczęło się chyba od takich zabawnych figurek z odpadów, ale obecnie niektóre z nich są już właściwie dziełami sztuki.

Beata Janowska w lustrzanym labiryncie, w Pradze
Beata Janowska w Pradze. W lustrzanym labiryncie, fot. prywatne archiwum

Na 95-lecie Radia Łódź wzięłaś udział w biegu jubileuszowym. Nadal biegasz?

Nie, ale jeśli za rok znowu będzie bieg, to pobiegnę, bo bardzo mi się spodobało.

Przygotowujesz już formę?

Nie, wtedy też nie przygotowywałam. Chodziło mi o to, żeby przebiec i nie wymięknąć (śmiech).

Kiedyś biegałaś więcej?

Biegałam wytrwale i w pewnym momencie zostałam nawet zapisana do jakiejś drużyny na zawody. Wzięłam udział w kilku. Dwa kilometry to był chyba maks. Nic spektakularnego.

Dusza sportowca?

Absolutnie nie. Zupełny przypadek.

Zastanawiałaś się kiedyś, co robiłabyś, gdybyś nie trafiła do radia?

Pewnie skończyłabym na jakimś stanowisku, na którym trzeba coś robić w miarę skrupulatnie.

Zmieniłabyś coś w swoim życiu, gdybyś mogła?

Nie zadaję sobie takich pytań. Wydaje mi się, że dużo fajniej jest zrobić coś dobrego z tego, co mamy i co nam zostało, niż zastanawiać się: „A może byłoby lepiej, gdybym kiedyś zrobiła coś inaczej?”. Nie wiem, czy byłoby lepiej. Tak naprawdę jestem z życia zadowolona.

Masz marzenia?

Nie.

Żadnych?

Mam czasami jakieś obawy i chciałabym zrobić coś, żeby ich nie mieć. Żeby się od nich uwolnić. Natomiast nie mam marzeń, bo wszystko bardzo fajnie się układa. Co ja mogę zrobić? Nie zbuduję wieży Eiffla, nie przeprowadzę jakiejś superoperacji, nie polecę w kosmos.

Beata Janowska przed otwarciem Trasy Górna
Beata Janowska na rolkach. Przed otwarciem Trasy Górna, fot. prywatne archiwum

Loty komercyjne robią się coraz bardziej dostępne.

Jeszcze trzeba mieć na nie pieniądze. Tyle nie zarobię (śmiech).

A zawodowo? Masz jeszcze jakieś cele związane z radiem?

Nie, to są bardzo fajne codzienne wyzwania. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, że mogłabym nie pracować. Do emerytury zostało mi już niedużo. I kiedy pomyślę, że mogłabym któregoś dnia po prostu stąd wyjść, już nie wrócić i poświęcić się… sama nie wiem czemu… To jest jakiś koszmar.

Trudno sobie wyobrazić życie bez radia.

Nie sposób sobie wyobrazić.

A zaczęliśmy od tego, że radio jest dla ciebie miejscem pracy.

Bo tak jest.

Kończysz ostatni serwis, gaśnie czerwona lampka i masz jedno zdanie od siebie do słuchaczy. Co mówisz?

Nic. Nie powiedziałabym czegoś takiego.

Dlaczego?

Nie wydaje mi się, żeby to było stosowne. Ani potrzebne. Później pewnie źle bym się z tym czuła. A nawet gdyby słuchacze to usłyszeli, pewnie nic by to dla nich nie znaczyło.

A czego można tobie życzyć?

Oby nam się dobrze działo.

Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tagi: 26 październikaBeata Janowskaludzie radia
Następny artykuł
Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

Radio Łódź

  • Zasięg i częstotliwości
  • Historia Radia Łódź
  • Kalendarium Radia Łódź
  • Polityka prywatności
  • BIP
  • Rada programowa
  • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
  • Kontakt

Do pobrania

  • Księga Znaku Radio Łódź
  • LOGO Radio Łódź [PDF]
  • Księga Znaku Radio Łódź Nad Wartą
  • LOGO Radio Łódź Nad Wartą [PDF]

Warto przeczytać

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

Z Sieradza wprost do Kalisza. Kolejne kroki w spawie obwodnicy Błaszek

26 października 2026
Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

Uczniowie z Łódzkiego mają swojego rzecznika. Został nim dr Jarosław Owsiński

26 października 2026

BIP

  • BIP Radio Łódź
  • Informacje ogólne o spółce
  • Struktura Radia Łódź
  • Władze spółki
  • Akcjonariusze
  • Organy opiniodawczo – doradcze
  • Udostępnianie informacji
  • Dokumenty
  • Środki publiczne
  • Ogłoszenia publiczne
  • Instrukcja obsługi BIP

© 2012-2024 Radio Łódź

Witaz ponownie!

Sign In with Facebook
Sign In with Google
Sign In with Linked In
OR

Zaloguj się poniżej do swojego konta

Zapomniane hasło?

Przypomnij hasło

Please enter your username or email address to reset your password.

Zaloguj

Dodaj nową listę

Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • 95 lat Radia Łódź
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Głosówki. Klauzula informacyjna
    • Kontakt

© 2012-2024 Radio Łódź

Ta strona korzysta z plików cookie. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Odwiedź naszą Politykę prywatności.
Przejdź do treści
Otwóz pasek narzędzi Dostępność

Dostępność

  • Zwiększ tekstZwiększ tekst
  • Zmniejsz tekstZmniejsz tekst
  • Czarno-białeCzarno-białe
  • Wysoki kontrastWysoki kontrast
  • NegatywNegatyw
  • Lekkie tłoLekkie tło
  • Podkreślone odsyłaczePodkreślone odsyłacze
  • Czytelny tekstCzytelny tekst
  • Reset Reset
spinner
spinner
ładuj więcej