Mariusz Janik: Doszły mnie słuchy, że radio spędzało ci sen z powiek. Dosłownie.
Jakub Wielgus: To prawda. Po pierwszej wizycie w Radiu Łódź nie mogłem zasnąć. Jako młody chłopak regularnie słuchałem Radia Łódź, przede wszystkim Listy Przebojów Adama Kołacińskiego. Któregoś dnia usłyszałem na antenie, że jeśli ktoś chce, może przyjechać do radia i zobaczyć, jak wygląda ono od środka. Nie zastanawiałem się długo. Zapytałem rodziców, czy mogę pojechać. To były jeszcze czasy bez telefonów komórkowych. Umówiliśmy się, że wrócę do domu najpóźniej około godziny 21. Mieszkam na Dąbrowie, więc dojazd nie był problemem. Ten pojawił się później, bo kiedy wszedłem do radia, kompletnie straciłem poczucie czasu.
Co takiego zobaczył nastolatek, że nie chciał wracać do domu?
Wszystko było fascynujące. Adam zaprosił mnie do studia. Pozwolił zapowiedzieć piosenkę. Chyba przeczytałem też jakieś pozdrowienia od słuchaczy. Nie pamiętam już, jaki to był utwór, pamiętam za to emocje. Nagle znalazłem się po drugiej stronie radia. Nie przy odbiorniku, ale w miejscu, gdzie to wszystko powstawało. Byłem pod ogromnym wrażeniem ludzi, atmosfery i tego, że radio żyje. Na własne oczy przekonałem się, że za głosami, które znałem z głośnika, stoją prawdziwi ludzie.
Wtedy przepadłeś?
Chyba tak. W każdym razie spóźniłem się do domu. Rodzice byli źli. Naprawdę źli. A ja przez całą noc nie mogłem zasnąć. Kiedy już na chwilę przysypiałem, śniły mi się studia radiowe. Dzisiaj brzmi to trochę zabawnie, ale dokładnie tak było. Właściwie wtedy wszystko się zaczęło.
Radio było obecne w twoim domu od dzieciństwa?
Zdecydowanie tak. Radio było u nas obecne właściwie zawsze. Pamiętam jeszcze czasy szkoły podstawowej, a nawet wcześniejsze pobyty u dziadków. Oczywiście „Lato z Radiem”, Program Pierwszy Polskiego Radia, później także Radio Łódź i wygrany konkurs.
Konkurs?
To zabawna historia. W audycji „Auto Moto Biznes” usłyszałem pytanie konkursowe związane z motoryzacją. Co ciekawe, w ogóle się nią nie interesowałem. Nigdy nie miałem nawet samochodu ani prawa jazdy (śmiech). Wiedzę mogłem czerpać z kalendarza, który przyniósł mój tata. Były w nim różne motoryzacyjne ciekawostki, a jedna z nich przydała się właśnie w radiowym konkursie. Pomyślałem, że zadzwonię.
Udało się.
Ktoś odebrał telefon. Okazało się, że byłem pierwszy i wygrałem konkurs. Natychmiast chciałem odebrać nagrodę. Babcia mówiła, że za chwilę będzie obiad, ale stwierdziłem, że nie ma mowy – muszę jechać. Dopiąłem swego. To była chyba moja pierwsza wizyta w tym miejscu.
Co wygrałeś?
Książkowy kalendarz. Pamiętam głównie to, że był duży i ciężki (śmiech).
Niedługo później w twoim życiu pojawiło się Wolne Radio Szkolne.
Ktoś powiedział mi, że jest taka audycja i że warto zobaczyć, jak wygląda od środka. Przyszedłem. A później ktoś zapytał, czy nie chciałbym czegoś zrobić. Zacząłem od czytania kalendarium. Później były serwisy informacyjne, prowadzenie fragmentów programu, a w końcu całych audycji. Wszystko działo się bardzo naturalnie. Nikt nie powiedział: „Od dziś jesteś radiowcem”. Po prostu krok po kroku wchodziłem coraz głębiej w ten świat.
Brzmi jak klasyczne uzależnienie.
Coś w tym jest. Szkoła, radio. Radio, szkoła – tak wyglądało moje życie. Przychodziłem do rozgłośni po lekcjach i zostawałem do wieczora. Nie dlatego, że ktoś tego oczekiwał. Po prostu chciałem. Połknąłem bakcyla.
Rodzice szybko się zorientowali, że to nie jest chwilowa fascynacja?
Z czasem do tego przywykli. Pomagało to, że po zakończeniu Wolnego Radia Szkolnego radiowe samochody rozwoziły nas do domów. Dla rodziców była to gwarancja bezpieczeństwa, a dla mnie kolejny argument, żeby spędzać tutaj jak najwięcej czasu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, mogę powiedzieć jedno: radio bardzo szybko przestało być miejscem, do którego przychodziłem. Stało się miejscem, w którym po prostu byłem.
Wartoprzeczytać
Zanim zostałeś radiowcem, byłeś listomanem.
A nawet listorobem. Dzisiaj brzmi to egzotycznie, ale wtedy głosy na Listę Przebojów przychodziły przede wszystkim pocztą. Kartki, listy, koperty. Setki kopert.
Setki?
Listonosz był zachwycony. (śmiech) Wnosił do sekretariatu całe worki korespondencji. Najwięcej przychodziło właśnie na Listę Przebojów. Każdy mógł przyznać punkty swoim ulubionym utworom, a ktoś musiał to wszystko policzyć. Tym „kimś” byliśmy między innymi my.
Kto liczył te wszystkie głosy?
Grzegorz Frątczak, Blanka Pietrzak, Katarzyna Pokorska, Marcin Mendelbaum, ja i jeszcze parę osób, które przewijały się przez radio. Nie było wielkiej armii wolontariuszy. Po prostu grupa ludzi, którzy chcieli tu być. I chyba to jest najważniejsze. Nikt nas do tego nie zmuszał. Po prostu lubiliśmy radio.
Jak wyglądało liczenie?
Analogowo (śmiech). Adam drukował poprzednie notowanie, my siadaliśmy z kartkami i kalkulatorami. I liczyliśmy. Czasami do późnego wieczora. Najgorzej było wtedy, gdy ostatni worek przychodził późnym piątkowym popołudniem.
Zabieraliście pracę do domu?
Zdarzało się. W sobotę rano wysypywałem kartki na środek pokoju i przez kilka godzin siedziałem nad głosami. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. Klikasz i masz wynik. Wtedy każdy punkt trzeba było policzyć ręcznie.
To musiała być niezła szkoła cierpliwości.
Bardzo cenna. Ludzie nie wysyłali wyłącznie głosów. Pisali o sobie, swojej pracy, problemach. Rysowali, ozdabiali kartki. Tworzyli wokół Listy własny świat. Dla wielu z nich była czymś więcej niż audycją. Była częścią życia.
Kiedy zrozumiałeś, że radio to przede wszystkim ludzie?
Chyba właśnie wtedy. Przy tych wszystkich kartkach. Nagle okazywało się, że po drugiej stronie nie ma anonimów. Są konkretni ludzie z własnymi historiami, marzeniami i problemami.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 2 Jakub Wielgus i Anna Groblińska](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/888.jpg)
Nie przypuszczałeś, że po latach sam będziesz prowadził Listę Przebojów.
Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Naprawdę. W tamtym czasie cieszyłem się, że mogę tu być. To już było czymś wyjątkowym.
Droga od liczenia głosów do prowadzenia Listy Przebojów nie była jednak taka krótka.
I chyba właśnie dlatego tak dobrze ją wspominam. Nic nie wydarzyło się nagle. Nie było momentu, w którym ktoś przyszedł i powiedział: „Od jutra masz program”. To były lata podglądania, uczenia się i bycia blisko radia.
Po maturze naturalnym krokiem było radio?
Właściwie tak, choć nie od razu w zawodowym sensie. Były studia, różne pomysły na życie, ale radio cały czas przewijało się w tle. A właściwie nie w tle. Było obecne każdego dnia. Mój tydzień wyglądał bardzo prosto: dom, radio, studia, radio i znowu radio. Jeśli miałem chwilę wolnego, przygotowywałem materiały reporterskie do programów takich jak „Radio MIKS”, czyli Muzyka, Informacja, Komunikat, Sensacja. Jako młodzi współpracownicy sami wychodziliśmy z inicjatywą i szukaliśmy tematów.
Skąd wiedzieliście, jakie materiały mogą się przydać?
„Radio MIKS” prowadziły między innymi Zofia Berut i Anna Kolasa. Wiedzieliśmy, że czasem potrzebują na przykład sond ulicznych, więc warto było orientować się, co dzieje się w mieście i mieć oczy szeroko otwarte.
Materiały były wam zlecane?
Niekoniecznie. (śmiech) Oczywiście, gdybyśmy nie robili tego rzetelnie i na odpowiednim poziomie, nikt nie chciałby z nami współpracować. Ważne było jednak wyczucie potrzeb redakcji i własna inicjatywa.
A studia?
Najpierw zahaczyłem o bibliotekoznawstwo, ale szybko okazało się, że nie wszystkie przedmioty są mi po drodze. Później była etnologia. I choć ostatecznie nie udało mi się jej skończyć, to właśnie ona dała mi najwięcej. Nie dlatego, że przygotowywała do pracy w radiu. Uczyła patrzenia na świat, poznawania ludzi, kultur i sposobów myślenia. Do dziś uważam, że ciekawość świata jest jedną z najważniejszych cech w tym zawodzie. Można skończyć dowolny kierunek studiów, ale jeżeli człowiek nie jest ciekawy drugiego człowieka, będzie mu bardzo trudno się odnaleźć.
Pamiętasz moment, w którym zostałeś etatowym pracownikiem Radia Łódź?
Był 1999 rok. Ówczesny prezes zaprosił mnie do siebie i powiedział: „Mam coś dla ciebie”. Byłem w szoku. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Nagle okazało się, że jestem pracownikiem Polskiego Radia. To było bardzo miłe uczucie.
Rodzice pogodzili się z tym, że wybrałeś właśnie taką drogę?
Myślę, że tak. To były trochę inne czasy. Pewnie woleliby, żebym miał bardziej przewidywalny zawód, pracował od ósmej do szesnastej i wracał codziennie o tej samej porze. Nigdy jednak nie robili mi z tego powodu wyrzutów.
Nauczyli się po prostu żyć z radiowcem. A to nie zawsze jest łatwe.
Święta, weekendy, uroczystości rodzinne – w radiu nie istnieją tzw. czerwone dni w kalendarzu. Przez lata wyglądało to tak, że kiedy zbliżały się święta albo rodzinne spotkanie, pierwsze pytanie brzmiało: „A Kuba pracuje?”. Jeżeli miałem dyżur, trzeba było wyjść z domu. Czasami prosto od wigilijnego stołu.
Od czego zaczynałeś dorosłą przygodę z Radiem Łódź?
Od rzeczy, które wielu osobom mogą wydawać się mało spektakularne. Najpierw były dyżury telefoniczne i pomoc przy programach. Później pojawiły się pierwsze materiały i reporterskie próby. Dla mnie to była najlepsza szkoła. Siedziałem w samym środku radia.
Czego nauczyły cię dyżury telefoniczne?
Słuchania. To może brzmieć banalnie, ale naprawdę tak było. Odbierałem telefony, słuchałem prowadzących, obserwowałem realizatorów, patrzyłem, jak pracują reporterzy. Uczyłem się od ludzi, nie z podręczników czy kursów. Ta nauka została ze mną do dziś.
W radiu wszyscy chcą mówić.
No właśnie. Coraz mniej osób chce słuchać. A najciekawsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy pozwalasz drugiemu człowiekowi mówić. Wciąż pamiętam zdanie, które powiedział mi Jarek Czajka: „Jeżeli nie masz nic do powiedzenia, to nic nie mów”. Bardzo proste słowa, ale im jestem starszy, tym bardziej rozumiem ich znaczenie. Miałem wielu mistrzów, ale nie lubię wymieniać nazwisk. Zawsze istnieje ryzyko, że kogoś pominę.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 3 Jakub Wielgus z Arturem Andrusem przed Studiem Debicha](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/wielgus2-e1787907756652.jpg)
Z czasem poprowadziłeś swoje autorskie programy – „Muzyka Świata” i „Z dala od Londynu”.
Wspominam te audycje z ogromnym sentymentem. Nagle okazało się, że istnieją całe muzyczne światy, których prawie nie słychać w codziennym radiu. Afryka, Azja, Ameryka Południowa. Miejsca, o których wielu słuchaczy nigdy wcześniej nie słyszało.
Miałeś jakąś zasadę przy wyborze muzyki?
Jeżeli ktoś pochodził z Argentyny, Burkina Faso czy Madagaskaru, chciałem pokazać go takim, jakim jest naprawdę. Nie interesowało mnie kopiowanie zachodnich wzorców. Starałem się unikać muzyki śpiewanej po angielsku. Znacznie ciekawsze było odkrywanie lokalnych brzmień, języków i tradycji. To była podróż dookoła świata bez wychodzenia ze studia.
W czasach przed Internetem?
Internet już istniał, ale wiele rzeczy nadal trzeba było wyszukiwać samodzielnie. Największym problemem nie było nawet zdobycie muzyki, ale pozyskanie wszystkich danych potrzebnych do jej legalnego wykorzystania. Czasami trafiałem na fantastyczne nagranie, ale nie mogłem odnaleźć danych dla ZAIKS. Wtedy trzeba było z niego zrezygnować. To bolało, ale takie były zasady.
Wiem, że na antenie zdarzało ci się wchodzić na zastępstwo.
Zastępowałem różnych prowadzących. Wyzwaniem była audycja „Ty, ja i muzyka”. Trwała godzinę i wymagała poruszania się po bardzo różnych muzycznych klimatach. Zastępowałem, np. Małgorzatę Warzechę przy jej folkowym programie. Prowadziłem nawet audycję podróżniczą. Raz w życiu miałem też radiowy poranek. Nie odnalazłem się jednak w nim. A może po prostu nie spodobałem się ówczesnym władzom (śmiech).
Pamiętasz najbardziej stresujące zastępstwo?
Zanim powiem o najbardziej stresującym, wspomnę o niezwykle trudnym. Chodzi mi o „Rockową Łódź Podwodną”. Niby nic wielkiego – przecież znam muzykę. Przynajmniej tak mi się wydawało. Zwłaszcza że słuchałem programu przez lata. A później usiadłem na miejscu Adama Kołacińskiego i okazało się, że to coś więcej niż słuchanie. To odpowiedzialność. Słuchać jest łatwo. Trudniej opowiadać.
Wtedy po raz pierwszy poczułeś odpowiedzialność za antenę?
Nie po raz pierwszy, ale nagle nie byłem już słuchaczem ani nawet pomocnikiem. Odpowiadałem za program.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 4 Jakub Wielgus](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/43042f5c-b090-4615-9edd-27522d9fcbae.jpg)
Największa odpowiedzialność i wyzwanie miały jednak dopiero nadejść.
Zdecydowanie. Pamiętam moment, kiedy Adam zadzwonił do mnie i powiedział, że musimy się spotkać. Nie chciał wyjaśnić przez telefon, o co chodzi. Byłem przekonany, że wydarzyło się coś bardzo poważnego. Naprawdę miałem w głowie same czarne scenariusze. Spotkaliśmy się. Adam usiadł i powiedział: „Chciałbym, żebyś prowadził Listę Przebojów”.
Jak zareagowałeś?
Zapytałem: „Adam, ale dlaczego ja?” Byłem przekonany, że są osoby bardziej doświadczone, bardziej odpowiednie. On po prostu uznał, że powinienem spróbować.
Podjąłeś rękawicę.
I bardzo szybko okazało się, że moim największym problemem nie jest muzyka, tylko… słuchacze. A dokładniej ich pseudonimy. Nie znałem wszystkich ksywek. Czytałem część z nich fonetycznie, co nie zawsze kończyło się sukcesem. Słuchacze szybko mnie poprawili. Na szczęście z dużą życzliwością (śmiech). To było kolejne potwierdzenie, że Lista Przebojów to nie tylko muzyka. To przede wszystkim społeczność. Ludzkie relacje i historie. Ten klimat chciałem zachować.
Radio to nie tylko studio. Były też festiwale, wyjazdy, spotkania z artystami.
Radio dawało możliwość spotkania ludzi, których normalnie pewnie nigdy bym nie poznał. Czasem była to rozmowa. Czasem zwykłe „dzień dobry”. Czasem kilka minut spędzonych za kulisami. Dla człowieka, który kochał muzykę, były to rzeczy niezwykłe. Pamiętam zdjęcie z jednego z jubileuszy Listy Przebojów Radia Łódź. Siedzę obok Michała Wiśniewskiego. On ma czarne włosy, ja też… jeszcze mam włosy (śmiech).
I charakterystyczną srebrną fryzurę.
Któraś z dziewczyn związanych z Listą wpadła na pomysł, żeby spryskać mi włosy srebrnym lakierem. Na tym się nie skończyło. Ktoś uznał, że broda też powinna być kolorowa. Chyba granatowa. Powstała przy użyciu tuszu do rzęs.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 5 Jakub Wielgus z Michałem Wiśniewskim](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/wielgus4.jpg)
Oczywiście znalazł się ktoś, kto zrobił zdjęcie.
Z biegiem lat coraz bardziej przekonuję się jednak, że najciekawsze nie zawsze są rozmowy z największymi gwiazdami. Czasem znacznie mocniej zapamiętuje się zwykłe spotkanie. Kilka zdań. Jakąś sytuację. Gest.
A jednak na festiwalu w Opolu, gdzie pracowałeś jako korespondent Radia Łódź, znalazłeś się bardzo blisko gwiazd.
Byłem w Opolu trzy razy. To była bardzo intensywna praca. Dzisiaj wyglądałoby to zupełnie inaczej. Postawilibyśmy mobilne studio, zrobili kilka wejść na żywo i gotowe. Wtedy dzień zaczynał się rano i kończył późno w nocy. Telefon, laptop, nagrywarka. I bieganie.
Brzmi jak polowanie na rozmówców.
Trochę tak było. Miałeś rozpiskę wywiadów, ale najciekawsze rzeczy często działy się pomiędzy. Podczas prób, na korytarzach czy w festiwalowych ogródkach. W miejscach, do których publiczność nie miała dostępu. To był ogromny przywilej. Trzeba było wszystko zorganizować samemu. Umówić rozmowy, nagrać materiały, zdążyć z wejściami antenowymi. A przy okazji nie przeszkadzać artystom, którzy za chwilę wychodzili na scenę.
Jest jakiś wywiad, którego nie zrobiłeś, a wciąż o nim pamiętasz?
Z Ireną Santor. To był jubileuszowy, pięćdziesiąty festiwal w Opolu. W ogromnym namiocie siedziały dziesiątki artystów. Wszyscy rozmawiali z dziennikarzami, udzielali wywiadów. A Pani Irena siedziała trochę z boku. Elegancka. Spokojna. Przy filiżance kawy albo herbaty. Nie pamiętam. Pamiętam za to, że pomyślałem: „Może nie dzisiaj”.
Dlaczego?
Czasami ważniejsza od dziennikarskiej ciekawości jest zwykła ludzka przyzwoitość. Miałem poczucie, że potrzebuje chwili spokoju. Przez jakiś czas żałowałem tej decyzji. Dzisiaj myślę, że była właściwa. Choć oczywiście wywiad z artystką takiego formatu byłby piękną pamiątką.
A jest wywiad, którego najbardziej żałujesz?
To również opolska historia. Nagrałem rozmowę z Grzegorzem Ciechowskim. Materiał wrócił do Łodzi. Nic nie zwiastowało katastrofy. Do momentu, kiedy okazało się, że nośnik został uszkodzony.
Nic nie udało się odzyskać?
Kompletnie nic. To była jedna z tych sytuacji, które zostają w człowieku na długo. Wydarzyło się coś wartościowego, miałem to w rękach i nagle okazało się, że już tego nie ma. Takich rozmów nie da się powtórzyć.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 6 Jakub Wielgus w Opolu](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/777.jpg)
Skoro jesteśmy przy znanych postaciach, porozmawiajmy chwilę o Jurku Owsiaku. Przez lata w Radiu Łódź funkcjonowała opinia, że jeżeli ktoś nie może dodzwonić się do szefa WOŚP, powinien zadzwonić do ciebie.
Słyszałem tę historię (śmiech). Pewnie jest w niej odrobina prawdy. To były czasy, kiedy fundacja działała jeszcze w niewielkiej siedzibie przy Madalińskiego. Przy okazji spraw związanych z finałami Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy często bywałem w Warszawie. Był tam również Jurek, więc naturalnie poznawaliśmy się coraz lepiej. Później pojawił się telefon. A jeszcze później sytuacje, kiedy rzeczywiście ktoś mówił: „Może zadzwonisz do Jurka?”
Dzwoniłeś?
Bardzo rzadko. Nigdy nie chciałem nadużywać tej znajomości. Jeżeli już się zdarzało, to tylko wtedy, gdy naprawdę nie było innego wyjścia. Przyznaję, przez pewien czas ten kontakt był bardzo bliski. I bardzo życzliwy.
W Radiu Łódź pracowałeś nie tylko przy muzyce i festiwalach. Była też reporterska codzienność.
Reporterka uczy pokory. Kiedy siedzi się w studiu – czy to radiowym, czy festiwalowym – łatwo zapomnieć, że świat wygląda inaczej niż radiowa ramówka. Robiłem m.in. sondy uliczne. Raz nawet ktoś mnie opluł.
O co zapytałeś?
Nie mam pojęcia. Takie rzeczy też są wkalkulowane w ten zawód. Większość doświadczeń była jednak zupełnie inna. Nagle okazywało się, że ktoś dzwonił do radia po miesiącach albo latach bezskutecznych prób załatwienia jakiejś sprawy i mówił: „Może wy pomożecie”. A to ogromny kredyt zaufania.
Jaka sytuacja najbardziej zapadła ci w pamięć z reporterskich lat?
Jeden z finałów WOŚP był poświęcony dzieciom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych. Miałem przygotować materiał ze szpitala. Poszedłem. Młody reporter. Magnetofon pod pachą. Wydawało mi się, że wiem, czego się spodziewać. Nie wiedziałem. Szliśmy szpitalnym korytarzem. Nagle podszedł do mnie mały chłopiec. Spojrzał i powiedział: „A wiesz, że ja nie mam rączki?”. Tak po prostu. Bez emocji czy pretensji. Jakby mówił o pogodzie. Nagle okazało się, że wszystkie reporterskie umiejętności, przygotowane pytania i całe doświadczenie nie mają znaczenia. Stałem przed dzieckiem i zwyczajnie brakowało mi słów.
Kolejnym trudnym momentem w pracy radiowca był wieczór śmierci Jana Pawła II?
Jolanta Kozłowska siedziała za konsoletą, a ja od osiemnastej prowadziłem audycję. Cztery godziny na żywo. Trzeba było czymś ten program wypełnić, ale jednocześnie wszyscy wiedzieliśmy, że to nie jest zwykły wieczór. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że może wydarzyć się coś ważnego.
Przygotowywałeś się jakoś do relacjonowania wydarzeń?
Miałem znajomą zakonnicę, siostrę Monikę, która przebywała wtedy w Rzymie. Udało mi się zdobyć numer telefonu do jej zgromadzenia i umówiliśmy się na dwa wejścia antenowe. Pierwsza rozmowa odbyła się około 19.30. Zadzwoniłem do Rzymu, a siostra Monika opowiadała słuchaczom o atmosferze wokół Placu Świętego Piotra.
A druga rozmowa?
Około 20.30 próbowałem dodzwonić się ponownie. Odebrała osoba mówiąca wyłącznie po włosku, więc trudno było się porozumieć. Zrozumiałem jednak, że siostry Moniki już tam nie ma. Pobiegła na Plac Świętego Piotra. To był jeden z pierwszych sygnałów, że dzieje się coś bardzo ważnego.
Kiedy zorientowałeś się, że nadchodzi ten moment?
Po godzinie 21. W studiu mieliśmy telewizor z transmisją z Watykanu. Pamiętam szeroki plan Placu Świętego Piotra i dwa światła świecące się w oknach papieskich apartamentów. W pewnym momencie zauważyłem, że zgasły i zapaliły się gdzieś obok. Powiedziałem wtedy do Joli: „Zobacz, coś się zmieniło”. Jeszcze nie wiedzieliśmy, co to oznacza.
Kiedy pojawiło się potwierdzenie?
Mieliśmy w studiu Internet i telewizję. Nagle oba źródła informacji praktycznie jednocześnie zamilkły. Przekaz się urwał. Po chwili zaczęły pojawiać się pierwsze depesze agencyjne. Pamiętam, że jedną z pierwszych informacji podała włoska agencja ANSA.
I wtedy musiałeś przekazać tę wiadomość słuchaczom?
To było chyba najtrudniejsze doświadczenie w mojej radiowej pracy. Niezależnie od tego, czy ktoś był wierzący, czy nie, wszyscy zdawali sobie sprawę z wagi tej chwili. Prowadzisz program. Jesteś dziennikarzem. I musisz powiedzieć ludziom, że właśnie wydarzyło się coś historycznego.
Co najbardziej zapamiętałeś z tego momentu?
Ciszę. Nagle przestały mieć znaczenie wszystkie techniczne rzeczy. Zostałem ja, otwarty mikrofon i realizator patrzący mi w oczy. Nie było muzyki pod spodem. Nie było gotowego scenariusza. Trzeba było po prostu znaleźć właściwe słowa.
Co działo się później?
Bardzo szybko zaczęli przyjeżdżać do radia kolejni pracownicy. Pojawił się między innymi Jan Targowski. Wszyscy próbowali odnaleźć się w tej sytuacji.
Jak zakończył się ten wieczór?
Pamiętam, że Agnieszka Fijałkowska przyszła do studia i ze łzami w oczach czytała kolejne informacje. Kiedy program dobiegł końca, około 22 wyszedłem z radia. Nie pamiętam drogi z radia do skrzyżowania ulic Narutowicza i Kopcińskiego. Emocji było tak dużo, że trudno było to wszystko uporządkować.
Wtedy zrozumiałeś coś nowego o tym zawodzie?
Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że radio jest odpowiedzialnością. Nie mikrofonem, nie techniką, nie popularnością.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 7 Jakub Wielgus w studiu Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus_6-scaled.jpg)
Przeszedłeś w radiu wiele ścieżek. Od wielu lat nie słychać cię już regularnie na antenie. Co było tego powodem?
Życie napisało taki scenariusz. Przeszedłem do działu emisji. Nie stało się to jednak z dnia na dzień. Najpierw pracowałem częściowo przy antenie, a częściowo w emisji. Z czasem całkowicie przeszedłem do pracy emisyjnej.
Brakuje ci anteny?
Oczywiście, że tak. Fajnie jest usiąść za mikrofonem. To coś, co trudno porównać z czymkolwiek innym. Zdarza mi się jeszcze czytać serwisy dla kierowców, robić relacje z radiowego tramwaju czy pojawiać się podczas studiów plenerowych.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 8 Jakub Wielgus podczas akcji Tramwaj Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/dd2be05e-492d-4a42-b82b-44be4b32aa7d.jpg)
Obecnie jesteś „łowcą skarbów” – pracujesz w archiwum.
Ze mną jest trochę jak w słynnym powiedzeniu z filmu „Forrest Gump” – życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co ci się trafi. Dla wielu osób archiwum to magazyn starych taśm. Dla mnie to żywy organizm. Miejsce, w którym odkrywam coś nowego.
Aż tak trudno zorientować się, co znajduje się w zbiorach?
Materiałów są tysiące, a właściwie dziesiątki tysięcy. Trudno oczekiwać, żeby ktoś znał ich zawartość na pamięć (śmiech). Na szczęście pomagają nam komputery i odpowiednie bazy danych, dzięki którym można szybko odnaleźć potrzebne nagrania.
Większość osób wyobraża sobie archiwum jako rzędy półek i zakurzonych pudełek.
To jeden z najpopularniejszych stereotypów. Oczywiście są nośniki, katalogi i opisy. Najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego. Za każdym nagraniem stoi człowiek i jego historia. Jeżeli spojrzeć na archiwum w ten sposób, przestaje być ono zbiorem dokumentów. Staje się pamięcią.
Na jakim etapie jest cyfryzacja zbiorów?
Zdecydowana większość materiałów została już zdigitalizowana. Część nadal czeka jednak na swoją kolej, bo sam proces jest bardzo czasochłonny.
Na czym polega ta trudność?
Jeśli chcemy ucyfrowić godzinną audycję zapisaną na taśmie, musimy odtworzyć ją w czasie rzeczywistym. Trzeba uruchomić magnetofon szpulowy, rozpocząć nagrywanie w komputerze i przez całą godzinę kontrolować proces. Tego nie da się przyspieszyć. Godzina nagrania oznacza godzinę pracy.
To nie jest więc tylko techniczne kopiowanie materiału?
Właśnie nie. Trzeba materiał odsłuchać, sprawdzić jego zawartość i odpowiednio opisać. A opisy są niezwykle ważne, bo to one później pozwalają odnaleźć konkretne nagrania wśród tysięcy innych.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 9 Jakub Wielgus w archiwum RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-4.jpg)
Radio Łódź ma już 95 lat. Jaki jest najstarszy materiał, na jaki udało ci się trafić w archiwum?
Mamy zachowaną audycję z sierpnia 1939 roku pt. „Obóz junaków w Sulejowie”. Jest też niezwykle ciekawy dokument – pocztówkę dźwiękową, którą w czasie wojny Julian Tuwim przesłał do Polski. To wyjątkowy materiał i jeden z najstarszych zapisów dźwiękowych związanych z naszym archiwum. Z tego, co pamiętam, najstarsze fizycznie zachowane taśmy pochodzą z lat 1947-1948. To już materiały, które można dosłownie wziąć do ręki i odtworzyć. Oczywiście nie pozwalam ich dotykać każdemu, ale wciąż są w bardzo dobrym stanie.
To zaskakujące, że po tylu latach nadal nadają się do odtworzenia.
Właśnie to jest fascynujące. Moim zdaniem taśma magnetyczna, jeśli jest przechowywana w odpowiednich warunkach – nie w wilgoci, nie na słońcu i nie w skrajnych temperaturach – potrafi być trwalsza niż niektóre nowoczesne nośniki, na przykład płyty CD.
Miałeś okazję przekonać się o tym w praktyce?
Niedawno w Radiu Łódź gościliśmy Krystynę Prońko. Wiedziałem, że kiedyś nagrywała w naszym studiu, ale nie dawało mi spokoju, żeby sprawdzić szczegóły. Zacząłem szukać i odkryłem, że utwór „Deszcz w Cisnej” był nagrywany tutaj pięćdziesiąt lat temu z orkiestrą Henryka Debicha.
Udało się odnaleźć oryginalne nagranie?
A jakże! Kiedy otworzyłem pudełko, okazało się, że taśma jest praktycznie w nienaruszonym stanie. Przeleżała pół wieku i zachowała się znakomicie. Prawdopodobnie dlatego, że od początku była właściwie przechowywana.
Jak często ktoś zgłasza się do ciebie z prośbą o odnalezienie konkretnego nagrania?
Częściej, niż mogłoby się wydawać. Czasami są to dawni pracownicy radia. Czasami naukowcy. Czasami rodziny osób, które kiedyś pojawiały się na antenie. Każdy przychodzi z inną historią.
Zawsze udaje się coś znaleźć?
Niestety nie. To byłoby zbyt piękne. Czasem wiadomo, że było, a czasem po prostu nie przetrwało. I to są najtrudniejsze sytuacje.
Mimo wszystko lubisz takie poszukiwania.
To trochę praca detektywa (śmiech). Łączę fakty, sprawdzam tropy, przeglądam stare dokumenty. I nagle okazuje się, że trafiam na coś, czego nikt nie słyszał od kilkudziesięciu lat.
Pamiętasz poszukiwania, które szczególnie zapadły ci w pamięć?
Jedna historia wraca do mnie bardzo często. Zgłosił się do nas pracownik jednego z muzeów. Chodziło o odnalezienie audycji. Znalazłem materiał i zaprosiłem go na odsłuch. W trakcie zauważyłem, że zmienia mu się twarz. Wiedziałem, że trafiliśmy na coś ważnego. Okazało się, że na nagraniu słychać kobiecy głos. Należał do ówczesnej kustosz. Co więcej – matki obecnej kustosz. Córka nie miała żadnego nagrania z głosem swojej tragicznie zmarłej mamy. I nagle trafiliśmy na taki skarb. Przestaje się wtedy myśleć o archiwum, nośnikach i katalogach. Myśli się o człowieku, który po latach znowu słyszy bliską osobę. Nie zdjęcie. Nie dokument. Głos. Coś bardzo osobistego.
W archiwum często obcujesz z ludźmi, których już nie ma.
Bardzo często. To może zabrzmieć dziwnie, ale w archiwum człowiek regularnie słucha głosów osób, które dawno odeszły. Dziennikarzy, artystów, polityków, naukowców, ale też zwykłych mieszkańców. Ludzi, którzy opowiadali o swoim życiu kilkadziesiąt lat temu. Włączam nagranie i słyszę śmiech, emocje, sposób mówienia. Bohatera może już nie być, ale głos pozostał.
Pracujesz w archiwum, ale i oprowadzasz wycieczki.
Podczas zwiedzania czasem robię pewien eksperyment. Proszę grupę, żeby przez chwilę nic nie mówiła. Tylko przez trzy sekundy. Niby nic. A po chwili większość osób zaczyna się niecierpliwić. Wydaje im się, że minęła wieczność. Czasami cisza mówi więcej niż najdłuższa wypowiedź.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 10 Jakub Wielgus i Noc Muzeów w Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Noc-Muzeow-w-Radiu-Lodz-fot-Sebastian-Szwajkowski_14.webp)
Masz gotowy scenariusz wycieczek po radiu?
Nie mam. Zawsze zaczynam od pytania: „Czego chcielibyście się dowiedzieć?” Skoro ktoś poświęcił swój czas i przyszedł do radia, warto go najpierw wysłuchać. Dopiero później opowiadać. Bardzo lubię wycieczki, choć każda grupa jest inna. Przychodzą dzieci, młodzież, seniorzy. Czasami ludzie, którzy słuchają Radia Łódź od kilkudziesięciu lat, a czasami tacy, którzy trafili do nas zupełnie przypadkiem.
Co najczęściej interesuje ludzi?
Wszystko. Czasami dzieci potrafią zadawać pytania bardziej trafne niż dorośli. Zdarzają się grupy, które fascynuje technika. Jak działa studio, jak powstają wiadomości, dlaczego mikrofony wyglądają tak, a nie inaczej. Są też ludzie, którzy chcą usłyszeć historię radia. Albo po prostu zobaczyć miejsce, które do tej pory znali tylko z głośnika. To pokazuje, że radio wciąż budzi emocje.
Radio, które zobaczyłeś jako nastolatek, bardzo różni się od tego dzisiejszego?
Oczywiście. I nie chodzi wyłącznie o technologię. Choć miałem to szczęście, że mogłem pracować jeszcze na taśmie radiowej i przeżyć cały technologiczny skok – od magnetofonów szpulowych i montażu taśmy żyletką aż po współczesne systemy komputerowe.
Czym różnił się montaż materiałów wtedy i dziś?
Dzisiaj, montując materiał, nie tylko słyszysz dźwięk, ale też widzisz go na ekranie. Możesz bardzo precyzyjnie ciąć, przesuwać fragmenty, wyrównywać poziomy czy dodawać efekty. Kiedyś pracowało się wyłącznie na słuch. Taśmę cięło się żyletką i sklejało specjalną taśmą montażową. Jeśli pomyliłeś się przy cięciu, trzeba było skleić ją z powrotem i próbować jeszcze raz.
Pamiętasz jakąś sytuację, która dobrze pokazuje realia tamtych czasów?
Wrócę do festiwalu opolskiego. Kolega był tam jako reporter i nagrywał wywiady na kasetach magnetofonowych. Chciał przyspieszyć dostarczenie materiałów do radia, więc wpadł na dość nietypowy pomysł. Włożył kasety do autobusu PKS i przekazał je kierowcy. Umówiliśmy się, że odbiorę je na Dworcu Fabrycznym w Łodzi.
Udało się?
Oczywiście (śmiech). Pojechałem na dworzec, odebrałem kasety od kierowcy i przywiozłem je do radia. Dzięki temu mogliśmy zacząć pracę nad materiałem jeszcze zanim reporter wrócił z Opola.
Tęsknisz za tamtym radiem?
Nie chodzi nawet o tęsknotę. Cieszę się po prostu, że mogłem poznać radio od podstaw. Takie prawdziwie analogowe radio. Żeby przygotować program, trzeba było wejść do taśmoteki, znaleźć odpowiednie nagrania, przygotować magnetofony, założyć taśmy. Wszystko wymagało więcej czasu i zaangażowania.
Czego nauczyła cię tamta szkoła radia?
Przede wszystkim szacunku do pracy. Każdy materiał kosztował więcej wysiłku, więc człowiek podchodził do niego z większą uwagą. Trzeba też pamiętać, że nie było Internetu. Wielu informacji nie dało się sprawdzić jednym kliknięciem. Sporo rzeczy trzeba było po prostu wiedzieć, pamiętać albo samodzielnie znaleźć. Kiedy przeglądam archiwum, często trafiam na wycinki prasowe, notatki i różnego rodzaju opracowania przygotowywane przez dziennikarzy. To pokazuje, jak wyglądała kiedyś codzienna praca.
Pamiętasz moment przejścia do ery cyfrowej?
Przeszedłem właściwie cały ten proces. Pamiętam nawet, że kiedyś podczas nocnej audycji pomyślałem: „Co my właściwie robiliśmy w nocy, zanim pojawił się Internet?” (śmiech).
Nocne audycje wyglądały wtedy inaczej niż dziś?
Zdecydowanie. Prowadziłem je sam. Nie było realizatora, sam obsługiwałem konsoletę, sam pilnowałem muzyki i całej technicznej strony programu. Graliśmy z płyt kompaktowych, a te potrafiły czasem płatać figle.
I właśnie z tym wiąże się jedna z twoich najbardziej niezwykłych radiowych historii?
To było latem, około czwartej nad ranem. W studiu nie było jeszcze klimatyzacji, było bardzo gorąco. Korzystaliśmy z odtwarzaczy CD i jeden z nich zaczął przeskakiwać. Raz, drugi, trzeci. Za każdym razem było to słychać. Powiedziałem na antenie, że jeśli ten odtwarzacz jeszcze raz przeskoczy, to wyrzucę go przez okno z pierwszego piętra. Była czwarta rano, więc wydawało mi się, że to niewinny żart.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 11 Jakub Wielgus przy realizacyjnym stole](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/wielgus1-1.jpg)
Słuchacze potraktowali go całkiem serio.
Kilka minut później zadzwonił telefon wewnętrzny z portierni. Słyszę: „Panie Jakubie, ma pan gości”. Byłem kompletnie zaskoczony. Zszedłem na dół i zobaczyłem dwie osoby -dziewczynę i chłopaka. Oboje owinięci ręcznikami, jakby dopiero co wyszli spod prysznica. Powiedzieli: „Przyjechaliśmy zobaczyć, jak wyrzuca pan ten odtwarzacz przez okno”. Nie żartowali. Naprawdę wsiedli w samochód i przyjechali do radia po mojej zapowiedzi antenowej (śmiech).
Jak zareagowałeś?
Byłem kompletnie zaskoczony. Oczywiście żadnego odtwarzacza nie wyrzuciłem. Zaprosiłem ich jednak do studia, skoro już przyjechali. Wszyscy mieliśmy z tego mnóstwo śmiechu.
Dziś ta historia miałaby pewnie jeszcze większy rozgłos.
Bez wątpienia. Gdyby wtedy istniały media społecznościowe w obecnej formie, pewnie powstałyby zdjęcia, filmy, rolki i memy. Na szczęście nie było kamer ani smartfonów. Mam wrażenie, że moja mina na widok tych słuchaczy do dziś krążyłaby po Internecie.
Wspomniałeś wcześniej, że zmieniła się nie tylko technologia. Co miałeś na myśli?
Nie lubię narzekać, że kiedyś wszystko było lepsze. Bo nie było. Mam jednak wrażenie, że dawniej częściej znajdowaliśmy czas na zwykłą rozmowę. Po pracy szło się gdzieś usiąść, spotkać i porozmawiać.
O radiu?
Najczęściej (śmiech). I to jest chyba najzabawniejsze. Pracowaliśmy razem przez cały dzień, a później spotykaliśmy się po pracy i… znowu rozmawialiśmy o radiu.
Rodziny musiały być zachwycone.
Pamiętam sytuacje, kiedy ktoś przyprowadzał znajomych spoza radia. Po godzinie słyszeli: „Jak wy możecie ciągle rozmawiać o pracy?”. A my naprawdę mogliśmy. Co więcej, sprawiało nam to przyjemność. Radio było czymś więcej niż zawodem. Było częścią życia.
Obecnie nie jest?
Jest, ale te relacje są inne. Żyjemy szybciej, mamy mniej czasu i mniej cierpliwości. Nie wiem, czy przez to jesteśmy smutniejsi. Na pewno bardziej zabiegani.
Przez te wszystkie lata zdarzały się momenty, kiedy chciałeś odejść z radia?
Pewnie, że tak. Myślę, że każdy, kto pracuje w jednym miejscu przez wiele lat, ma czasem chwile zwątpienia. Są momenty zmęczenia, zniechęcenia. Takie dni, kiedy wydaje się, że ma się już dość i nic się nie chce.
Co sprawiało, że jednak zostawałeś?
Chyba ta magia radia. To czerwone światełko w studiu. Świadomość, że za chwilę mówisz do ludzi. To coś, co trudno opisać osobie, która nigdy tego nie doświadczyła.
Tylko radio samo w sobie?
Nie. Przede wszystkim ludzie. I to naprawdę nie jest banał ani frazes. Radio tworzą ludzie. Spotykasz ich codziennie, często spędzasz z nimi więcej czasu niż z własną rodziną. Zwłaszcza przy takim trybie pracy jak nasz.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 12 Jakub Wielgus przy realizacyjnym stole](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/b32e7d41-01b8-4831-8ed6-ddcfec2e5fdb.jpg)
Relacje w radiu są aż tak ważne?
Absolutnie. Nie da się zrobić dobrego programu, jeśli nie ma porozumienia między ludźmi. Prowadzący i realizator funkcjonują właściwie w symbiozie. Muszą rozumieć się niemal bez słów.
Wszyscy muszą się lubić?
Niekoniecznie. Nie każdy musi być przyjacielem każdego. Wszyscy muszą się jednak szanować. I przede wszystkim rozumieć. Bez tego trudno stworzyć coś wspólnie.
Ostatecznie to ludzie zatrzymali cię w radiu?
Radio ma swoją magię, ale bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu. To właśnie ludzie sprawiają, że chce się tu być każdego dnia.
W tym radiowym pędzie udało ci się odkryć nową pasję.
O której nikomu jeszcze nie mówiłem. Zupełnym przypadkiem, który – jak już wiadomo – odgrywa w moim życiu sporą rolę, podczas domowych porządków natrafiłem na stary zegarek po dziadku. Zacząłem się zastanawiać, jak działa. Rozebrałem go, spojrzałem do środka i przepadłem.
Co cię w tym tak fascynuje?
Mechanizm i precyzja. To, że tyle drobnych elementów potrafi stworzyć jedną sprawnie działającą całość. Im bardziej poznawałem budowę zegarków, tym większy miałem do niej szacunek.
Trochę jak w radiu?
Właśnie. Słuchacz słyszy tylko efekt – program, audycję, rozmowę. A za tym stoi mnóstwo ludzi wykonujących swoją pracę. Dopiero razem tworzą całość. Tak samo, jak w zegarku.
Masz już swoją kolekcję?
Nie, bo to bardzo droga pasja. Na szczęście nie stać mnie na wszystkie zegarki, które mi się podobają. Problem rozwiązał się sam (śmiech).
Twoją drugą wielką pasją są podróże.
Nie wiem, czy wielką, ale na pewno coraz większą. Może dlatego, że z wiekiem bardziej doceniam doświadczenia niż przedmioty. Nie chodzi nawet o egzotyczne miejsca. Bardziej o możliwość zobaczenia czegoś nowego. Poznania ludzi. Zrozumienia, jak żyją. Podróże pozwalają spojrzeć na świat z innej perspektywy. A poza tym podróżuję z córką i bardzo cenię sobie te momenty.
Masz miejsce, które szczególnie zapadło ci w pamięć?
Każde jest inne i każde ma w sobie coś wyjątkowego. Nie jestem wielkim globtroterem i nie odwiedziłem połowy świata, więc może właśnie dlatego staram się doceniać każde miejsce, do którego trafiam.
Jest jednak jakieś, do którego chciałbyś wrócić?
Bardzo zafascynowała mnie egejska część Turcji. Byliśmy w Bodrum i choć trafiliśmy na ogromne upały, które trochę utrudniały zwiedzanie, to miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Mam poczucie, że nie zdążyłem zobaczyć wszystkiego i chętnie kiedyś tam wrócę.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 13 Jakub Wielgus w tureckim Bodrum](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/P7232810-scaled.jpg)
A gdzie jeszcze chciałbyś wrócić?
Wysoko na tej liście jest La Palma na Wyspach Kanaryjskich. Polecieliśmy tam zupełnie przypadkowo, w lutym. Kiedy mówiliśmy znajomym, dokąd się wybieramy, wielu było zdziwionych. Pytali: „Dlaczego akurat tam?”
No właśnie.
Przez przypadek. Okazało się jednak, że był to jeden z najlepszych przypadków w naszym życiu. La Palma jest zupełnie inna niż typowe wakacyjne kurorty. To miejsce, gdzie naprawdę można obcować z naturą, zobaczyć niezwykłe krajobrazy i poczuć rytm wyspy.
Co najbardziej cię tam urzekło?
Autentyczność. To nie jest wyspa nastawiona wyłącznie na turystów. Można ją poznawać krok po kroku, odkrywać przyrodę, lokalny klimat i zwyczajne życie.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 14 Jakub Wielgus uwielbia spędzać czas w górach](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/test-38.jpg)
Są jeszcze miejsca, które chciałbyś zobaczyć?
Bardzo wiele. Sekwoje w Kalifornii, baobaby w Afryce, norweskie fiordy. Miło byłoby polecieć do Japonii, Amazonii czy na Antarktydę. Lista jest długa, ale nie ma co planować. Dodam jeszcze, że kocham polskie góry i Podhale, a spływ Dunajcem z flisakami polecam każdemu. A co do wspomnianych miejsc, jeśli kiedyś uda się tam pojechać, będzie miło.
Razem z córką oczywiście.
To jest dla mnie bardzo ważne. Choć Ola jest już dorosła, ma swoje życie i plany, to nadal lubimy odkrywać wspólnie nowe miejsca. Jeszcze się nie pozabijaliśmy podczas żadnego wyjazdu (śmiech). Ona zwraca uwagę na rzeczy, których ja czasem nie dostrzegam. Z kolei ja patrzę na świat trochę inaczej. Dobrze się uzupełniamy. I po prostu lubimy razem spędzać czas.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 15 Jakub Wielgus z córką Olą](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/IMG_1223-scaled.jpeg)
ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ
1. Jakub Wielgus z córką Olą, fot. prywatne archiwum
2. Jakub Wielgus z córką Olą, fot. prywatne archiwum
3. Jakub Wielgus z córką Olą, fot. prywatne archiwum
Mam wrażenie, że przez całą rozmowę wracamy do czasu.
Coś w tym jest. Radio jest opowieścią o czasie. Archiwum także. Zegarki są opowieścią o czasie. Podróże również. Wszystko sprowadza się do chwil, które dostajemy. I które bardzo szybko mijają.
Z wiekiem czas przyspiesza?
Zdecydowanie. Kiedyś wydawało mi się, że wszystko jest gdzieś daleko, że na wszystko przyjdzie pora. Dzisiaj dużo bardziej doceniam codzienne momenty. Rozmowy, spotkania, wspólnie wypitą kawę czy krótki spacer.
Myślałeś kiedyś o tym, co robiłbyś zawodowo, gdyby w twoim życiu nie było radia?
Ostatnio zacząłem się nad tym zastanawiać. W tym roku kończę pięćdziesiąt lat. Szczerze mówiąc – nie wiem.
Trudno wyobrazić sobie życie poza radiem?
Jak już wiesz, właściwie całe moje dorosłe życie jest związane z radiem. To środowisko, ten rytm pracy, ludzie, wydarzenia – wszystko stało się dla mnie czymś naturalnym.
Potrafiłbyś odnaleźć się w zupełnie innym zawodzie?
Pewnie tak, gdyby zaszła taka potrzeba. Nie mam problemu z pracą fizyczną czy techniczną. Potrafię obsługiwać m.in. tokarkę i frezarkę. Spędzałem wakacje na wsi, więc uczestniczyłem również w różnych pracach polowych.
Czyli alternatyw było całkiem sporo?
Być może (śmiech). Prawda jest taka, że nigdy poważnie się nad nimi nie zastanawiałem. I mam nadzieję, że nie będę musiał.
Gdybyś mógł coś zmienić w swoim życiu, co by to było?
Chyba chciałbym mieć trochę więcej czasu dla siebie. Tylko że z radiem to nie jest takie proste. Jeśli naprawdę kochasz to, co robisz, trudno oddzielić pracę od życia prywatnego.
Nawet po tylu latach?
Radiowcem jest się właściwie przez całą dobę. Tego nie da się całkowicie wyłączyć. Zawsze coś zwraca uwagę, coś budzi ciekawość, coś podpowiada, że warto jeszcze sprawdzić jeden trop.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 19 Jakub Wielgus podczas pikniku Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Messenger_creation_B050212F-D22B-4A2E-AD56-00253FCE28052.jpeg)
Naszą rozmowę zaczęliśmy od snu. Śni ci się czasem radio?
Na szczęście bardzo rzadko (śmiech). Raz miałem sen, którego chyba żaden radiowiec nie chciałby przeżyć. Siedzieliśmy w reżyserce, a realizator mówi do mnie: „Za chwilę kończy się piosenka. Przygotuj się i coś powiedz”. Wchodzę do studia, a tam nie ma nic. Nie ma stołu, mikrofonów, nawet krzesła. Jest tylko czerwona lampka oznaczająca wejście na antenę. I świadomość, że za moment muszę coś powiedzieć.
Koszmar radiowca.
Obudziłem się cały spocony. To był chyba najgorszy radiowy sen, jaki można sobie wyobrazić.
A na jawie?
Na szczęście radio daje mi znacznie więcej radości niż powodów do niepokoju. I chyba dlatego, mimo upływu lat, wciąż nie potrafię sobie wyobrazić życia całkiem bez niego.
Co obecny Jakub powiedziałby temu młodemu chłopakowi, który dopiero zaczynał swoją przygodę z radiem?
Przede wszystkim powiedziałbym mu: „Słuchaj ludzi”. Otwieraj się na innych. Nie bój się zadawać pytań. Nie ma nic złego w tym, że czegoś nie wiesz. Nikt nie wie wszystkiego. Znacznie gorzej jest udawać, że się wie.
Sam często korzystałeś z doświadczenia starszych kolegów?
Bardzo często. Kiedy miałem wątpliwości, jak przeczytać jakiś tekst albo jak poprawnie coś zaakcentować, szedłem do ludzi, którzy wiedzieli więcej ode mnie. Pamiętam między innymi Dariusza Mazurka. Był dla mnie autorytetem i prawdziwą legendą radiowej lektorki.
Nie miałeś oporów, żeby pytać?
Nigdy. Brałem kartkę z tekstem i mówiłem: „Panie Darku, nie jestem pewien, jak to przeczytać”. A on tłumaczył, podpowiadał, pokazywał różne rozwiązania. To był ogromny komfort. A później zaszczyt, gdy przeszliśmy na „ty”.
Czego życzyłbyś początkującym radiowcom?
Pokory. Mam czasem wrażenie, że dziś trochę jej brakuje. Mnie też kiedyś wydawało się, że wiele wiem i potrafię. Różnica polegała na tym, że nie obrażałem się, gdy ktoś mówił mi, że coś zrobiłem źle.
Potrafiłeś przyjmować krytykę?
Tak, bo wiedziałem, że jest konstruktywna. Ci ludzie nie chcieli mnie zniechęcić. Chcieli pomóc mi być lepszym. Dzięki temu nauczyłem się naprawdę bardzo dużo. Wystarczyło tylko słuchać.
A propos, słuchasz radia po pracy?
To trochę skomplikowane. Chyba nie potrafię już słuchać radia tak jak zwykły słuchacz, bo po prostu wiem, jak ono powstaje. Zawodowe przyzwyczajenia trudno wyłączyć. Słucham zwłaszcza autorskich audycji muzycznych. Często właśnie tam trafiam na wykonawców albo utwory, których sam bym nie odkrył. Potem wracam do nich już we własnym zakresie.
Jakiej muzyki słuchasz prywatnie?
Bardzo różnej. Mogę posłuchać spokojnej płyty jazzowej, a chwilę później włączyć Metallicę. Nigdy nie zamykałem się w jednym gatunku. W muzyce nadal najbardziej lubię odkrywać coś nowego. Może poza disco polo.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 20 Jakub Wielgus z Robertem Gawlińskim i jego żoną Moniką](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/received_3351255451582362.jpeg)
Jakie trzy płyty zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę?
Na pewno któryś z albumów Metalliki. To pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy. Im jestem starszy, tym bardziej robię się sentymentalny, więc pewnie zabrałbym też coś z ciepłych damskich głosów. A jako trzecią płytę wybrałbym coś z muzyki świata. Może jakiś album etniczny. Nie jestem typem człowieka, który słucha jednej kapeli przez całą dobę.
Lubisz chodzić na koncerty?
Tak, choć może nie z taką pasją, jak niektórzy. Przez lata miałem ten komfort, że wiele koncertów oglądałem od kulis. Choćby w Studiu Debicha. Bywałem też na wielu wydarzeniach muzycznych zawodowo.
Jest jakiś koncert, który szczególnie zapadł ci w pamięć?
Paradoksalnie niekoniecznie największe widowiska stadionowe. Oczywiście mają swój urok, ale dla mnie najcenniejsze są kameralne koncerty, podczas których można być blisko artysty. Taki bezpośredni kontakt daje zupełnie inne emocje. Kiedyś zostałem wysłany służbowo do klubu Agrafka w Zgierzu na koncert zespołu O.N.A. Wtedy nie byli jeszcze tak wielką gwiazdą. Pamiętam, że wszedłem na zaplecze i nagle obok siedzieli: Agnieszka Chylińska, Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk. Później oglądałem koncert z bliska. To zupełnie inny odbiór.
Co najbardziej cenisz w koncertach?
Autentyczność. Jeśli trochę poznasz artystów, szybko wyczuwasz, czy ktoś wychodzi na scenę tylko dlatego, że to kolejny punkt trasy koncertowej, czy rzeczywiście daje z siebie wszystko. Tego nie da się ukryć.
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 21 Jakub Wielgus z córką Olą podczas koncertu](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/087b5d16-b980-45af-948c-b78011125547.jpg)
A co lubisz robić, kiedy już znajdziesz chwilę wolnego czasu?
Coraz częściej lubię po prostu… nic nie robić. Ostatnio mam niewiele wolnego czasu, więc takie chwile są naprawdę cenne. Lubię też podróżować palcem po mapie, posłuchać muzyki, czasem przeczytać dobry kryminał. Niedawno wróciłem do książek Agnieszki Płoszaj. A poza tym zwykłe, codzienne życie. Też potrafi być całkiem przyjemne.
Czego mogę ci życzyć?
Wytrwałości. I tego, żebyśmy nie zapomnieli ze sobą rozmawiać. Naprawdę rozmawiać, a nie tylko pisać wiadomości i wysyłać emotikony. Rozmawiajmy ze sobą, ale nie zakładajmy, że wiemy wszystko. Słuchajmy i nie przerywajmy. Każdy człowiek ma swoją historię. Trzeba tylko znaleźć czas, żeby jej wysłuchać.
ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ – FOT. KONRAD CIĘŻKI
1. fot. Konrad Ciężki
2. fot. Konrad Ciężki
3. fot. Konrad Ciężki
4. fot. Konrad Ciężki
5. fot. Konrad Ciężki
6. fot. Konrad Ciężki
Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ
BIP
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 1 Jakub Wielgus w archiwum Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-9-1140x815.jpg)
![Przełom w sprawie S12 i S74 w Łódzkiem. Jest ostateczna decyzja środowiskowa [ZDJĘCIA] 28 Przełom w sprawie S12 i S74 w Łódzkiem. Jest ostateczna decyzja środowiskowa](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/07/image-350x250-1-120x86.webp)

![Radiowy tramwaj znów na ulicach Łodzi. Za nami ostatni „Przystanek Radiość” w tym roku [ZDJĘCIA] 30 Radiowy tramwaj znów na ulicach Łodzi. Za nami ostatni „Przystanek Radiość” w tym roku [ZDJĘCIA]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/699A5500-scaled-120x86.jpg)

![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 16 Jakub Wielgus z córką Olą](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/611388ca-0ee4-4dc8-be94-7c8034589e79-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 17 Jakub Wielgus z córką Olą](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/87c1dde3-13a0-499b-8b26-9a85c64fb372-1-rotated-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 18 Jakub Wielgus z córką Olą](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Messenger_creation_0327ADE2-3840-4A40-9F5F-7F6BEA58C5132-120x86.jpeg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 22 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-5-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 23 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-2-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 24 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-1-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 25 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-7-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 26 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-8-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 27 Jakub Wielgus w RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-12-1-120x86.jpg)
![Tak to czuję. Zaburzenia OCD [PODCAST] 32 Tak to czuję. Zaburzenia OCD](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/ce4b1f31-db84-4489-930b-7e8dd65b8eb9-75x75.jpg)


![Łódzkie, jestem stąd. Patrycja Sikora [PODCAST] 35 Patrycja Sikora](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/20260910_210521-scaled-120x86.jpg)

Komentowane 1
Ja bym też chciał spróbować pracy w radio.fajnie sie to czyta,ale nie wiem czy to środowisko jest otwarte na nowych ludzi takich jak ja.
Tez chciałbym przeżyć to co bohater tego reportażu….
Maciek.