Mariusz Janik: Po 18 latach wróciłeś do Radia Łódź. Stęskniłeś się za mikrofonem?
Adam Kołaciński: Powrót daje mi ogromną radość. Nie miałem poczucia, że coś straciłem, ale zawsze towarzyszyła mi myśl: „Fajnie byłoby jeszcze coś zagrać”. Teraz znów mogę – i to jest świetne.
Miałeś tremę?
Była, ale koledzy szybko ją „zdjęli”. W reżyserce powitano mnie szampanem bezalkoholowym. Nie zdążyłem się nawet zestresować – w studiu czułem tylko, jak ten słodki napój skleja mi usta (śmiech).
„Kołatanie przedsionków” można usłyszeć w każdy wtorek po godz. 21. Słuchacze mogą liczyć na inne audycje z tobą w roli głównej?
Jestem starszy o 18 lat, mam inne priorytety i obowiązki. Ten powrót traktuję jak uchylone okienko. Odskocznię, w której znów realizuję wielką pasję.
Adam Kołaciński wita się ze słuchaczami Radia Łódź po 18 latach przerwy
Czym jest dla ciebie radio?
Nie będę szczególnie oryginalny, ale radio to teatr wyobraźni. Oczywiście, nie mógłby istnieć bez ludzi. Choć w moim radiowym sercu gra muzyka, radio nie jest wyłącznie katarynką. Najważniejszy jest człowiek — po obu stronach odbiornika.
Cofnijmy się do twoich początków. Co byś robił, gdyby nie radio?
Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Zanim trafiłem do Studenckiego Radia Żak Politechniki Łódzkiej, wydawało mi się, że zostanę inżynierem mechanikiem. Szybko porzuciłem ten pomysł — program nauczania zupełnie mnie nie porwał. Później pojawił się Żak. Od tamtej pory nie myślałem o innej drodze zawodowej.
Twoja droga do radia była dość kręta.
Trochę mi wmówiono, że mam umysł ścisły, stąd Politechnika Łódzka. Rzeczywiście, zawsze lubiłem matematykę, a i fizyka nie była mi obca. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale to dobrze — bo właśnie dzięki „polibudzie” trafiłem do Radia Żak. Gdyby nie to, pewnie rozpocząłbym przygodę z mikrofonem w Radiu Kiks na Lumumbowie. Nie mógłbym narzekać, z tej studenckiej rozgłośni wielu moich kolegów również trafiło później do Radia Łódź.
Ostatecznie wybrałeś antropologię kultury na Uniwersytecie Łódzkim.
Młodym dziennikarzom zawsze powtarzam: nie wybierajcie dziennikarstwa! (śmiech). Lepiej zdecydować się na kierunek, który otwiera głowę, na przykład antropologię kultury. To kompendium humanizmu, które uczy ciekawości świata i stawiania pytań. Tego dziennikarstwo, zwłaszcza kiedyś, często nie zapewniało.
Kiedy już zdecydowałeś się na dziennikarstwo, interesowało cię tylko radio?
Tak. Towarzyszyło mi od dzieciństwa — choćby audycja „Lato z Radiem”, której słuchało się z tzw. szczekaczek na plaży albo w domach. Taką „szczekaczkę” miał mój dziadek. W liceum razem z kolegami próbowaliśmy nawet reaktywować szkolny radiowęzeł. Myślę, że bardziej pociągała nas możliwość zwalniania się z lekcji niż sama pasja do radia, ale ostatecznie udało się – nadawaliśmy przez kilka dni, dopóki nie kazano nam ściszyć, bo było za głośno na przerwach (śmiech). Radia słuchałem głównie dla muzyki – w tamtych czasach było to jedyne prawdziwe okno na świat.
Który zespół sprawił, że połknąłeś muzycznego bakcyla?
Zacząłem od kolekcjonowania kaset magnetofonowych AC/DC, ale to Ramones otworzyli mi uszy na nowo. Od tamtej pory zaczęła się moja fascynacja punk rockiem i nową falą. W późniejszych latach Radio Żak pozwoliło mi poznać inne gatunki, choć gdy do niego dołączyłem, miałem konkretną misję – puszczać punk rocka studentom (śmiech).
Byli zainteresowani?
Wartoprzeczytać
Był spory odzew. Pamiętam „Kwadrata”, który przyszedł po mojej audycji ogłosić, że zakłada punkrockowy zespół na Politechnice Łódzkiej. Finalnie nic z tego nie wyszło, bo nie zgłosili się chętni, ale „Kwadrat” został w Żaku — i to na długie lata.
Jakie trzy płyty zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę?
Nie chciałbym zabierać tylko trzech, ale jeśli musiałbym wybrać, na pewno znalazłyby się tam „Seventeen Seconds” The Cure i „Unknown Pleasures” Joy Division. Dwa bardzo dołujące albumy, więc trzeciego już nie będę wymyślał. Na bezludnej wyspie to i tak dość niepokojący zestaw (śmiech).
W jaki sposób trafiłeś do Radia Łódź?
Na początku lat 90. Radio Łódź zaczęło nadawać całą dobę i otworzyło się na nowe osoby. Pojawiłem się tam jako część tzw. zaciągu prezesa Andrzeja Beruta, który szukał ludzi z doświadczeniem. W 1990 roku, jako szef programowy Żaka, najpierw współtworzyłem audycję „Studencki Folk”. Wkrótce potem prezes zaproponował mi autorski program muzyczny.
![Adam Kołaciński wrócił do Radia Łódź po 18 latach. „Nie tęskniłem za mikrofonem, tylko za muzyką” [ROZMOWA] 2 Adam Kołaciński w radiowym żywiole](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/adam-kolacinski.jpg)
Punkrockowy, rzecz jasna.
Ściślej: punkrockowo-nowofalowy. Od razu powiedziałem, że tylko to mnie interesuje. Prezes się zgodził i tak powstało „Chaos Radio”. Na początku było to czyste partyzanckie działanie: nagrywaliśmy audycje w Żaku, a ja woziłem taśmy tramwajem na Narutowicza. Później zaproszono nas do szerszej współpracy. Zostałem „oprawcą muzycznym” – przygotowywałem muzykę do dziennych pasm.
Marcin Tercjak wspominał, że w Radiu Łódź pojawiła się „piotrkowska mafia”. Poza tobą należeli do niej jeszcze Jarosław Czajka i Tomasz Kępski.
Tomek był wiceprezesem ds. programowych i, co ciekawe, poznaliśmy się dopiero w Radiu Łódź. Później okazało się, że jego mama uczyła w mojej szkole. Jak widać, Piotrków Trybunalski wielkim miastem nie jest (śmiech). Faktycznie, pół żartem, pół serio nazywaliśmy się „piotrkowską mafią” – chodziło raczej o wzajemne mentalne wsparcie w wielkiej Łodzi.
Dość szybko awansowałeś na szefa Redakcji Muzycznej.
Początkowo kierowałem drugim programem – „Radio Łódź i Ty”. Nadawał na niskich falach UKF. Kiedy otrzymaliśmy koncesję na częstotliwość 99,2 MHz, pojawił się pomysł stworzenia innego, alternatywnego programu — bardziej młodzieżowego. Nadawaliśmy w godzinach 18-24. Ściągałem ludzi nie tylko z naszej rozgłośni, ale też z zewnątrz. Pojawili się wspomniany już Marcin Tercjak i Maciej Kierzkowski. Ten drugi prowadził mocną amerykańską rockową listę przebojów na licencji – „Z-Rock 50”. Nawet Robert Janson z Varius Manx prowadził jeden z programów pod pseudonimem!
Ostatecznie odpowiadałeś za muzykę także na głównej antenie.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zabroniła nam nadawania drugiego pasma. Program zlikwidowano. Z czasem powierzono mi opiekę nad muzyką Radia Łódź.
Stawiałeś na cięższe brzmienia czy na różnorodność?
To były pionierskie czasy formatowania muzycznego. Jako rozgłośnia publiczna celowaliśmy w jak najszerszą grupę, więc nie mogliśmy się ograniczać. Zawsze stawialiśmy jednak na autorskie audycje – wieczorami pojawiały się programy poświęcone różnym gatunkom muzycznym. Oczywiście, nie brakowało ostrzejszych dźwięków, choćby z uwagi na muzyczne fascynacje Maćka Kierzkowskiego i moje. W ciągu dnia staraliśmy się grać lżej, ale też z klasą – tak, żeby nie przesadzić w żadną stronę.
Na rynku zaczęła pojawiać się komercyjna konkurencja.
Z jednej strony stacje dla młodych jak Radio Manhattan, z drugiej – te grające disco polo. Nie chcieliśmy iść tą drogą – zależało nam, by prezentować muzykę na poziomie. Moja wizja ewoluowała w stronę rocka. W tym samym kierunku zmierzała również „Lista Przebojów Radia Łódź”, którą prowadziłem przez 12 lat. Muszę przyznać, że ta rockowa fala to w dużej mierze zasługa słuchaczy – swoimi głosami doprowadzili, że notowanie „łoiło po uszach” (śmiech). Lżejsze, popowe piosenki nie miały szans.
„Lista Przebojów Radia Łódź” to kultowa pozycja. Internauci wciąż wspominają jej hymn – „Son of the Blue Sky” Wilków.
Start listy zbiegł się z premierą debiutanckiej płyty Wilków. Wypuściłem „Son of the Blue Sky” w pierwszym notowaniu. Słuchacze pokochali tę piosenkę – wspinała się na szczyt i utrzymywała na nim przez długie miesiące.
Ponad dwa i pół roku! Dokładnie 132 tygodnie.
Trochę za długo (śmiech). W pewnym momencie zawarliśmy ze słuchaczami „kontrakt”: piosenka wypadnie z notowania, ale pozostanie z nami jako hymn. Od tego czasu co tydzień kończył audycję.
Twój powrót daje nadzieję fanom na reaktywację „Listy…”?
Absolutnie nie. Wróciłem na zaproszenie prezesa Jacka Grudnia i szefowej programu Moniki Czerskiej, by stworzyć zupełnie nową audycję – wspomniane wcześniej „Kołatanie przedsionków”. Na listę przebojów nie mam ani czasu, ani – myślę – ochoty. Przez 12 lat była moim oczkiem w głowie, ale to zamknięty rozdział.
W mediach społecznościowych wciąż istnieje grupa ludzi, dla których „Lista Przebojów Radia Łódź” była czymś więcej niż audycją. Powstały nawet specjalne pojęcia.
W naszej Krainie Listocji funkcjonowały trzy grupy. Listomani nie tylko głosowali, ale i pisali osobiste listy. Listoroby pojawiali się w studiu: pomagali liczyć głosy, układać taśmy, czytali pozdrowienia. Mieliśmy nawet wejścia Aliny Dragan prosto z Holandii z muzycznymi nowościami! A Listosłuchy po prostu słuchały, czasem dając o sobie znać.
„Lista…” dosłownie jednoczyła ludzi. Pełniła funkcję swatki.
Była prekursorem mediów społecznościowych – zanim Internet wszedł pod strzechy. Łączyła ludzi nie tylko muzycznie, ale też życiowo. Już w czasach internetowych Listoroby stworzyli kanał IRC, na którym czatowaliśmy. Wraz z rozwojem mediów społecznościowych, na Facebooku pojawiła się również grupa, która funkcjonuje do dziś.
![Adam Kołaciński wrócił do Radia Łódź po 18 latach. „Nie tęskniłem za mikrofonem, tylko za muzyką” [ROZMOWA] 3 Adam Kołaciński podczas „Listy przebojów Radia Łódź”](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/400-lista-przebojow.jpg)
W którymś momencie już nie tylko Listoroby otrzymały wstęp do radiowego studia.
Pierwszy otwarty dzień został niejako wymuszony przez słuchaczy. To były okolice świąt Bożego Narodzenia, a notowanie wypadło na 26 grudnia. Prezes wyraził zgodę, żeby zaprosić ludzi z zewnątrz.
Mówiłeś, że radio to teatr wyobraźni. Zapraszając słuchaczy, nie wychodziłeś z własnej strefy komfortu?
Chcąc utrzymać radiową aurę tajemniczości, wypożyczyłem z teatru strój Świętego Mikołaja. Przez całe 3 godziny pociłem się w tym przebraniu z brodą, żeby nikt nie zobaczył, jak naprawdę wyglądam.
Pomysłowa akcja.
Na pewno bardzo męcząca (śmiech). Przebranie nie było wygodne, więc przy kolejnej okazji już odpuściłem. Uznałem: jak chcą mnie zobaczyć, niech zobaczą. Na szczęście nie były to tłumy.
Popularność „Listy przebojów Radia Łódź” doprowadziła do powstania kolejnej audycji. Bardziej intymnej, lirycznej.
W pewnym momencie słuchacze zaczęli przesyłać swoje wiersze. „Lista…” miała być muzyczna, a nie poetycka. Nie mogłem ich jednak lekceważyć. Wymyśliłem „Senne podróże”. W audycji połączyliśmy poezję z moją ówczesną fascynacją trip-hopem.
Program miał swoich odbiorców nawet… za kratami.
Jednym z aktywniejszych słuchaczy był Marek z Łęczyckiego. Pisał sporo wierszy – naprawdę niezłych. Najpierw do „Listy…”, później już do „Sennych podróży”. Jak się okazało, odsiadywał wyrok w łęczyckim areszcie śledczym. Gdy wyszedł na wolność, kilka razy pojawił się w studiu. Co więcej, związał się z jedną z Listomanek – to kolejne małżeństwo, które połączyła nasza Kraina Listocji.
W dawnych czasach radio było bliższe ludziom, otwarte. Dziś, mimo Internetu wydaje się bardziej hermetyczne.
Media społecznościowe przejęły rolę, którą kiedyś odgrywało radio. Trzeba to zaakceptować.
Inną kultową audycją była „Rockowa Łódź Podwodna”. Promowała muzyków z regionu.
Moim zamysłem od początku było stawiać na miejscowych artystów. Wykorzystywaliśmy też Studio im. Henryka Debicha. Było otwarte dla młodych i zdolnych muzyków. Gdy z naszego studia wychodziły bardziej rockowe nagrania, pojawiały się w „Rockowej Łodzi Podwodnej”. I odwrotnie – gdy trafiały do nas ciekawe zespoły z demówkami kiepskiej jakości, staraliśmy się kierować je do studia, by mogły nagrać swoje pierwsze profesjonalne piosenki.
Dzięki audycji słuchacze poznali m.in. zespół Coma.
Do dziś wspominają, że rzucali monetą o nazwę zespołu przed wejściem do Radia Łódź. Nasze schody wejściowe to historyczne miejsce, gdzie narodziła się Coma. Muzycy często się u nas pojawiali, a nasza znajomość przetrwała do dziś.
![Adam Kołaciński wrócił do Radia Łódź po 18 latach. „Nie tęskniłem za mikrofonem, tylko za muzyką” [ROZMOWA] 4 Coma w Radiu Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/03/COMA-w-Radiu-Lodz-Fot-Sebastian-Szwajkowski-6.jpg)
Kogo jeszcze „wyłowiła” twoja rockowa audycja?
Nie mogę pominąć Normalsów – obok Comy byli najpoważniejszym graczem. Mieli ten sam poziom i charyzmę. Wciąż nie rozumiem, dlaczego cała Polska zna Comę, a nie zna Normalsów, Promowaliśmy też zespół Freshman, który zmienił nazwę na Myslovitz. Co prawda nie byli z regionu, ale właśnie w Radiu Łódź nagrali dwa pierwsze albumy. Było też wiele rokujących kapel, które nie przetrwały lub nie doczekały się debiutu płytowego – choćby zespół T.H.O.R.N. z wokalistką Kasią. Nie wiem, co się z nią dziś dzieje, ale pamiętam, że miała ogromny potencjał.
Pomogłeś też rozwinąć skrzydła zespołowi Ich Troje. Mniej rockowy, ale znany na całą Polskę.
Młodzi muzycy szukali wsparcia w radiu. Michał Wiśniewski przyniósł mi kasetę DAT i poprosił o opinię. To było zaskakujące, bo większość nagrywała na zwykłych kasetach. Umówiliśmy się, że wróci za kilka dni. Zaprosiłem go na kawę i powiedziałem wprost: „Nie jest to muzyka, której będę słuchał z pasją, ale ma sens”. Słychać było, że muzycy grać potrafią, nagranie jest dobrze zrealizowane, a wokalista – choć nie ma wspaniałego głosu – wie, jak osiągnąć zamierzony cel.
Szczerze, ale i boleśnie.
Michał później powtarzał, że ujęła go moja szczerość. Poprosił o kontakt do wytwórni. Dałem mu kartkę z numerami – na szczycie listy była wytwórnia Koch International Poland, a niżej Universal Music Polska. Zadzwonił do Kocha, umówił się na spotkanie, zostawił nagrania i… następnego dnia wrócił podpisać kontrakt. Dzięki tej kartce z numerami Ich Troje wydało pierwszą płytę. Zanim „Lista Przebojów Radia Łódź” stała się bardziej rockowa, zespół świetnie radził sobie w notowaniach.
Na twojej liście wypromowanych gwiazd znajduje się także Anita Lipnicka.
Odkrył ją mój przyjaciel Maciek Pilarczyk, szef studia muzycznego. Usłyszał ją na lokalnym festiwalu w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie występowała z zespołem Certificado. Maciek przywiózł nagranie. Przyznałem za Maćkiem: „Z tym zespołem sukcesu nie osiągnie, ale głos ma znakomity”. Wiedzieliśmy, że potrzebuje lepszych muzyków. Pomyślałem o Varius Manx, który nie miał wtedy stałego wokalisty. Reszty dokonał Maciek. Udało się, choć Robert Janson był sceptyczny. Reszta, jak wiadomo, jest już historią.
Prawdziwy łowca talentów.
Zawsze lubiłem szukać. Chodziłem na koncerty, odkrywałem muzykę młodych. Zostało mi to do dziś, choć na koncerty zaglądam już rzadziej.
W dobie Internetu artystą może zostać praktycznie każdy.
Internet wiele zmienił, ale jedno pozostaje niezmienne: Artysta przez wielkie „A” musi mieć charyzmę. Tego nie da ani sztuczna inteligencja, ani najnowocześniejsze narzędzia. Z tym trzeba się urodzić. Nie chcę nikogo wyróżniać, ale zachęcam do słuchania „Kołatania przedsionków”. Puszczam starocie, ale młodych i nieodkrytych talentów u mnie na pewno też nie zabraknie.
Porozmawiajmy jeszcze o „Nocnym Transie” – dla wielu słuchaczy to także legendarna audycja, którą prowadziłeś. Marcin Tercjak mówił, że wyczułeś koniunkturę na muzykę klubową.
Na pewno nie była to pierwsza audycja z taką muzyką. Podobną, choć krótko, prowadził DJ Mono w Radiu Manhattan. Wiem też, że próby były w krakowskiej rozgłośni regionalnej. Myślę, że w Łodzi koniunktura już była. Od kilku lat odbywały się przecież Parady Wolności – miasto żyło klubowym brzmieniem. Sam połknąłem tego bakcyla: zacząłem słuchać, poznawać i kolekcjonować płyty, wciągając się w ten klimat.
Kiedy poczułeś, że jesteś gotów na taką audycję?
To nie przyszło od razu. Potrzebowałem czasu, by zrozumieć tę muzykę i wiedzieć, co warto grać. Audycja weszła do Radia Łódź trochę tylnymi drzwiami. Przez pierwsze dwa lata leciała o bardzo dziwnej porze – między drugą a czwartą w nocy.
Nie najłatwiejsze godziny emisji.
Mieliśmy wtedy pasmo, które nie szło na żywo. Miałem audycję we wtorki, a Sławek Macias z piątku na sobotę. Zaproponowałem zamianę — tak właśnie powstał pierwszy „Pranocny Trans”. Mimo dziwnej pory audycja miała słuchaczy. Dostawałem listy od ludzi, którzy pisali, że nagrywają programy na kasety (śmiech).
Kiedy audycja weszła na antenę na żywo?
Przy zmianie ramówki dostałem czas antenowy od północy do piątej rano – już w wersji live. Wtedy też przypadkiem poznałem niejakiego MC I, wokalistę z alternatywnego zespołu I, który nagrywał u nas w studiu muzycznym. Opowiedział mi, że wspólnie z kolegami założyli kolektyw Sonic Trip. Zaprosiłem ich do studia i tak się zaczęło.
Wtedy Łódź rzeczywiście zaczęła tętnić muzyką klubową?
Okazało się, że w Łodzi i okolicy działa cała masa DJ-ów. Dzięki „Nocnemu Transowi” zyskali swoje miejsce w eterze. Zmotywowało to wszystkich. Zaczęło się coraz więcej imprez, przyjeżdżali znani twórcy, a Łódź stała się polską stolicą techno.
Transmisje z klubów też były waszym pomysłem?
Czasem wychodziliśmy z audycją w teren, transmitowaliśmy duże imprezy, a na 5., 8. i 10. urodziny organizowaliśmy własne! Nawet jedną z nagrodami dla artystów klubowych Transmitery. To były świetne czasy – pełne energii i pasji.
„Nocny Trans” sprawiał, że słupki radiowej popularności szalały.
Pamiętam, jak jeden z prezesów pokazał mi badania słuchalności. Wynikało z nich, że w nocy z piątku na sobotę 100 procent łódzkiej młodzieży do 24. roku życia słucha Radia Łódź. Nie chciał uwierzyć, że to efekt „Nocnego Transu”. Uznał to za błąd i pozostał przy swojej niewierze.
Spadkobiercą „Nocnego Transu” jest „Transmisja”. Po latach Łódź nadal może powiedzieć, że żyje muzyką klubową?
Nie wiem, nie śledzę tego. Mam kontakt z kilkoma DJ-ami, wiem, że sporo się dzieje, ale trudno mi to ocenić. Kibicuję, ale z dystansu.
„Lista przebojów Radia Łódź” emitowana była w soboty wieczorem, w piątki późną nocą prowadziłeś „Nocny Trans”. Gdzie tu miejsce na sen?
Przyznam, że bardzo lubię spać, ale wtedy rzeczywiście weekendów nie miałem. Były całkowicie podporządkowane pracy.
Wspomnijmy jeszcze o ogólnopolskiej odsłonie listy przebojów. Na owe analogowe czasy było to przedsięwzięcie dość karkołomne.
Analizowaliśmy notowania siedemnastu rozgłośni regionalnych Polskiego Radia. Z tych danych tworzyliśmy wspólne, ogólnopolskie notowanie. Nagrywaliśmy je u nas – po raz pierwszy z użyciem samplera. To była świetna zabawa: dorzucaliśmy krótkie, humorystyczne komentarze. Gotowy, trzyminutowy materiał kopiowaliśmy na taśmę i rozsyłaliśmy do wszystkich rozgłośni. Pomysł zauważył Program 1 Polskiego Radia. Przez pewien czas przygotowywałem notowania także dla „Jedynki”. Trochę nietypowo – raz w miesiącu, więc rytm był specyficzny, ale odbiór słuchaczy bardzo dobry.
„Ogólnopolska Lista Przebojów” trafiła nawet do Telewizji Polskiej.
To był jednorazowy strzał. Przygotowaliśmy pilotażowy odcinek, ale zgubiła nas ambicja. Nie chcieliśmy emitować samych teledysków – zależało nam, by zapraszać artystów do studia w Łodzi i nagrywać paralive’y. Program był świetny, ale zbyt kosztowny. Przegraliśmy z programem „30 ton – lista, lista przebojów”, który bazował na klipach. Był po prostu tańszy. Nasza „zabawa z telewizją” skończyła się, zanim na dobre się zaczęła.
Jeden z naszych wspólnych kolegów poprosił, abym zapytał cię, czy miałeś limit na taśmy, które były mocno ewidencjonowane.
Miałem, oczywiście, ale szczegóły zostawię dla siebie (śmiech). Mogę zdradzić, że co miesiąc można było odliczyć dziesięć procent na tzw. ścinki – i tym wsparciem dzieliłem się z koleżankami i kolegami.
Któraś z dawnych audycji zajmuje szczególne miejsce w twoim sercu?
Każda była inna i pozwalała mi się realizować. A z audycjami jest jak z dziećmi – każde kocha się tak samo.
![Adam Kołaciński wrócił do Radia Łódź po 18 latach. „Nie tęskniłem za mikrofonem, tylko za muzyką” [ROZMOWA] 5 Adam Kołaciński w studiu Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/photo_89380_1758173570_big-1.jpg)
Dlaczego opuściłeś swoje „dzieci” w 2007 roku?
Cytując Marka Niedźwiedzkiego: przez lata wydawało mi się, że życie poza radiem nie istnieje. W końcu zrozumiałem, że jest inaczej. Pojawiła się ciekawa propozycja, niezwiązana bezpośrednio z eterem — postanowiłem spróbować.
Propozycja była związana z marketingiem?
Z marketingiem i z Internetem, który wówczas bardzo dynamicznie się rozwijał. Dostałem szansę stworzenia czegoś od podstaw – w innym medium, ale z ogromnym potencjałem. To doświadczenie otworzyło mnie na nowe wyzwania.
À propos wyzwań, stawiasz przed sobą jeszcze jakieś?
Nigdy nie traktowałem radia jako zawodowego celu – to zawsze była pasja. Nie potrafiłbym bez niej pracować. Radio, podobnie jak później marketing, pozwalało mi ją realizować i przy okazji z tego żyć.
Czym zajmujesz się w czasie wolnym?
Oprócz tych dwóch pasji, mam jeszcze trzy inne. Najważniejszą radością mojego życia jest mój wnuk Tadeusz – staram się poświęcać mu jak najwięcej czasu i uwagi. Uwielbiam ogrodnictwo – lubię grzebać w ziemi, przesadzać rośliny i patrzeć, jak rosną. No i pszczelarstwo. Zajmuję się nim od półtora roku.
Pszczelarstwo to rozwinięcie ogrodnictwa?
Tak można powiedzieć. Przymierzałem się do tego kilka lat. Poszedłem do szkoły pszczelarskiej. Na początek postawiłem dwa ule, teraz mam cztery.
Wiem już, do kogo zgłosić się po miód.
W tym roku było go niewiele, ale mam nadzieję, że w przyszłym będzie lepiej.
Pszczoły potrafią użądlić, nie boisz się ich?
Czasem się odwdzięczą żądłem, ale słyszałem, że to zdrowe (śmiech).
Masz jeszcze jakieś marzenia?
Jestem już w takim wieku, że największym marzeniem jest, by wszyscy byli szczęśliwi i zdrowi.
Czego można ci życzyć?
Tego samego. Nie mam więcej życzeń.
Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ
BIP
![Adam Kołaciński wrócił do Radia Łódź po 18 latach. „Nie tęskniłem za mikrofonem, tylko za muzyką” [ROZMOWA] 1 Adam Kołaciński](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/WhatsApp-Image-2025-10-22-at-22.54.40-1140x815.jpeg)
![Paweł Kwiatkowski przez 10 lat szedł… do Radia Łódź. „Marzenia naprawdę się spełniają” [ROZMOWA] 6 Paweł Kwiatkowski w Piotrkowie Trybunalskim](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/Pawel-Kwiatkowski-fot.-Konrad-Ciezki-8457-120x86.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 7 Jakub Wielgus w archiwum Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-9-120x86.jpg)
![Iwona Błaszczyk od 38 lat po drugiej stronie radia. „To więcej niż miejsce pracy” [ROZMOWA] 8 Iwona Błaszczyk przy stole realizatorskim](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/07/H2A7575-kopia-120x86.jpg)
![Piotr Stańczyk całe życie z muzyką i mikrofonem. „Radio jest kochanką, która nie wybacza absencji” [ROZMOWA] 9 Piotr Stańczyk](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/06/H2A0176-120x86.jpg)
![Taki jest świat. Pierwsza kobieta na czele rządu w Japonii [PODCAST] 10 Taki jest świat. Pierwsza kobieta na czele rządu w Japonii [PODCAST]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/200-75x75.jpg)
![Szkiełko i oko. Fale elektromagnetyczne [PODCAST] 11 Szkiełko i oko. Fale elektromagnetyczne](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2025/10/1000019588-scaled-75x75.jpg)
![7 dni w Łodzi i regionie | Tunele, rondo i ekrany [PODCAST] 12 7 dni w Łodzi i regionie | Tunele, rondo i ekrany [PODCAST]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/7-dni-1-120x86.png)
![Energia Kobiet 40+ [ROZMOWA] 13 Energia Kobiet 40+ [ROZMOWA]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/10/1000019450-scaled-120x86.jpg)

Komentowane 2
Usłyszałem dzisiaj Twój głos w radiu Łodzi i natychmiast wygooglowalem, czy to możliwe, ze 1771 wrocil do Radia Łódź. Bardzo sie ciesza, ze wróciłeś i znów będzie można Ciebie usłyszeć. Osobiście wspominam Cie z nocnego transu. Pozdrawiam serdecznie.
Wspaniała wiadomość. Od razu łezka w oku się zakręciła na samo wspomnienie…