MARKETING RADIA łÓDŹ
TELEFONY DO STUDIA: (42) 678 78 78 | 606 78 78 78
SŁUCHAJ NA ŻYWO
środa, 7 października 2026
  • Zaloguj
Radio Łódź
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • Akademia Młodego Radiowca
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Kontakt
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • Akademia Młodego Radiowca
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Kontakt
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
Radio Łódź
LIVE
Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Mariusz Janik
    Mariusz Janik
    Zobacz wszystkie artykuły
  • 13 listopada 2025 14.17
  • 14 listopada 2025 10.24

Monika Czerska w Radiu Łódź zaczynała od reklamy, dziś zarządza programem. „Radio to ludzie, emocje i pasja” [ROZMOWA]

Monika Czerska nie planowała kariery w mediach. Do Radia Łódź trafiła przypadkiem i została w nim na ponad 30 lat. Zaczynała od działu reklamy, obecnie kieruje programem i wciąż wierzy, że w radiu żaden algorytm nie zastąpi prawdziwego człowieka. W obszernej rozmowie z Mariuszem Janikiem opowiada m.in. o swojej drodze zawodowej, sile emocji, walce z nieśmiałością, miłości do rozmów, przygodzie ze sportem i o tym, dlaczego – mimo wielu propozycji – nigdy nie potrafiła odejść z radia.
Nowa ramówka Radia Łódź. Więcej lokalności, rozmów i reporterskich historii

Monika Czerska w studiu Radia Łódź, fot. Sebastian Szwajkowski

Udostępnij na FacebookuTwittnij

Mariusz Janik: Czym jest dla ciebie radio?

Monika Czerska: To bardzo ważna część mojego życia – przez długi czas nawet dominująca. Radio to pasja, emocje i przede wszystkim ludzie. Hasło „radio to ludzie” nie jest dla mnie pustym sloganem. To nie tylko ci, z którymi pracuję na co dzień, ale przede wszystkim słuchacze i osoby, które spotkałam na swojej radiowej drodze, z którymi miałam szczęście rozmawiać. Największą wartością w pracy w radiu są właśnie rozmowy. Dla nich pokochałam tę pracę. Każde nagranie, każdy wywiad to dla mnie wielka przyjemność, przygoda i nauka. Kiedy montuję wcześniej nagrany materiał, uśmiecham się sama do siebie – przeżywam te spotkania na nowo.

Jak magister ekonomii została radiowcem?

W przeciwieństwie do wielu moich kolegów, którzy od dziecka marzyli o pracy w radiu, ja nie planowałam takiej drogi. Owszem, radio było obecne w moim domu – słuchaliśmy głównie „Jedynki” – ale moim marzeniem było aktorstwo. Dwukrotnie próbowałam dostać się do szkoły filmowej, jednak nie poznano się na moim talencie (śmiech).

Żałujesz, że się nie udało?

Po latach mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: nie. Prawdopodobnie nie byłam gotowa – może po prostu zabrakło talentu. Gdy zrozumiałam, że nie zdobędę Oscara ani nie podbiję Hollywood, musiałam pomyśleć o przyszłości. Wybrałam Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny UŁ, kierunek organizacja i zarządzanie. Myślałam, że może kiedyś zostanę prezesem (śmiech). To był wybór z rozsądku – trzeba było iść na jakieś studia. Poza tym liczyło się towarzystwo – na organizację i zarządzanie zdawało wielu znajomych z III LO w Łodzi.

A jednak odezwała się w tobie artystyczna dusza.

Ona we mnie była od zawsze. Od dziecka kochałam poezję i muzykę – to był mój sposób komunikowania się ze światem. Łatwiej było mi wyrażać myśli, uczucia i emocje, kryjąc się za cudzym tekstem. Ponieważ byłam osobą wstydliwą, na początku „występowałam” tylko w zaciszu mojego pokoju, który był dla mnie najważniejszą sceną. W podstawówce parę razy odważyłam się recytować wiersze przed nauczycielami i klasą. Stawiałam też pierwsze kroki w muzyce – dołączyłam do zespołu mandolinistów i chóru prowadzonego przez panią Ewę Bernacik. W liceum trafiłam na kolejną wspaniałą nauczycielkę i instruktorkę teatralną – Krystynę Korcz. Prowadzone przez nią kółko teatralne stało się moim drugim domem. Później w moim życiu pojawiła się gitara. Tata przyniósł instrument do domu, a ja sama nauczyłam się na niej grać. Przydały się umiejętności zdobyte w zespole mandolinistów. Z czasem zaczęłam też komponować prostą muzykę do wierszy – znalazłam kolejny życiowy azyl.

Monika Czerska z gitarą
Monika Czerska gra na gitarze, fot. archiwum prywatne

Łączyłaś artystyczne pasje ze studiami ekonomicznymi.

W czasach licealnych trafiłam do Teatru Poezji Śpiewanej „Antidotum” prowadzonego przez Pawła Humkę – przyjaciela młodzieży, niezwykle zdolnego kompozytora i pianisty. Mimo studenckich obowiązków zawsze znajdowałam czas, by śpiewać, koncertować i tworzyć nowe spektakle. Wiedziałam, że ekonomia to nie moja droga, ale szłam nią uparcie – nie widziałam innego wyjścia. Po studiach dostałam pracę w biurze obrotu nieruchomościami. Przepracowałam jeden dzień i wiedziałam, że to nie dla mnie. Zrezygnowałam. Moi rodzice byli, delikatnie mówiąc, niezadowoleni – usłyszałam, że jestem niepoważna i nie myślę o przyszłości. Mimo to postawiłam na swoim. A jeszcze tego samego dnia zadzwonił telefon, który zmienił moje życie.

Telefon z Radia Łódź.

Tadeusz Marciniak, ówczesny szef reklamy Radia Łódź szukał kogoś do nagrania dwóch śpiewanych reklam. Gdy weszłam do studia nagrań, zakochałam się w radiu. Czułam się jak zaczarowana – nie chciałam z niego wychodzić. Po prostu połknęłam bakcyla.

I zostałaś na dłużej.

Tak. Tadeusz zaproponował, żebym została na kilka dni w dziale reklamy. W zespole brakowało ludzi. Odbierałam telefony od klientów, poznawałam radio i coraz bardziej ciągnęło mnie do dziennikarzy i anteny.

Aż pewnego dnia poznałaś Andrzeja Beruta, ówczesnego prezesa Radia Łódź.

Miał znakomity kontakt z młodymi i dość często zaglądał do radiowej Reklamy. Ostatniego dnia mojej pracy odważyłam się pójść do niego i powiedzieć, że chcę zostać w radiu. Zapytał: „Co chciałaby pani robić?”. Odpowiedziałam, że mogę być asystentem asystenta redaktora, mogę parzyć kawę – mogę robić cokolwiek, byleby właśnie w Radiu Łódź. I zgodził się!

Zaczęłaś od Redakcji Informacji.

Zespół był mieszany – tworzyło go wielu dojrzałych dziennikarzy, od których mogłam się uczyć: Roma Leszczyńska, Mariusz Woźniczka, Piotr Wolski, Bogusław Potoniec, Marek Wilczak. Nie brakowało jednak również nowicjuszy, którzy, podobnie jak ja, zaczynali swoją przygodę: Jacek Grudzień, Przemek Naze, Marzena Cyran, Magda Werbelska. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że trafiłam do radia prosto z ulicy – bez warsztatu i doświadczenia. Chyba że pod dziennikarstwo artystyczne podciągniemy moje śpiewanie (śmiech).

Jak wyglądały początki?

To była prawdziwa szkoła życia. Praktycznie nie wychodziłam z radia. Nie było Internetu, tematów szukaliśmy dosłownie na ulicy, rozglądając się dookoła, a kontaktów – w książce telefonicznej. Codziennie musieliśmy przygotować kilka informacji: znaleźć rozmówców, zebrać fakty, ubrać je w słowa tak, by wszystko nadawało się do serwisu lub programu. Dzień kończył się zwykle w pokoju Barbary Wiśniewskiej, szefowej Redakcji Informacji, która oceniała naszą pracę. Była wymagająca, ale dzięki niej i innym, nieco starszym kolegom, nauczyłam się warsztatu, dokładności i rzetelności.

Dość szybko zaczęłaś prowadzić audycje i czytać serwisy informacyjne.

Pierwszy serwis pamiętam aż za dobrze! To był skrót informacji o 16.30 w popołudniowym programie prowadzonym przez nieżyjącego już, świetnego dziennikarza – Jarka Manowskiego. Sumiennie się przygotowałam, kilka razy przeczytałam tekst i po wejściu na antenę… wydukałam dosłownie pół zdania. Sparaliżowała mnie trema. Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego dźwięku. Jarek dokończył serwis, a ja wybiegłam z radia i pomyślałam, że nie mam tam, po co wracać, bo się do tej pracy nie nadaję.

Monika Czerska w radiowym studiu
Monika Czerska w radiowym studiu, fot. archiwum prywatne

Wróciłaś i dostałaś drugą szansę.

Tak, trafiłam na ludzi, którzy uwierzyli, że dam radę i nie pozwolili mi się poddać. Musiałam jednak pokonać swoją nieśmiałość i obezwładniającą tremę. Z pomocą przyszedł m.in. Włodek Łuszczykiewicz. Legendarnego „Dziadka Włodka” znałam krótko i raczej się go bałam – to była przecież legenda Polskiego Radia, wielka osobowość. Czasami na korytarzu rzucał tylko mimochodem, że coś zrobiłam dobrze, że będą ze mnie ludzie. Pewnego dnia zaprosił mnie na dłuższą rozmowę, która wiele pozmieniała w mojej głowie i w podejściu do pracy radiowca.

Co powiedział?

„Zastanów się, po co chcesz wykonywać ten zawód i nie łap tylu srok za ogon”. To był czas zachłyśnięcia się radiem – brałam wszystko, co wpadło mi w ręce – biegałam z mikrofonem, czytałam serwisy, byłam prezenterką pasm programowych, jeździłam w wozie reporterskim, prowadziłam plenery. Rozdrabniałam się na wiele różnych aktywności. Nie potrafiłam wybrać, bo wszystkie dawały mi satysfakcję i radość. Po rozmowie z „Dziadkiem Włodkiem” miałam o czym myśleć. Pozostało tylko „powalczyć” ze swoją wrodzoną nieśmiałością.

Radio dodało ci odwagi?

Pozwoliło przełamywać siebie – krok po kroku, każdego dnia. Od początku występy przed publicznością były wbrew mojej naturze, a mimo to coś mnie do nich ciągnęło. Wiele z nich odchorowywałam. Tak też było w radiu – stres mnie paraliżował, ale nie poddawałam się. Analizowałam każde słowo, każdą krytyczną uwagę i szłam do przodu. Muszę dodać, że zawsze byłam osobą wstydliwą. W dzieciństwie wyzwaniem dla mnie były nawet zakupy. Gdy mama prosiła, żebym wyskoczyła do sklepu, błagałam moją młodszą siostrę Dorotę, by poszła tam za mnie. Bardzo długo walczyłam ze swoją nieśmiałością i nadwrażliwością. Do końca chyba się nie udało…

Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy prawo do swoich emocji.

Emocje i nadmierna wrażliwość czasami przeszkadzały mi w pracy. Przekonałam się o tym na samym początku, jeszcze jako reporterka. Dyżurowałam w redakcji, gdy na Julianowie doszło do pożaru domu. Wzięłam nagrywarkę i pojechałam. Na miejscu zobaczyłam akcję reanimacyjną dziecka. Nie byłam w stanie pracować – totalnie się rozkleiłam, sytuacja mnie przerosła. Wróciłam do redakcji bez nagrania. I znowu ta myśl: chyba nie nadaję się do tego zawodu. Ponownie jednak mi się upiekło – dostałam po uszach, ale mogłam zostać w redakcji. Wiedziałam jednak, że następnym razem moi przełożeni nie będą już tak wyrozumiali, więc musiałam nad sobą pracować.

Po ponad 30 latach pracy nadal masz tremę przed mikrofonem?

Czasem tak, ale to inny rodzaj tremy. Ta już mnie nie paraliżuje i na szczęście szybko mija. Pewnie wynika z poczucia odpowiedzialności. Czuję ją przy dużych wydarzeniach albo, jak teraz, gdy udzielam wywiadu (śmiech). Wiem jednak, że dopóki jest trema, jest też pasja.

A może to kwestia perfekcjonizmu?

Może coś w tym jest. Jestem ambitna, mam wobec siebie wysokie wymagania. To prawda, że perfekcjonizm utrudnia życie, ale dopóki nie przekracza pewnych granic – pomaga się rozwijać i doskonalić.

Myślałaś, co gdyby nie radio?

Radio było i jest moim światem. Nigdy nie zastanawiałam się, co bym robiła bez niego. Pewnie znalazłabym jakiś plan B. Po drodze było kilka propozycji spoza branży, ale mimo kuszących warunków finansowych nie umiałam podjąć decyzji o odejściu. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w innym miejscu.

Monika Czerska zakochała się w radiu - nie wyobraża sobie bez niego życia
Monika Czerska zakochała się w radiu – nie wyobraża sobie bez niego życia, fot. Sebastian Szwajkowski

Skąd więc wzięła się telewizja?

Z potrzeby nowych wyzwań – tak jestem skonstruowana. Nie lubię nudy. Jak już ustaliliśmy, lubię podnosić sobie poprzeczkę. Z jednej strony się boję, z drugiej – coś mnie ciągnie do nowego. Wiele lat temu, przed jednym z jubileuszy Radia Łódź, koledzy z Telewizji Toya zaprosili Adama Kołacińskiego i mnie na wywiad. Podczas rozmowy byłam mocno zestresowana – serce waliło mi jak młotem, myślałam, że wszyscy to słyszą. Byłam przekonana, że zaliczyłam „klapę”. Tymczasem Barbara Mrozińska-Badura, prezes TV Toya i Piotr Burdziński, ówczesny szef „Wydarzeń”, zaproponowali mi dołączenie do zespołu. I tak spędziłam w redakcji ponad 20 lat. Łączyłam radio i telewizję – momentami było ciężko, ale robiłam to z ogromną radością. Dziennikarstwo to fantastyczna robota: tu każdego dnia można robić coś innego.

Telewizja dawała inne możliwości niż radio.

Była odskocznią od radia i podnosiła moje kompetencje. Bardzo ją lubiłam. Przez lata prowadziłam programy informacyjne i publicystyczne: „Teraz Panie”, „Toya life” czy „Na zakręcie”. Moim telewizyjnym ukochanym dzieckiem był jednak program „Łodzianie z importu”. Pokazywaliśmy historie ludzi z różnych stron świata, którzy wybrali Łódź jako swoje miejsce na ziemi. To były opowieści nie tylko o ludziach i ich pasjach, ale i o samym mieście.

Monika Czerska w Telewizji Toya - w programie „Łodzianie z Importu”
Monika Czerska w Telewizji Toya – w programie „Łodzianie z Importu”, fot. archiwum prywatne

Praca w Telewizja Toya przyniosła ci również nagrody.

W 2021 roku dostałam dwa wyróżnienia w konkursie „Kryształowe Pióra” za dwa odcinki programu „Potęga Zdrowia”. To miłe i ważne, tym bardziej że wśród jurorów byli wybitni lekarze. Największą nagrodą dla dziennikarza jest jednak reakcja odbiorcy – kiedy ktoś po audycji podchodzi i mówi: „Słuchałem, dziękuję”. Tego nic nie zastąpi.

Kolejnym życiowym wyzwaniem była logopedia medialna.

Dwuletnie studia podyplomowe były dużym wyzwaniem. Pracując w radiu i telewizji, poświęcałam im swoje weekendy. Oj, byłam wtedy zmęczona…

Skąd pomysł na taki kierunek?

To zasługa pani Romany Mater – reżyserki słuchowisk radiowych, która uczyła młodych dziennikarzy pracy głosem. Uwielbiałam z nią pracować i już wtedy myślałam, że może pójdę w jej ślady. Teraz emisji i dykcji uczę studentów dziennikarstwa w AHE. Bardzo to lubię – daje mi to dużo satysfakcji. Na razie nie zdecydowałam się postawić wyłącznie na logopedię. Musiałabym całkowicie zrezygnować z radia, a już ustaliliśmy, że nie potrafię. Może kiedyś, na emeryturze, wrócę do tego marzenia.

Monika Czerska
Monika Czerska poznała Radio Łódź z wielu stron, fot. Sebastian Szwajkowski

Przeszłaś w Radiu Łódź niemal wszystkie szczeble – od reporterki po dyrektorkę. Pracowałaś nawet jako wydawca strony internetowej. Co daje ci największą satysfakcję?

Programy na żywo, praca przy mikrofonie „sam na sam” ze słuchaczami. Ale też to, że mimo upływu lat nie brakuje mi pomysłów, a radio wciąż mnie inspiruje. To nie jest tylko praca – to pasja i sposób życia.

Który etap pracy w radiu był najtrudniejszy — początki czy może późniejsze lata?

Bywało różnie, jak w każdej pracy, ale był też czas, który nigdy nie powinien się wydarzyć. Całkiem niedawno, przed ostatnimi zmianami w Polsce i w mediach. To był okres, kiedy musiałam się tłumaczyć niemal ze wszystkiego. Byłam na cenzurowanym, czułam, że jestem pod ciągłym ostrzałem. Trudno mi o tym mówić – to były dla mnie bardzo ciężkie lata. Skończyło się na terapii. Musiałam znowu uwierzyć w siebie, bo czułam się jak mała, bezbronna dziewczynka, która nic nie umie i do niczego się nie nadaje. Każde wejście antenowe było koszmarnym stresem – brakowało mi oddechu, myliłam się, ciągle zastanawiałam, czy temat, który poruszam, zostanie zaakceptowany, czy zaprosiłam odpowiednich gości, czy znajdę się w kolejnym grafiku. Z czasem wstawanie z łóżka i pójście do pracy było coraz trudniejsze. Musiałam się ratować.

Jak udało ci się z tego wyjść?

To trwało długo. Pamiętam dzień, gdy po wielu miesiącach – może nawet po półtora roku – wychodziłam ze studia po przeczytaniu wiadomości. Za drzwiami mamy lustro. Spojrzałam na swoje odbicie i powiedziałam na głos: „Monika, wróciłaś”. Znowu poczułam moc, tę zawodową siłę. Wróciła radość z pracy. Ta historia i te trudne lata pozwoliły mi zrozumieć, jak ważna jest równowaga psychiczna i jak bardzo trzeba dbać o siebie. Wiem też na pewno, że gdyby dziś doszło do podobnej sytuacji – odeszłabym z radia. Zrobiłabym to dla siebie i swojego zdrowia.

Nasze życie to dziś Internet, social media, natychmiastowe reakcje. Tęsknisz czasem za dawnym radiem – tym sprzed ery smartfonów?

Wspominam tamte czasy z ogromnym sentymentem, ale nie walczę ze zmianami – one są wpisane w nasze życie. Świat idzie do przodu, trzeba za nim nadążać. Kiedyś wszystko toczyło się wolniej. Do pracy przychodziłam o czwartej rano, wracałam po 22, a mimo to znajdowałam czas, żeby spotkać się z ekipą z radia. Po programie szliśmy razem „na miasto”, rozmawialiśmy godzinami, śmialiśmy się, wygłupialiśmy. Teraz niby kończę pracę, a i tak w niej jestem, bo godzinami siedzę na radiowych social mediach czy portalu internetowym (śmiech).

Dziennikarzem jest się całą dobę, a poza tym ciągle wszyscy gdzieś pędzimy.

Życie toczy się zdecydowanie za szybko. Mimo że teoretycznie wiemy, iż powinniśmy zwolnić, to nie potrafimy. Mam wrażenie, że większy problem mają „starszaki”. Powinniśmy uczyć się od młodszych – widzę, że oni potrafią stawiać granice, starają się dbać o równowagę między pracą a życiem prywatnym. I bardzo dobrze. My tego nie umieliśmy. Żyliśmy radiem całą dobę. Wydawało się nam, że tak trzeba – często ze szkodą dla siebie i naszych bliskich. Na szczęście czasy się zmieniły. Praca jest ważna i trzeba do niej podchodzić odpowiedzialnie, ale równie ważne jest znalezienie życiowej równowagi. Tylko dzięki niej możemy z uśmiechem i zapałem wykonywać zawód, który jest stresujący, wymaga kreatywności, ciągłego rozwoju i bycia na bieżąco.

Coraz głośniej mówi się, że zostaniemy zastąpieni przez maszyny. Jak widzisz przyszłość radia w erze sztucznej inteligencji?

Patrzę na nią z optymizmem. Sztuczna inteligencja może nam pomóc – ułatwić pracę. Oczywiście, pojawiają się czarne scenariusze, ale nie wierzę, że dziennikarz zostanie zastąpiony wyłącznie przez technologię. Radio to emocje, żywy człowiek. Nawet nagrana rozmowa brzmi inaczej niż ta na żywo. Słuchacz to czuje. Uważam, że jest na to szczególnie wyczulony, zwłaszcza dziś, gdy przeżywamy kryzys relacji. Siła radia tkwi w autentyczności i w relacji z odbiorcą. Żaden algorytm tego nie zastąpi. Potrzebujemy siebie nawzajem.

Dlaczego warto słuchać Radia Łódź?

To radio przyjazne ludziom. Staramy się być zawsze blisko ludzkich spraw. Jesteśmy prawdziwi. Po drugiej stronie mikrofonu jest człowiek, a nie automat. Mówimy do słuchaczy, a nie wygłaszamy regułki. Nasi dziennikarze są fachowcami – mamy prawdziwych znawców muzyki – Bartka Florczaka, Adama Kołacińskiego, Piotra Bielawskiego, Marcina Tercjaka, Maćka Kierzkowskiego. To ludzie, którzy nie tylko „puszczają” piosenki, ale pięknie o nich opowiadają, dzielą się wiedzą i pasją. I to słychać. Radio Łódź to także dobra publicystyka, mądre słowo i rzetelne informacje. Każdego dnia największy w regionie zespół dziennikarzy szuka ważnych tematów, zadaje trudne pytania, realizuje interwencje. Myślę, że Radio Łódź może być najlepszym przyjacielem – takim na dobre i na złe.

Ramówka Radia Łódź. Monika Czerska, dyrektor programowy RŁ
Monika Czerska od 2024 roku zarządza programem Radia Łódź, fot. Konrad Ciężki

Od niedawna Radia Łódź można słuchać nie tylko przed tradycyjne odbiorniki czy stronę internetową. Powróciła aplikacja mobilna.

Chcemy się rozwijać i aplikacja to jeden z wielu elementów tego rozwoju. Bardzo się cieszę, że się pojawiła. Na razie działa w wersji podstawowej, ale będziemy ją rozbudowywać. To tylko jedna z wielu nowości, które mamy w zanadrzu. Proszę nas uważnie słuchać i obserwować w Internecie.

W ostatnim czasie do rozgłośni wróciło kilku znanych dziennikarzy. Planowane są kolejne transfery?

Bardzo się cieszę, że ponownie można w Radiu Łódź usłyszeć Mariusza Woźniczkę – to mistrz prowadzenia rozmów i tworzenia radiowego klimatu. Wróciła też Joasia Sikorzanka, która teraz współpracuje z nami przy podcastach i dzieli się swoim doświadczeniem. Nie mogę też nie wspomnieć o Adamie Kołacińskim – po 18 latach znów w eterze, znów w Radiu Łódź. Moim zdaniem to najlepszy radiowy głos w Polsce. Nie wykluczam kolejnych powrotów, ale – jak to się mówi – transfery lubią ciszę.

Wspomniałaś o charakterystycznym głosie Adama. Tobie zdarza się, że ludzie rozpoznają cię właśnie po głosie?

Tak, wiele razy – w sklepie, na spotkaniach, a nawet przez telefon słyszałam: „Pani pracuje w radiu, prawda?”. To bardzo miłe. Kiedy pracowałam w telewizji, byłam rozpoznawalna jeszcze bardziej, choć nie do końca to lubiłam. Dla mnie to krępujące – nie bardzo wiem, jak w takich sytuacji się zachować. Wyobraź sobie moje zdumienie, kiedy rozpoznawano mnie nad Bałtykiem.

Rozpoznawalność ogólnopolska.

Szłam plażą z grupą koleżanek. Opowiadałam głośno jakieś dyrdymały, wygłupiałam się i nagle słyszę: „O! Pani redaktor z telewizji! Jak miło panią zobaczyć na takim luzie”. I z planów „trochę bym poszalała” nici (śmiech). Ostatnio wzruszyła mnie pewna historia. Kilka dni po pogrzebie mojej mamy weszłam do kwiaciarni przy cmentarzu, by zrobić drobne zakupy. Sprzedawca spojrzał i powiedział: „Pani Monika Czerska z Radia Łódź, prawda? Ja się z panią wychowywałem. Znam panią od prawie 30 lat”. Ucięliśmy sobie piękną, sentymentalną rozmowę. To było naprawdę bardzo miłe i poruszające.

Na początku naszej rozmowy zdradziłaś, że marzyłaś, by zostać aktorką. Do szkoły filmowej się nie dostałaś, ale ostatecznie zagrałaś w filmie.

Nawet dwukrotnie! Oczywiście były to tylko epizody. W moim liceum pojawiła się ekipa filmowa, która kręciła sceny do „Zielonych kasztanów” w reżyserii Wojciecha Fiwka – w filmie nie miałam żadnej kwestii, jedynie pokazywałam grupie uczniów chyba wyniki egzaminów wywieszone na tablicy. Później mignęłam jeszcze na ekranie w „Wymyku” Grega Zglińskiego. Ekipa kręciła sceny w Telewizji Toya. Potrzebowali kogoś, kto przeczyta informację o wypadku. Zagrałam więc… prezenterkę (śmiech). Kiedy ostatnio film pojawił się w telewizji, czekałam na „swoją scenę”, nie zważając na późną porę.

Monika Czerska jako prowadząca „Wydarzenia” w Telewizji Toya
Monika Czerska jako prowadząca „Wydarzenia” w Telewizji Toya. W filmie „Wymyk” także wystąpiła jako prezenterka tv, fot. archiwum prywatne

Ustaliliśmy już, że do Radia Łódź weszłaś wprost śpiewająco. Muzyka zajmuje ważne miejsce w twoim życiu. Czego słuchasz?

Wszystkiego, co mnie wzrusza i zachwyca. Uwielbiam poezję śpiewaną i piosenkę aktorską. Tak jak wspominałam, przez lata śpiewałam w Teatrze Poezji Śpiewanej „Antidotum”. To był magiczny czas, pełen emocji i wspólnego tworzenia. Śpiewaliśmy Stachurę, Baczyńskiego, Pawlikowską-Jasnorzewską, Szymborską. Twórca zespołu, Paweł Humka, komponował muzykę, a nam pozwalał interpretować teksty po swojemu. Tworzyliśmy też duże muzyczne spektakle – może stąd wzięła się moja miłość do piosenek z Krainy Łagodności.

Występy artystyczne jako kolejny element wychodzenia poza strefę komfortu.

I piękne wspomnienia. Teatr „Antidotum” zaprowadził mnie do Olsztyna – na Ogólnopolskie Spotkania Zamkowe „Śpiewajmy poezję”, gdzie występowali wybitni artyści m.in. Ewa Demarczyk, Elżbieta Adamiak, Jacek Kaczmarski, Grzegorz Turnau, Magda Umer czy Zbigniew Zamachowski. Wystąpiłam tam w 1986 roku na dziedzińcu olsztyńskiego zamku. Zaśpiewałam „Deszcz jesienny” Leopolda Staffa z muzyką Pawła Humki. To jeden z moich ulubionych utworów. Od czasu do czasu wracam do tych nagrań.

album-art
00:00
1X
Przykro mi, ale nic nie znalazłem.
Proszę wpisać inną frazę
  • "Œcie¿ka 17" autor: Nieznany wykonawca. Gatunek: Nieznany gatunek.

Kolejno wykonywane utwory: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska „Lenartowicz”, Bolesław Leśmian „Wiersz księżycowy”, Krzysztof Kamil Baczyński „Ballada o wisielcach”, Leopold Staff „Deszcz jesienny”

Zostańmy przy scenie. Jacy artyści znajdują się na twojej playliście?

To się zmienia. Kluczem są emocje, a nie nazwiska czy zespoły. Skoro pytasz – dziś numerem jeden jest Krzysztof Zalewski. A gdybyś zapytał, jakie trzy płyty zabrałabym na bezludną wyspę, odpowiedziałabym, że… żadnej (śmiech).

Monika Czerska była członkinią Teatru Poezji Śpiewanej „Antidotum”
Plakat promujący występ Teatru Poezji Śpiewanej „Antidotum” w Klubie „Koliber” przy al. Kościuszki w Łodzi, fot. archiwum prywatne

Dobrze, że nie zadałem tego pytania.

Zrobiłabym własną kompilację. Zebrałabym utwory, które mam w głowie od lat – Edyta Geppert, Michał Bajor i moja ukochana Krystyna Janda. To właśnie przez nią zdawałam do szkoły aktorskiej. Jaka ja byłam szczęśliwa, gdy wiele lat później gościłam moją idolkę w telewizyjnym programie. Rozmawiałyśmy przez 40 minut – o aktorstwie, o prowadzeniu teatru, ale też o życiu. Ta rozmowa pomogła mi prywatnie.

W jaki sposób?

Bywało, że włączały mi się wyrzuty sumienia, że nie jestem mamą idealną, bo zbyt często więcej czasu spędzam w pracy niż z małym synem. Krystyna Janda mnie „uzdrowiła” prostym zdaniem: „Liczy się jakość, a nie ilość czasu, który spędzamy z dzieckiem”. Niby nic odkrywczego, ale dla mnie to było bardzo ważne – poukładało mi w głowie wiele rzeczy.

Wróćmy do muzyki.

Nie mogę pominąć piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej – to samo życie, w różnych odcieniach i smakach. Dzięki Osieckiej pokochałam Marylę Rodowicz, bo jak wiemy, panie tworzyły świetny artystyczny duet. Mój ulubiony utwór to „Wielka woda”. I to właśnie dzięki dziennikarstwu mogłam przeprowadzić z Marylą Rodowicz wywiad. Rozmawiałyśmy nie tylko o tej piosence.

Mówisz „Wielka woda”, obstawiałem „Ludzkie gadanie”.

„Gdy diabeł dobranoc mówi do ciotki…” – też lubię, ale „Wielka woda” zdecydowanie wygrywa. Śpiewałam ją przez lata, przygrywając sobie na gitarze – amatorsko, na różnych scenach. Kiedyś nawet na Juwenaliach Politechniki Łódzkiej, na instrumencie pożyczonym od Olka Grotowskiego (śmiech). Myślę, że gitara ułatwiała mi pokonywanie nieśmiałości. Dzięki niej zdobywałam świat, poznawałam nowych ludzi, nawiązywałam relacje. Gitara wciąż mi towarzyszy – jest antidotum na całe zło. Kiedy jest mi źle, wyciągam ją z kąta, otwieram mocno sfatygowany zeszyt z tekstami piosenek i… na chwilę znikam.

Monika Czerska w radiowym studiu podczas rozmowy z Marylą Rodowicz
Monika Czerska w radiowym studiu podczas rozmowy z Marylą Rodowicz, fot. archiwum prywatne

Uciekasz w sferę marzeń. Masz jakieś pozaradiowe?

Chciałabym mieć więcej czasu dla siebie i bliskich. Rozmawiamy o muzyce, a ja wciąż nie mam przestrzeni, żeby jej słuchać – tak całą sobą, zanurzyć się w dźwiękach. Bardzo tęsknię też za książkami. Wstyd się przyznać, ale ostatnio czytam mało. Stosik na szafce nocnej wciąż rośnie. W podstawówce, liceum i na studiach czytałam wszystko, co wpadło mi w ręce – najwięcej w tramwajach i autobusach, w drodze do szkoły. Dziś już tak się nie da. Mam dużo obowiązków, wieczorem zasypiam z otwartą książką w rękach. Muszę koniecznie to zmienić.

Masz ulubioną książkę?

Chyba nie wyróżnię jednej. Wspomnę jednak dwa pierwsze ważne dla mnie tytuły. To szkolne lektury – „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnára i poruszająca historia Nemeczka, a trochę później „Lalka” Bolesława Prusa, która wciągnęła mnie jak dobry serial: miłość, tajemnice, upadki i nadzieja, że jutro może wydarzyć się coś, co odmieni życie. Znałam niektóre kwestie Izabeli i Wokulskiego na pamięć. Ostatnio lekturą, która zrobiła na mnie duże wrażenie i zostanie ze mną na długo, był „Dom Holendrów” Ann Patchett. Wzruszeń, łez i emocji nie brakowało. Jestem bardzo emocjonalna, mocno przeżywam losy bohaterów – także filmowych i teatralnych.

Emocje to twój naturalny język?

Po prostu tak mam – reaguję sercem. Łatwo się wzruszam. Pamiętam, jak po raz pierwszy poszłam z synem na mecz siatkarski do Atlas Areny – kiedy tłum kibiców zaczął śpiewać hymn Polski – rozpłakałam się. To poczucie jedności, siła płynąca od ludzi i wspólna energia, tak mnie poruszyły, że nie byłam w stanie wydobyć głosu. Bartek powtarzał: „Mamo, przestań!”. A to było silniejsze ode mnie.

W jaki sposób odpoczywasz?

Ustaliliśmy już, że czas wolny i odpoczynek to towary deficytowe (śmiech). Jeśli jednak już mam chwilę, uwielbiam spacery z moimi ukochanymi psami – owczarkiem niemieckim Leo i berneńczykiem Hugo. Kocham też żagle i wiatr w uszach, który daje mi poczucie wolności i dziecięcą frajdę. Na wodzie dodatkowo czuję spokój. Co jakiś czas wybieramy się z mężem i przyjaciółmi na rejsy – to dla mnie najlepszy sposób na naładowanie baterii.

Skoro kochasz wiatr, może warto spróbować skoczyć ze spadochronem albo polecieć na paralotni?

Wartoprzeczytać

Paweł Kwiatkowski w Piotrkowie Trybunalskim

Paweł Kwiatkowski przez 10 lat szedł… do Radia Łódź. „Marzenia naprawdę się spełniają” [ROZMOWA]

27 września 2026
Jakub Wielgus w archiwum Radia Łódź

Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA]

28 sierpnia 2026
Iwona Błaszczyk przy stole realizatorskim

Iwona Błaszczyk od 38 lat po drugiej stronie radia. „To więcej niż miejsce pracy” [ROZMOWA]

28 lipca 2026
Piotr Stańczyk

Piotr Stańczyk całe życie z muzyką i mikrofonem. „Radio jest kochanką, która nie wybacza absencji” [ROZMOWA]

29 czerwca 2026

Na to mnie nie namówisz (śmiech). Mogę się jednak pochwalić innym wyczynem. Podczas ostatniego urlopu zabawiłam się w alpinistkę – zeszłam w uprzęży po 30-metrowej skale. Bałam się okrutnie, ale gdy stanęłam na dole, byłam przeszczęśliwa. Unosiłam się kilka centymetrów nad ziemią. Podobną radość czułam, gdy po raz pierwszy w życiu przebiegłam prawie osiem kilometrów.

O bieganie i inne aktywności sportowe też chciałem zapytać. Skąd się wzięły w twoim życiu?

Z radia! (śmiech) Kilka lat temu dostałam propozycję prowadzenia dwugodzinnej audycji „Radioaktywni” – programu o aktywności fizycznej. Byłam wtedy ciut przy kości, mało się ruszałam, ale podjęłam rękawicę. Jednym z moich pierwszych gości był trener personalny Michał Płachciński. Po wywiadzie zaczepnie powiedział: „Pani redaktor, a może teorię przekuć w praktykę?” I tak się zaczęło. Powstał cykl „Kanapowiec idzie na siłownię”. Postanowiłam pokazać, że można – nawet mając parę kilogramów za dużo i zaczynając od zera. Ćwiczyłam trzy razy w tygodniu, zrzuciłam piętnaście kilogramów w osiem miesięcy. To była przygoda życia.

To brzmi jak historia o sile woli i pasji.

Ustaliliśmy już, że jestem ambitna. Nie było łatwo, ale widziałam efekty, sprawiało mi to radość – i tak narodziła się pasja. Poza tym dzięki programowi poznałam wspaniałych ludzi z pasją, a ja lubię się zachwycać światem i ludźmi. Tego nauczyła mnie moja mama. Nikt nie zachwycał się tak pięknie, jak ona.

Podejrzewam jednak, że początki „Kanapowca” nie były zachwycające.

Na początku byłam przerażona, że nie podołam, że nikt nie będzie chciał tego słuchać. A potem… wciągnęło mnie na dobre. Wokół audycji powstała prawdziwa rodzina „radioaktywnych”, a ja sama zaczęłam się zmieniać. Pamiętam pierwszy odcinek „Kanapowca” – polecam obejrzeć mój test harwardzki. Miałam ćwiczyć cztery minuty, wytrzymałam niecałe dwie. Prawie mnie reanimowali! (śmiech) Z czasem przekraczałam kolejne granice. Do dziś raz w tygodniu trenuję z Michałem Płachcińskim. Zaprzyjaźniliśmy się i nie wyobrażam sobie tygodnia bez treningu.

Tak narodziła się twoja miłość do sportu i biegania?

Z bieganiem to nie do końca miłość (śmiech). Mam jednak swój mały sukces – przebiegłam prawie osiem kilometrów po Lesie Łagiewnickim podczas Festiwalu Biegowego Szakala. Musiałam wystartować, bo zadeklarowałam to na antenie. Jeszcze kilka godzin przed startem byłam pewna, że się skompromituję. Marcin Mendelbaum z naszej radiowej sztafety powiedział: „Nie martw się, najwyżej zrezygnujesz”. No to pojechałam… i dałam radę! Tylko trzy niewielkie odcinki maszerowałam. Nie chciałam dyskutować z zegarkiem, który podpowiadał, że powinnam zwolnić – miałam tętno 170. Poza tym większych kryzysów na trasie nie było. Coś, co wydawało mi się nierealne, stało się faktem! Nadal nie wiem, jak mi się to udało, ale jestem z siebie naprawdę dumna.

Brzmi jak początek nowej pasji.

Nie będę biegać regularnie – to nie moja bajka. Choć muszę przyznać, że bieganie po lesie miało swój urok: spokój i piękną przyrodę. Nie wykluczam okazjonalnych startów. Skoro dałam radę przebiec prawie osiem kilometrów, to „piątka” nie będzie stanowić większego problemu (śmiech). Muszę uczciwie przyznać, że przed laty – w podstawówce i szkole średniej – byłam typem sportowca. Grałam w drużynie piłki ręcznej w SP nr 190 w Łodzi, podobno byłam całkiem dobrą bramkarką. Później dołączyłam do drużyny koszykarskiej w Klubie Sportowym „Tęcza”. Nawet pani od WF-u sugerowała mojej mamie, że powinnam pomyśleć o AWF. Jak wiadomo, wybrałam drogę artystyczną.

Monika Czerska (górny rząd; czwarta od lewej) w Klubie Sportowym „Tęcza”
Monika Czerska (górny rząd; czwarta od lewej) w Klubie Sportowym „Tęcza”, fot. archiwum prywatne

Czego mogę ci życzyć?

Przede wszystkim zdrowia oraz czasu dla siebie i bliskich. Może też czasami większego dystansu do świata. A Radiu Łódź – życzę, by miało coraz więcej słuchaczy i przyjaciół.

Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tagi: 13 listopadaludzie radiaMonika Czerska
Następny artykuł
Interpelacja radnych PIS do prezydent Zdanowskiej. Chodzi o brak środków w NFZ

Interpelacja radnych PIS do prezydent Zdanowskiej. Chodzi o brak środków w NFZ

Pływaczka Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk w Galerii Sław Łódzkiego Sportu. "Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie"

Pływaczka Aleksandra Urbańczyk-Olejarczyk w Galerii Sław Łódzkiego Sportu. "Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie" [ZDJĘCIA]

Radio Łódź

  • Zasięg i częstotliwości
  • Historia Radia Łódź
  • Kalendarium Radia Łódź
  • Polityka prywatności
  • BIP
  • Rada programowa
  • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
  • Kontakt

Do pobrania

  • Księga Znaku Radio Łódź
  • LOGO Radio Łódź [PDF]
  • Księga Znaku Radio Łódź Nad Wartą
  • LOGO Radio Łódź Nad Wartą [PDF]

Warto przeczytać

Agnieszka Pawlak i Agnieszka Juszczak-Sałacińska

Najpierw Teatr Miejski w Sieradzu, potem Jaracz. „Klub Wdów” rusza na scenę

7 października 2026
kochanowka

Problemy w szpitalu na Kochanówce w Łodzi. Placówka może stracić akredytację

7 października 2026

BIP

  • BIP Radio Łódź
  • Informacje ogólne o spółce
  • Struktura Radia Łódź
  • Władze spółki
  • Akcjonariusze
  • Organy opiniodawczo – doradcze
  • Udostępnianie informacji
  • Dokumenty
  • Środki publiczne
  • Ogłoszenia publiczne
  • Instrukcja obsługi BIP

© 2012-2024 Radio Łódź

Witaz ponownie!

Sign In with Facebook
Sign In with Google
Sign In with Linked In
OR

Zaloguj się poniżej do swojego konta

Zapomniane hasło?

Przypomnij hasło

Please enter your username or email address to reset your password.

Zaloguj

Dodaj nową listę

Brak wyników
Zobacz wszystkie wyniki
  • Ramówka
    • Poniedziałek
    • Wtorek
    • Środa
    • Czwartek
    • Piątek
    • Sobota
    • Niedziela
  • Audycje i podcasty
  • Konkursy
  • Akademia Młodego Radiowca
  • Patronat
  • Radio Łódź
    • Marketing Radia Łódź
    • Kampanie społeczne w Radiu Łódź
    • BIP
    • Rada programowa
    • Polityka prywatności
    • Kontakt

© 2012-2024 Radio Łódź

Ta strona korzysta z plików cookie. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. Odwiedź naszą Politykę prywatności.
{{playListTitle}}
  • {{ index + 1 }}
    {{ track.track_title }} {{ track.track_artist }} {{ track.album_title }} {{ track.length }}
artwork-hover Player Audio Artwork
{{list.tracks[currentTrack].track_title}}{{list.tracks[currentTrack].track_artist && typeof sonaar_music.option.show_artist_name != 'undefined' ? ' ' + sonaar_music.option.artist_separator + ' ' + list.tracks[currentTrack].track_artist:''}}
{{list.tracks[currentTrack].album_title}}
{{ list.tracks[currentTrack].album_title }}
Player Audio Artwork
{{list.tracks[currentTrack].track_title}}
{{list.tracks[currentTrack].track_artist }}
{{classes.speedRate}}X
Player Audio Artwork
{{list.tracks[currentTrack].track_title}}
{{list.tracks[currentTrack].track_artist }}
{{ cta['store-name'] }}
Przejdź do treści
Otwóz pasek narzędzi Dostępność

Dostępność

  • Zwiększ tekstZwiększ tekst
  • Zmniejsz tekstZmniejsz tekst
  • Czarno-białeCzarno-białe
  • Wysoki kontrastWysoki kontrast
  • NegatywNegatyw
  • Lekkie tłoLekkie tło
  • Podkreślone odsyłaczePodkreślone odsyłacze
  • Czytelny tekstCzytelny tekst
  • Reset Reset
spinner
spinner
ładuj więcej