Mariusz Janik: Czym jest dla ciebie radio?
Anna Groblińska: To pytanie ciężkiego kalibru, bo trudno to ująć. Radio jest kawałkiem mojego życia. Nie tylko miejscem relacji zawodowych, ale też prywatnych. To przyjaźnie i świat, w którym spędzam masę czasu.
Miejsce spotkań.
Właśnie tak! Radio jest dla mnie przestrzenią, która pozwala na kontakt z ludźmi. Być może w innych okolicznościach nie opowiedzieliby mi pewnych rzeczy, nie otworzyliby przede mną drzwi do domu czy pracowni. Można więc powiedzieć, że radio jest też kluczem do ludzi. I to właśnie najbardziej lubię w naszej pracy: nawiązywanie kontaktu. Więc radio jest także przywilejem.
A jest coś, za co radia nie lubisz?
Tak. Za dużą ilość pracy (śmiech).
A jednak wybrałaś radio.
Wygrało z telewizją.
Jak to?
Miałam epizod telewizyjny w Warszawie, kiedy startowała jedna z komercyjnych stacji. Występowałam w programie typu talk-show – byłam „dziewczyną dnia”, a dokładniej „dziewczyną środy”. Wprowadzałam gości, przedstawiałam prognozę pogody, później dostałam też własny felieton. To było ciekawe doświadczenie, ale krótkie. Ostatecznie wygrało radio – i tego się trzymajmy.
Pracowałaś także w szkole.
To była satysfakcjonująca praca, ale najkrócej mówiąc – nie umiałam uczniom stawiać dwój.
Wróćmy zatem do radia. Pracę przy Narutowicza 130 zaczęłaś w 1997 roku.
Formalnie. Wcześniej przez dwa lata, może nawet dłużej, przychodziłam do radia i z nim współpracowałam. Zanim zaczęłam regularną pracę, miałam też w audycji jednej z koleżanek swój felieton z wierszem. I to była chyba pierwsza rzecz, którą tu robiłam.
A pamiętasz swój oficjalny antenowy debiut?
Przede wszystkim pamiętam gulę w gardle. Czytałam wiadomości kulturalne. Cztery minuty, a ja przez cały ten czas przełykałam ślinę, chyba z piętnaście razy. Ludzie, którzy po raz pierwszy przychodzą do radia albo po prostu dostają do ręki mikrofon, często mówią: „Ale mam tremę”. To trzeba przejść.
Po latach pracy przed mikrofonem wciąż masz tremę?
Tak, ale to dobrze. I źle zarazem. Źle, bo to nie jest przyjemne. Dobrze, bo to znaczy, że nie wpadłam w rutynę. Wystarczy nowa sytuacja, nowy rodzaj zadania – i już ten głos potrafi zadrżeć. Po dwudziestu już chyba latach pracy czytałam wiadomości kulturalne w naszym studiu plenerowym przy OFF Piotrkowska. Potem zadzwoniła do mnie Iwonka Błaszczyk i zapytała: „Aniu, bardzo ładnie to przeczytałaś, ale dlaczego głos ci drżał?”.
Od początku w Radiu Łódź zajmowałaś się kulturą?
Trafiłam do kultury i form publicystycznych z nią związanych. Nie przechodziłam klasycznej radiowej drogi: od reporterskich zadań, przez informacje, serwisy, potem większe materiały. Mogę powiedzieć, że od razu wpadłam w kulturę (śmiech).
Wartoprzeczytać
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 2 Anna Groblińska w studiu Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/487505801_2871108883074347_8386655471193783953_n.jpg)
Po latach uważasz to za przywilej czy „wyrok”?
To było szczęście, ale i pewne ograniczenie, bo z czasem i tak trzeba objąć umysłem bardzo różne obszary. Czasem mówi się o dziennikarzach, że to „zorientowani dyletanci” – coś w tym jest. Trzeba wiedzieć trochę o tym, trochę o tamtym. Dużym komfortem byłoby zajmować się wyłącznie kulturą.
Która dziedzina kultury jest ci najbliższa?
Literatura i teatr. Nawet nie umiem ich do końca rozdzielić. Wyrosłam w bardzo teatralnym środowisku. Mój tato, Marian Glinkowski, powołał do życia albo współtworzył bardzo wiele wydarzeń teatralnych – w Łodzi i w Zgierzu: Konfrontacje Teatrów Młodzieżowych, „Słodkobłękity”, „Dziatwę”, ale przede wszystkim Łódzkie Spotkania Teatralne, które dziś mają już zupełnie inną postać.
Klasyka teatru alternatywnego.
Był wtedy niezwykle ważnym ruchem. Przyjeżdżały rozmaite zespoły, startowały tu grupy, które później zdobywały wielką sławę i odnosiły sukcesy. Przykładem jest Teatr Biuro Podróży Pawła Szkotaka, który zaczynał właśnie od wygranej na Łódzkich Spotkaniach Teatralnych. Przyglądałam się teatrowi i jego różnym obliczom. Zresztą pewnie jeszcze wcześniej, właśnie przez tatę, złapałam teatralnego bakcyla. To był także mój świat.
Powiedziałaś kiedyś, że opisujesz siebie książkami.
Był taki moment, kiedy na dawnej stronie internetowej Radia Łódź, w zakładce o ludziach radia, wisiały nasze krótkie charakterystyki. Każdy przygotowywał swój opis, a ja ułożyłam własny z tytułów książek. Rodzina – „Piotruś Pan” J.M. Barriego i „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren. Największa obawa – „Rozpacz z powodu utraty furmanki” Jerzego Pilcha. Ulubiona potrawa – „Przepiórki w płatkach róży” Laury Esquivel. Wiek – „Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk. To był naprawdę fajny zestaw.
Masz ukochaną książkę?
Nie, jednej nie mam. Jak wiele osób zachwycałam się kiedyś literaturą iberoamerykańską i realizmem magicznym, więc oczywiście pojawiało się „Sto lat samotności” Gabriela Garcii Marqueza. Później jednak ważnych książek było tak wiele, że nie umiem wskazać konkretnej. Gdyby jednak ktoś postawił mnie pod ścianą, powiedziałabym: „Bóg rzeczy małych” Arundhati Roy. Znakomita, wielowarstwowa powieść.
Istnieje literacki ideał?
Być może tak, ale ja nie szukam ideału. Szukam książki, która ze mną zostaje, do której wracam myślami, z którą jest mi ważnie – nawet jeśli nie zawsze wygodnie. Po prostu kibicuję książkom.
Według Małgorzaty Warzechy, z którą miałem przyjemność rozmawiać, jesteś „rozmiłowana w literaturze pięknej”.
To piękne słowa, ale wobec takich określeń pozostaję ostrożna. Dystansuje mnie egzaltacja, patos zostawiłabym na naprawdę najważniejsze momenty życia. Nie wiem więc, czy jestem rozmiłowana, ale na pewno lubię czytać, choć na pewno chciałabym więcej. Chciałabym też, żeby wyraźnie wybrzmiało jedno: nie uważam się za znawczynię literatury.
W jakiej roli się stawiasz?
Znacznie skromniejszej. W roli zapalonej czytelniczki (śmiech). To mniej zobowiązujące, ale i uczciwe.
Myślałaś kiedyś o napisaniu książki?
Nie. W domu mam człowieka pióra – mojego męża Piotra. Pisał wiersze, teraz tworzy opowiadania. Wiem, na czym polega dobre pisanie, ale to nie znaczy, że sama chciałabym zostać autorką. Umiem napisać porządnie, tak żeby tekst miał ręce i nogi. Ale gdybym miała napisać książkę, chciałabym, żeby była naprawdę dobra literacko.
Jesteś jednak pierwszą recenzentką twórczości swojego męża.
I to mnie cieszy, że Piotr raczej/chyba liczy się z moim zdaniem. Pokazuje mi teksty, czytam je i coś podpowiadam – bardziej korektorsko niż redaktorsko. Choć jest jeden tekst, o którym od dawna dyskutujemy. Chodzi o pointę jego najbardziej znanego wiersza: „Nasze życie jest obliczone na cztery psy”. Kończy się słowami: „nasze życie jest obliczone na cztery psy, jest oblizane”**. Uważam, że powinno brzmieć inaczej. On się jednak uparł – i koniec. Wiersz oczywiście polecam (śmiech).
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 3 Anna Groblińska](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/487486835_2871107706407798_4514551607840318756_n.jpg)
Myślałaś, co byś robiła, gdyby nie radio?
Być może zostałabym aktorką. To był mój pierwszy plan. Zdawałam do szkoły teatralnej w Łodzi, ale tylko raz, więc chyba nie byłam dostatecznie zdeterminowana. Później była polonistyka na Uniwersytecie Łódzkim. Specjalność nauczycielska – innej wtedy nie było.
Ustaliliśmy już, że praca nauczycielki nie była dla ciebie. Mogłaś jednak pomyśleć o karierze naukowej.
Profesor Jerzy Poradecki zachęcał mnie do doktoratu po mojej pracy magisterskiej. Ale to zupełnie nie mój temperament.
O czym pisałaś?
Tytuł pracy: „Powieści Stefana Themersona a postmodernizm”. Temat raczej eksperymentalny. Wtedy w Polsce był to jeszcze nurt słabo rozpoznany, nie było wielu lektur na ten temat, więc dużo trzeba było samemu wymyślać i interpretować. Trochę się tą pracą bawiłam. Teraz sobie uświadamiam, że to się łączyło z późniejszym układaniem siebie z tytułów książek.
Podasz jakiś przykład?
W jednym z rozdziałów bohater szedł w podniszczonych borgesach i czapce faulknerówce; mijał rzeźnię numer pięć. Jak widać krytyka postmodernistyczna sama bywa literaturą.
Wspominałaś, że nie masz tyle czasu na czytanie, ile byś chciała, a jednak prowadząc „Książkomanię”, musisz być blisko rynku wydawniczego. Jak odnajdujesz się wśród tak wielu premier i nowości?
Książek ukazuje się dziś tyle, że nikt nie jest w stanie ogarnąć całego rynku. Specyfika mojej pracy jest jednak inna: w Radiu Łódź mocno stawiamy na lokalność, więc najczęściej rozmawiam z twórcami związanymi z Łodzią i regionem. Ukazują się tu nie tylko powieści i kryminały, lecz także reportaże, eseje, książki historyczne i publikacje o samym mieście. To naprawdę bardzo bogaty obszar.
Podobnie jak twoje radiowe doświadczenie. Był w twojej karierze taki moment, kiedy pomyślałaś: „to jest przełom”?
Myślę, że tak, choć nie był to moment, który łatwo umieścić w czasie. To chwila, w której przestałam bać się prowadzić programy na żywo.
Wracamy do tremy.
Przez pierwsze lata naprawdę się tego bałam. Wydawało mi się, że słuchacze są nieobliczalni, ktoś zadzwoni i zacznie przeklinać na antenie, wydarzy się wpadka, a ja tego psychicznie nie udźwignę. Ale powoli rosła moja wiara w siebie. Nigdy nie należałam do osób, które wchodzą z drzwiami i mówią: „Proszę, oto jestem”. Ale z czasem przyszły doświadczenie i pewność. Kiedy dostałam programy na żywo, już się ich nie bałam.
Była taka rozmowa, po której miałaś poczucie: „dla takich momentów warto to robić”?
Było wiele takich momentów. Bardzo miło wspominam rozmowę z Gustawem Holoubkiem o jego książce „Wspomnienia z niepamięci”. Była to rozmowa nie tylko o literaturze, ale i o życiu. Gustaw Holoubek powiedział mi wtedy, że Tadeusz Konwicki uważał go bardziej za pisarza niż aktora. I faktycznie, jego książka jest inna niż wiele aktorskich wspomnień – bardziej literacka i skupiona na tym, co autora ukształtowało, nie na karierze.
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 4 Anna Groblińska w studiu RŁ](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/Anna-Groblinska-fot.-Konrad-Ciezki-17-04-2026.jpg)
A taka, którą chciałabyś wymazać z pamięci?
Mam nadzieję, że w Radiu Łódź nie został po tej rozmowie żaden ślad. Nie znoszę sytuacji, w których dziennikarz staje się tylko stojakiem do mikrofonu, bo zawsze odrabiam lekcje i przygotowuję się do rozmów. A wtedy musiałam nagle, w zastępstwie, jechać do Teatru Nowego na spotkanie z Olafem Lubaszenką, który reżyserował tam spektakl i w nim grał. Było późno, spieszyłam się, liczyłam jeszcze, że może coś doczytam w telefonie na czerwonym świetle, ale oczywiście żadnego czerwonego nie było (śmiech).
Jak pech, to pech.
Na miejscu okazało się, że zamiast spokojnego wprowadzenia od razu są pytania. Inni dziennikarze milczeli, więc musiałam zacząć. Poprosiłam Olafa Lubaszenkę, żeby opowiedział o swojej postaci. Mówił tajemniczo, ale właściwie nic z tego nie wynikało. Potem się okazało, że grał szatana. Próbowałam ratować sytuację, dopytywać, coś z tego wydobyć, ale czułam coraz wyraźniej, że jestem kompletnie nieprzygotowana. Mój rozmówca też to zauważył.
Nowa sytuacja – w Radiu Łódź jesteś chwalona za przygotowanie.
Tym razem byłam dosłownie stojakiem do mikrofonu. Zaczęłam pytać aktorów po kolei, kogo grają, i jakoś udało się to posklejać. Niesmak jednak został. Wystarczyło wejść tam piętnaście minut później i najpierw doczytać, o co chodzi.
Jesteś perfekcjonistką?
Kilka osób w pracy tak uważa, ja niekoniecznie. Trochę leniuchuję, oglądam seriale i wiecznie mam niedosprzątane w domu. Czy perfekcjonistka miałaby taki bałagan w pokoju radiowym? Owszem, jest tam mnóstwo książek, więc wszyscy mówią: artystyczny bałagan. Ale umówmy się – to po prostu bałagan (śmiech).
Masz radiowe marzenie?
Chciałabym czytać więcej książek na antenie. Naprawdę to uwielbiam. Obok rozmów z ludźmi czytanie literatury na głos daje mi w radiu ogromną satysfakcję.
Wolisz prozę czy wiersze?
Uwielbiam nagrywać prozę tak, by naprawdę przykuła uwagę słuchaczy. Nie mogę potem sama siebie słuchać, ale samo nagrywanie sprawia mi ogromną przyjemność. Lubię też świadomość, że mogę pokazać, co naprawdę jest w tekście. Poezję natomiast lubię nie tylko czytać, ale i omawiać, zgłębiać. Współczesna poezja nie zawsze poddaje się prostemu pytaniu o to, „co poeta miał na myśli”. Często działa bardziej przez intuicję, przez zestawienie słów, ich rytm i napięcie.
Masz swój ulubiony wiersz?
Poza wspomnianym już „Nasze życie jest obliczone na cztery psy” mojego męża (śmiech), uwielbiam również „Nawet nie tchnienie wiatru” Charlesa Reznikoffa. To wiersz, który cały czas jest ze mną:
„Nawet nie tchnienie wiatru
daje znak opadaniu liści.
Małe cele giną
w wielkich projektach.
Szczęśliwy człowiek,
gdzie uchodźcy to tylko liście i ptaki”.*
W tych kilku wersach mówi ogromnie dużo. Jest w nim przyroda i świat człowieka. Jest wielki mechanizm natury, ale są też ludzkie „wielkie projekty” – wojny, totalitaryzmy, przemoc. I jest ta ostatnia fraza, która trafia prosto w serce. To właśnie poezja: kilka słów, a zawiera się w nich bardzo wiele.
Trzeba będzie zaapelować do szefów Radia Łódź, żebyś otrzymywała więcej okazji czytania na antenie.
Pozwolę sobie podkreślić, że się na to wcześniej nie umawialiśmy. Kilka razy czytałam literaturę na antenie, nawet opowiadania mojego Piotrka. To był bardzo dobry radiowy pomysł i usłyszałam o tej produkcji wiele ciepłych słów.
Nagraliście nawet wspólną rolkę zapowiadającą, gdzie odpowiadaliście na pytanie – kiedy żona czyta teksty męża.
W trzech przypadkach: kiedy mąż napisze w SMS, że zapomniał kupić ziemniaki, kiedy zostawi jej słodką kartkę z okazji walentynek albo, kiedy napisze opowiadania.
À propos SMS-ów, mąż już zdecydował się na telefon komórkowy?
Został zmuszony przez pracodawcę.
Myślałem, że przez żonę.
Piotr długo traktował brak komórki jako swoje „szlachetne dziwactwo”, ale w dzisiejszych czasach już się tak nie da. Bardzo się cieszę, że pracodawca go do tego przymusił, choć on sam wciąż traktuje telefon trochę jak stacjonarny. My wszyscy raczej wszędzie nosimy telefony ze sobą, a kiedy idziemy do teatru, Piotrek zostawia swój w domu. Ja z kolei używam telefonu głównie jako narzędzia pracy i nie lubię przez niego długo rozmawiać.
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 5 Anna Groblińska z mężem Piotrem](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/anna-groblinska-piotr-groblinski.jpg)
Jak określiłabyś siebie zawodowo: dziennikarka, publicystka, lektorka?
Dziennikarka. „Publicystka” brzmi dla mnie zbyt poważnie, niemal jak „pani redaktor” – a ludzie i tak bardzo często tak do mnie mówią. „Lektorka” z kolei to za mało. Najbliżej mi do słowa: dziennikarka.
Jest coś, czego żałujesz w swojej karierze radiowca?
Czasem myślę, że brakowało mi siły przebicia. Ludzie odbierają mnie jako osobę silną, ale prawda jest taka, że byłam i jestem mało przebojowa. Byłoby łatwiej w różnych trudnych momentach zawodowych, gdybym miała więcej takiego: „Przecież to ja!”. Ale taki mam charakter. I trudno to było zmienić.
Myślałaś kiedyś o odejściu z radia?
Oczywiście i to kilka razy. Kiedy czułam się potraktowana niesprawiedliwie, niedoceniona, skrzywdzona. Myślałam wtedy: dość, tyle daję temu radiu, a ono ma mnie w nosie. Ta praca ma w sobie jednak wiele fascynujących aspektów. Choć jest też ciężka i wymaga ogromnego wysiłku, na końcu daje prawdziwą satysfakcję. Dlatego też nigdy ostatecznie nie zdecydowałam się odejść.
Jesteś pracoholiczką?
Nie. Kiedy wychodzę z radia, zostawiam je za sobą. Oczywiście zdarza mi się siedzieć w pracy dłużej, ale to wynika z mojego trybu działania. Nie umiem pracować taśmowo. Muszę robić pauzy, coś przeczytać, coś obejrzeć, na chwilę odetchnąć.
Co lubisz robić po pracy?
Czytam książki i oglądam filmy. Chodzę też do teatru, choć już bez założenia, że na pewno przeżyję coś wielkiego. Raczej z ciekawością: co mnie spotka? Wciąż bardzo kibicuję teatrowi, ale nie jestem aż tak bezkrytyczna, jak część premierowej publiczności, która potrafi wstać niemal zawsze, jeśli tylko spektakl był „w miarę”.
Był ostatnio taki spektakl, który naprawdę cię poruszył albo został z tobą na dłużej?
„Prowadź swój pług przez kości umarłych” w Teatrze im. Stefana Jaracza. To przedstawienie z tezą, bo i książka Olgi Tokarczuk taką tezę niesie, ale sama robota teatralna jest tam znakomita. Wszystko zagrało: aktorstwo, scenografia, projekcje, muzyczność, rytm scen.
Wyjeżdżasz czasem specjalnie na spektakle poza Łódź?
Raczej nie. Jeśli już jestem gdzieś i mogę coś zobaczyć – wtedy tak. Chętnie natomiast wybrałam się kilka razy na wyjazdy organizowane w ramach Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Jest w tym też coś bardzo miłego wspólnotowo: jedzie się razem autokarem, trochę jak kiedyś na zakładowe wycieczki.
A czego szukasz w kinie jako widzka?
Nie mam jednego ukochanego gatunku. Lubię po prostu dobre filmy. „Wszystkie poranki świata”, jeden z najlepszych, jakie widziałam. Ale podoba mi się też serial „Biały Lotos” – przewrotny, zaskakujący, formalnie świetny. Podobnie jak w literaturze: lubię różnorodność.
A muzycznie – co najbardziej do ciebie trafia?
Bardzo lubię muzykę, którą obecnie gra Radio Łódź. I wcale nie mówię tego po to, żeby podlizać się Bartkowi Florczakowi. Podoba mi się to, że wychodzi poza oczywistości i idzie raczej w stronę poszukiwań.
Jakie brzmienia cię ukształtowały?
Wyrosłam na tym, na czym dorastało wtedy w Polsce mnóstwo ludzi: Kult, Siekiera, Lech Janerka, a później Klaus Mitffoch. Śmiejemy się z mężem, wspominając dawne czasy, że puszczaliśmy naszemu starszemu dziecku na dobranoc „Śpij aniele mój” (śmiech). Dodam, że Fakt, puszczaliśmy, ale nie na dobranoc. Podobnie jak klasykę rocka – The Doors czy Pink Floyd.
Same mocne brzmienia.
Chodziłam też na koncerty. Byłam w Łodzi na Republice, grupie Maanam. Obecnie wciąż słucham takiej muzyki, ale też nie zamykam się w konkretnym gatunku. Na mojej playliście jest klasyka, ale i muzyka współczesna czy alternatywna.
Porozmawiajmy chwilę o Łodzi. Jesteś lokalną patriotką?
Tak. Tu żyję i pracuję. Bardzo lubię moje osiedle i sąsiedzkie relacje. Lubię też dobrze mówić o swoim mieście.
A gdy inni mówią źle?
Łodzianom wybaczam i daję prawo do narzekania. Wiem, że Łódź bywa trudna i że ludzie z pasją nie zawsze znajdują tu wsparcie. Ale kiedy źle mówią o niej ludzie spoza miasta, to już mnie oczywiście oburza. Jestem z Łodzią bardzo związana. Park Julianowski to park mojego dzieciństwa. Wspieram lokalnych twórców i naprawdę im kibicuję.
Wspomniałaś o swoim osiedlu i sąsiadach. Wspólnie organizujecie nawet „Dziady”.
Tak, i to było coś wspaniałego. Chyba byliśmy jedynym osiedlem, na którym tego samego dnia odbył się dziecięcy pochód halloweenowy i „Dziady” Adama Mickiewicza dla dorosłych w opracowaniu Piotrka. I to wcale nie było konkurencyjne, raczej wspólnotowe. Sąsiedzi się zaangażowali: ktoś przyniósł świece, ktoś pomyślał o nagłośnieniu. Napisałam pieśń dziadowską, rozdawaliśmy ludziom teksty, żeby mogli zawodzić razem z nami. I naprawdę zawodzili.
Można powiedzieć, że występ w „Dziadach” był dla ciebie spełnieniem marzeń o aktorstwie.
Zagrałam tam rolę życia (śmiech). Miałam czarny welon, w ręku ludową rzeźbę z Rózią i Józiem. Byłam przy tych dzieciach i zarazem matką w żałobie. Nasłuchiwałam, co mówią, i mówiłam ich głosem. Sam przyznaj: zadanie aktorskie było poważne. A ja poradziłam sobie.
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 6 Anna Groblińska i osiedlowe "Dziady"](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/644898633_34157135143933418_2793814182773461110_n.jpg)
Aktorska satysfakcja.
Ogromna! W całych dziadach mówiłam „Dziady” dłużej, bo byliśmy także chórem, ale moja scena to może minuta, może półtorej. Ale to była moja minuta życia.
W swojej filmografii masz jeszcze kilka innych tytułów.
Pierwszy raz zagrałam w filmie w 1999 roku – w „4 w 1”. Choć zagrałam to duże słowo. Miałam epizod dziennikarki radia z Gdańska. O matko, jak dawno to było. Zdjęcia powstawały także u nas, w Radiu Łódź. Pamiętam, że grali tam Lech Dyblik i Wenanty Nosul, który także reżyserował film. Szczegóły już mi się zatarły, ale sam epizod pamiętam.
Później były epizody w etiudach twojego syna – Jana.
Pojawiałam się w nich z przyjemnością. Pamiętam, że przy jednym z jego projektów wykonywałam różne zadania głosowe – byłam i lektorką z radia, i głosem GPS.
Macie w domu prawdziwie artystyczną rodzinę.
Można tak powiedzieć. Córka Olga jest historyczką sztuki, a Jasiek pracuje głównie jako operator filmowy, czyli i artysta i rzemieślnik, czasem szwenkuje, czasem reżyseruje. Kręcił seriale, spektakle tv, fabuły, ale też dokument o Robercie Lewandowskim oraz krótsze materiały, w których zawodnik Barcelony motywował młodych ludzi do uprawiania sportu.
Ale nikt nie poszedł dokładnie twoją drogą.
Nigdy ich do tego nie namawiałam. Rodzice częściej ostrzegają przed własnym zawodem, niż do niego zachęcają. Jak już mówiłam, radio to piękna praca, ale bardzo wymagająca i zabierająca dużo czasu. A ja zawsze chciałam być obecna także w życiu rodzinnym. Choć kto wie – może któryś wnuczek pójdzie w ślady babci.
Wróćmy do ciebie. Co jeszcze poza książkami i filmami pozwala ci odpocząć?
Lubię niespieszne spacery, przede wszystkim po mojej okolicy, po osiedlu, po Zielonej Ostoi i Arturówku. Lubię też swój mały ogródek. Nie jestem zapaloną ogrodniczką, sąsiedzi mają piękniejsze ogrody. Sąsiadka Gosia zawsze mnie wpędza w kompleksy, bo ona ma tak wszystko zadbane, każde drzewko przycięte. Ale bardzo lubię coś posadzić, doglądać, patrzeć, jak rośnie. Mamy mały drewniany tarasik i ogromną przyjemność sprawia mi siedzenie tam z książką i kawą. W pięknych okolicznościach przyrody.
Lubisz podróżować?
Bardzo, choć często jestem kierowcą, bo mój mąż jest bardziej rowerowy niż samochodowy. Najbardziej lubię podróże, w których można gdzieś pojechać razem i po prostu pobyć. Nie interesują mnie wycieczki z biura podróży i bieganie za przewodnikiem. Wolę sama poczytać o miejscu, posiedzieć na rynku, popatrzeć na miasto i je poczuć.
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 7 Anna Groblińska w Belgii](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/20160925_142454-e1776323217573.jpg)
Niespiesznie jak wspomniane spacery po okolicy.
Lubię stanąć przy katedrze w Kolonii i pomyśleć, że dożyłam czasów, w których mogę swobodnie podróżować po świecie. Sama możliwość podróżowania jest dla mnie przyjemnością. Mogę pojechać gdzieś i zamieszkać w hotelu stylizowanym na XIX wiek, trochę jak z horroru, z murem pruskim i windą ze wskaźnikiem pięter jak pół zegara. Albo w dawnej wieży ciśnień, bo Piotrek zawsze wyszukuje takie miejsca. A mnie w tych naszych wyjazdach fascynuje jeszcze jedno.
Co takiego?
Że mogę coś zobaczyć naprawdę, a nie tylko przeczytać o tym w Internecie. Obejrzeć duńskie cmentarze, które wyglądają jak małe ogródki. Przekonać się, że Duńczycy rzeczywiście nie zasłaniają okien. Zobaczyć dwie starówki w Tallinnie i zrozumieć, skąd się wzięły. Pojechać do Nymburka, bo właśnie tam jest browar z „Postrzyżyn” Bohumila Hrabala. Mógłbyś zapytać: kto jeździ do Nymburka? Właśnie my (śmiech).
Podróżowanie śladami kultury.
Może dlatego, że jestem starsza, czuję to jeszcze mocniej: mogę się rozkoszować tym, że siedzę gdzieś w Toskanii, na rynku w San Gimignano, mieście stu wież, piję kawę i patrzę na miejsce, które znam z „Herbatki z Mussolinim”. Dotykam świata, który znałam tylko z filmu.
Masz marzenie niezwiązane z radiem?
Chciałabym nauczyć się naprawdę odpoczywać. Położyć się na leżaku i nie wstawać po pięciu minutach, bo trzeba nastawić pranie albo coś sprawdzić. Umieć pobyć chwilę sama ze sobą, bez natłoku myśli. Mam w sobie lęk radiowca: że o czymś zapomniałam, czegoś nie zrobiłam, że zaraz zadzwoni telefon i okaże się, że coś przeoczyłam. Zanim spojrzę, kto dzwoni, już myślę: radio.
Co powiedziałabyś samej sobie sprzed lat?
Dziewczyno, jesteś świetna. Masz wierzyć w siebie.
Czego można ci życzyć?
Zdrowia w rodzinie. I dużo dobrego feedbacku. To mnie naprawdę napędza. Takie osoby jak ja potrzebują dobrego odzewu. Kiedy słyszę od słuchacza albo rozmówcy, że coś było ważne, od razu mam zapał do pracy.
Wszystkie wywiady z cyklu „Ludzie radia” dostępne są TUTAJ
* Charles Reznikoff, „Nawet nie tchnienie wiatru”, Literatura na świecie nr 12/1982 (137)
** Piotr Grobliński, „Nasze życie jest obliczone na cztery psy”, Karma dla psów, dostęp: 16 kwietnia 2026 r., https://charty.pl/index.php/2018/11/22/psy-piotra-groblinskiego/
CZYTAJ TAKŻE: Radiość na 95-lecie, czyli Radio Łódź w Bibliotece przy Gdańskiej
BIP
![Anna Groblińska pracuje w Radiu Łódź od blisko 30 lat. „Wciąż miewam tremę - i dobrze” [ROZMOWA] 1 Anna Groblińska interesuje się kulturą. W szczególności teatrem i literaturą](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/Anna-Groblinska-fot.-Sebastian-Szwajkowski-15-04-2026-1140x815.jpg)
![Jakub Wielgus całe życie w Radiu Łódź. „Bez ludzi byłoby tylko budynkiem pełnym sprzętu” [ROZMOWA] 8 Jakub Wielgus w archiwum Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/08/Kuba-Wielgus-fot.-Konrad-Ciezki-9-120x86.jpg)
![Iwona Błaszczyk od 38 lat po drugiej stronie radia. „To więcej niż miejsce pracy” [ROZMOWA] 9 Iwona Błaszczyk przy stole realizatorskim](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/07/H2A7575-kopia-120x86.jpg)
![Piotr Stańczyk całe życie z muzyką i mikrofonem. „Radio jest kochanką, która nie wybacza absencji” [ROZMOWA] 10 Piotr Stańczyk](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/06/H2A0176-120x86.jpg)
![Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź. „Muzyka porusza we mnie najczulsze struny” [ROZMOWA] 11 Patrycja Pawłowicz - artystyczna dusza Radia Łódź](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/05/Patrycja-Pawlowicz-fot.-Konrad-Ciezki-3-120x86.jpg)
![Agata i film. „Pianista” wrócił do kin [PODCAST] 12 Agata i film. „Pianista” wrócił do kin [PODCAST]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/672352905_1586441119594860_6205499544974530154_n-75x75.jpg)
![Wypadek w Klonowej pod Sieradzem. Dwie osoby ranne po zderzeniu z ciągnikiem [ZDJĘCIA] 13 Wypadek w Klonowej pod Sieradzem. Dwie osoby ranne po zderzeniu z ciągnikiem](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/04/iatka-3-75x75.jpg)
![Porozmawiajmy o sporcie. Wysoka cena sukcesu [PODCAST] 14 Porozmawiajmy o sporcie. Wysoka cena sukcesu](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/20260915_205948-scaled-120x86.jpg)
![Historie nieodległe. "Ukrywaj się w promieniach". Obóz dla dzieci polskich w książce i ilustracjach [PODCAST] 15 Historie nieodległe. „Ukrywaj się w promieniach”. Obóz dla dzieci polskich w książce i ilustracjach [PODCAST]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/image00018-scaled-120x86.jpeg)
