Pracownik Fali po dramacie z 7-latkiem
Według pracownika Aquparku Fala dało się uniknąć dramatu – siedmiolatek wciąż walczy o życie w Szpitalu Matki Polki. W Łodzi podczas wakacyjnej szkoły pływania na Fali chłopiec najpierw tonął przez trzy minuty, a później utonął na sześć minut. Z wody wyciągnął go przypadkowy 78-latek – 7-latka przewieziono do Instytutu Matki Polki, stan dziecka jest krytyczny. Błędy mogą się zdarzać, ale nie takie – mówi w rozmowie z Radiem Łódź osoba pracująca w aquaparku chcąca zachować anonimowość.
ZOBACZ TEŻ: Wyciągnął nieprzytomnego siedmiolatka z dna basenu. 78-latek wspomina dramatyczne chwile
Gdyby to był jakiś wolny dzień 2-3 tysiące klientów na obiekcie, gdyby to nie był basen sportowy, tylko jakiś tam zabawowy-rekreacyjny i w ogóle byłby chaos, bo w takich sytuacjach łatwo czegoś nie dostrzec, gdyby to trwało 10, 20, 30 sekund, ale nie taki czas.
Według wstępnych ustaleń śledczych dzieci podczas zajęć grupowych były pod opieką instruktora, koordynatorki i praktykantki, a dwóch ratowników mogło zobaczyć, że dzieje się coś złego.
– Z tych dwóch stanowisk ratowniczych, które były wtedy obsadzone, dało się to zauważyć przez te 180 sekund?
– Moim zdaniem tak. Stanowisko było powiedzmy 20-kilka metrów od tego miejsca, więc trochę daleko, ale nie miało żadnych przeszkód takich terenowych, nic tam, jakby nie zasłaniało poza innymi ludźmi. A drugiego miejsca bezpośrednio ta osoba nie widzi, ale jest tam lustro, które idealnie wskazuje na to miejsce – mówi osoba pracująca na Fali w rozmowie z naszym reporterem Michałem Dąbrowskim.
Dzieci były pod opieką trzech osób, a według służb dwóch ratowników mogło widzieć miejsce, w którym siedmiolatek tonął. Nie ma żadnego usprawiedliwienia – mówi nam pracownik Fali.
Jedyne co może przemawiać, to to, że była 09:30 poniedziałek rano, pogoda trochę słaba, taki spokojny, luźny dzień plus dzień wcześniej był Łódź Summer Festival i też byli nowi ratownicy, świeżo zatrudnieni. (…) Starsi ratownicy wiedzą, że tam faktycznie jest problem z widocznością trochę. Część starszych ratowników zamiast siedzieć na wieżach, woli chodzić i patrolować te swoje strefy.
Dodaje, że praca ratownika wcale nie jest łatwa, ale jest bardzo odpowiedzialna.
Gorąco, duszno, głośno jesteśmy przebodźcowani bardzo, ale musimy sobie z tym jakoś poradzić, a jeżeli czujemy, że to nie jest dla nas, to zmienić pracę.
Osoba pracująca na Fali ma też apel do rodziców – nawet pięć sekund nieuwagi może się źle skończyć.
Potrafimy 10-15 minut szukać tego dziecka, pomagać rodzicom, albo znajdujemy same płaczące dziecko i szukamy tych rodziców, bo rodzic pójdzie sobie z drugim dzieckiem do toalety, pierwsze zostawi albo powie, “zostań tu chwilę, ja idę na zjeżdżalnię”, nie biorąc pod uwagę tego, że są kolejki, więc dziecko 20 minut jest bez opieki.
Siedmiolatka z wody wyciągnął przypadkowy przechodzień – to 78-letni pan Mieczysław.
Prokuratura przeprowadzi eksperyment procesowy – w łódzkim aquaparku, w miejscu zdarzenia zostanie zanurzony fantom, a policjanci sprawdzą czy teren ten jest widoczny ze stanowiska ratownika.
Dramat na Fali. Dziecko było blisko sześć minut pod wodą
Do wypadku doszło 27 lipca podczas zajęć wakacyjnej szkoły pływania. Grupą opiekowali się instruktor, praktykantka i koordynatorka, a co najmniej dwóch ratowników miało widzieć miejsce wypadku.
Według ustaleń śledczych, chłopiec przez około trzy minuty próbował utrzymać się na powierzchni, a następnie przez blisko sześć minut pozostawał całkowicie pod wodą.
Reanimacja trwała około pół godziny. Siedmiolatek w stanie skrajnie ciężkim trafił do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Stan zdrowia chłopca nie poprawił się.
BIP


![Ogród Botaniczny w Łodzi zamienił się w plan filmowy. Debiutant kręci „Szarlatana” [ZDJĘCIA] 3 Ogród Botaniczny w Łodzi zamienił się w plan filmowy. Debiutant kręci „Szarlatana”](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/09/Plan-zdjeciowy-filmu-Szarlatan-fot-Sebastian-Szwajkowski_5-120x86.jpg)





