Zgierz: kotka zmarła z zimna
Mieszkańcy Zgierza znaleźli kotkę, która potrzebowała pomocy. Spotkali się jednak z obojętnością miejskich urzędników. Sprawę relacjonuje na swoim profilu w mediach społecznościowych Fundacja Medor.
Zgłoszenie zostało przekazane do Straży Miejskiej w Zgierzu, jednak funkcjonariusze odmówili podjęcia interwencji, argumentując, że jest to „kot wolno żyjący”. Zgłoszenie zostało również przekazane do schroniska, z którym Miasto Zgierz posiada podpisaną umowę, jednak placówka również odmówiła przyjęcia zwierzęcia – czytamy.
Pomimo pomocy, której kotce udzieliła fundacja, zwierzę zmarło.
Mieszkańcy zaskoczeni
Niektórym mieszkańcom Zgierza trudno uwierzyć w takie zachowanie służb.
Kiedyś na balkon spadł nam mały ptak. Na miejsce przyjechała straż miejska i go zabrała – opowiada jedna z mieszkanek.
Jeżeli nie bawiliby się w szukanie pomocy przez instytucje, wydaje mi się, że kotka udałoby się odratować – komentuje inny ze zgierzan.
Trudno powiedzieć, kto zawinił. Uważam, że służby zadbać o to zwierzę – ocenia kolejna z mieszkanek.
Daria Ledzion, technik weterynarii w Fundacji Medor, która osobiście zajmowała się kotką, poinformowała, że sprawa została zgłoszona do urzędu miasta. Straż Miejska w Zgierzu informuje, że nie odnotowała żadnego zgłoszenia w tej sprawie.
BIP





![Woda nie tylko święcona. Świadkowie Jehowy dopuszczają transfuzję krwi. Decyzja przemodlona czy wymuszona pozwami? [PODCAST] 6 Woda nie tylko święcona. Świadkowie Jehowy dopuszczają transfuzję krwi. Decyzja przemodlona czy wymuszona pozwami? [PODCAST]](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/10/patient-getting-blood-transfusion-hospital-clinic-scaled-120x86.jpg)
![Dbaj o zdrowie. Mental Bus - mobilny gabinet terapeutyczny [PODCAST] 7 Mental Bus - mobilny gabinet terapeutyczny](https://radiolodz.pl/wp-content/uploads/2026/10/1000019436-120x86.jpg)



Komentowane 2
W Dalikowie ponad 30 porzuconych kotów zostało kompletnie zignorowanych przez instytucje, które powinny reagować.
Policja, schroniska, straż miejska, gmina – każdy odsyła dalej, każdy szuka wymówki.
Gmina? Najpierw tłumaczenia, że „prawnik będzie dopiero za 4 dni”, potem kolejne wymyślone historie. Wczoraj obietnica, że sprawa pójdzie do DIOS, chociaż – według dostępnych informacji – DIOS w ogóle nie działa.
Do tego dochodzą fundacje:
– jedna opiernicza ludzi, że dzwonią, bo „ona pracuje do 17”,
– druga mówi, że „ma swoje koty” i w sumie nie wie, gdzie to zgłosić i co zrobić.
A teraz „najlepsze”:
Pan Łukasz z gminy Dalików, który odpowiada za sprawy porzuconych zwierząt, ani razu nie oddzwonił, mimo kilku telefonów dziennie.
Najpierw – kiedy nie wiedzą, z kim rozmawiają – słyszymy, że „kolega zajęty, ma dwie rozmowy naraz”, dosłownie.
Ale kiedy już wiedzą, o jaki temat chodzi, nagle kolega jest „na zewnątrz, chyba na interwencji, nie wiadomo” i zawsze to samo: „proszę poczekać 20 minut”.
Te 20 minut trwa już dni.
To jest absurd goniący absurd.
A w tym czasie koty siedzą w warunkach urągających czemukolwiek:
we własnych odchodach, chore lub prawdopodobnie chore, nie wiadomo, czy widzą, jedzą, cierpią.
Nikogo to nie obchodzi.
Nikt nie czuje się odpowiedzialny.
Ludzie… naprawdę, kto, jeśli nie aparat państwa, gmina, instytucje publiczne, ma się zajmować takimi sytuacjami?
Po co są przepisy o ochronie zwierząt, skoro urzędnicy potrafią tylko przeciągać, zbywać i udawać, że problemu nie ma?
Gdzie to zgłaszać? Komu? Co jeszcze można zrobić, skoro instytucje odwracają wzrok, a zwierzęta cierpią tu i teraz?
POMOCY !
… tu służby są zadbane, sytewieć po co miałyby dbać o społeczeństwo a tym bardziej o zwierzęta?