Łódzkie murale w Radiowym Kalejdoskopie Kultury
Czy murale są w Łodzi potrzebne? Może jest ich już za dużo? I dlaczego w tym roku dwie instytucje są odpowiedzialne za powstanie wielkoformatowych obrazów? O tym rozmawialiśmy podczas kolejnej debaty z cyklu "Radiowy Kalejdoskop Kultury".
Punktem wyjścia do dyskusji był artykuł Aleksandry Talagi-Nowackiej pt. "Co z muralami?", który ukazał się w Kalejdoskopie. Czytamy w nim między innymi, że to, że murale w ogóle powstają, może być różnie odbierane – jedni uważają, że to zaśmiecanie miasta, inni, że jego upiększanie.
Taką tezę potwierdziła dr Agnieszka Gralińska-Toborek z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego, jedna z autorek publikacji "Doświadczenie sztuki w przestrzeni miejskiej". - Większość osób, szczególnie starszych, było zadowolonych z murali, 93% osób opowiedziało się za tym, że murale zdobią miasto. Pojawiły się też głosy krytyczne. Niektórzy mówili, że to po prostu nie jest sztuka - tłumaczyła.
Badania, które stały się podstawą publikacji, były przeprowadzone w latach 2011-2013. Dziś murali jest o wiele więcej, ale opinie łodzian, jak mogliśmy przekonać się na naszej antenie, pozostały praktycznie takie same.
Zmiany zaszły jednak w kwestiach organizacyjnych. Do tej pory za murale w Łodzi odpowiadała głównie Fundacja Urban Forms zarządzana przez Teresę Latuszewską-Syrdę. Od tego roku za powstanie kolejnych murali odpowiada też, powołane w maju, Łódzkie Centrum Wydarzeń, do którego przeniósł się, dotychczas związany z fundacją, Michał Bieżyński.
Początkowo mieli ze sobą współpracować. Doszło jednak tylko do jednej, wspólnej konferencji.
Dziś obie strony nie chcą mówić o konflikcie, jednak na antenie Radia Łódź okazało się, że pewne kwestie rozwiązane nie są. Jakie? Posłuchaj zapisu całej debaty.
Ale jak pan wyczytał z książki, także Teresa Latuszewska-Syrda z Fundacji Urban Forms uznała, że czas na zmianę. Bo to jest proste pytanie: ile ścian dużego formatu można zrobić? Trzydzieści? Czterdzieści? Pięćdziesiąt? Jeśli nie przyświeca temu jakaś głębsza idea, inna niż estetyzacja miasta, to zaczyna to być nudne.
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/8963866,murale-w-pulapce-swojego-sukcesu-kto-odwazy-sie-leczyc-muraloze-rozmowa,id,t.html
"Zjedzenie przez murale"
Street art funkcjonował przez długi czas w publicznej debacie jako zjawisko czysto estetyczne, fajne i w tej fajności naskórkowe. Głosy krytyczne, takie jak książka Frąckiewicza, słychać dopiero od niedawna
http://www.dwutygodnik.com/artykul/6062-zjedzeni-przez-murale.html