Dramat w Łęczycy. Sąd od lat wiedział o problemach [ROZMOWA]
- Moja bratanica była bita i poniżana - opowiada pan Krzysztof, który już 7 lat temu alarmował sąd o tym, że w rodzinie zastępczej w Łęczycy dochodzi do łamania prawa.
Przypomnijmy. Sąd tymczasowo aresztował rodziców zastępczych i ich 20-letnią córkę, podejrzanych o znęcanie się nad pięciorgiem podopiecznych dzieci. Według ustaleń śledczych dzieci, z wyjątkiem najmłodszej 5-letniej dziewczynki, były co najmniej od października 2012 roku ofiarami przemocy psychicznej i fizycznej. Dochodziło do sytuacji, że opiekunowie bili dzieci po twarzy, plecach, pasem i pięściami. Zatykali im usta, stosowali kary polegające między innymi na wielogodzinnym staniu na baczność.
7 lat temu do tej rodziny trafiła 11-letnia bratanica pana Krzysztofa.
Dorota Matyjaski: Kiedy pojawiły się pierwsze sygnały, że w tej rodzinie dzieje się coś niedobrego?
Pan Krzysztof: Już po kilku dniach. Patrycja zaczęła uciekać z tamtego domu do babci i do mnie. Żaliła się, że jest bita. Byłem jednak przekonany, że mówi tak, bo po prostu nie chce tam być. Wybrałem się do zastępczych rodziców, aby wyśnić sytuację. Nie zostałem jednak wpuszczony do środka. Zabrałem więc Patrycję i poszliśmy do sądu. Złożyliśmy zeznania, że moja bratanica była ciągnięta za włosy i zamykana w piwnicy. Kuratorka zbagatelizowała sprawę, a sędzia podkreślał, że rodzina jest kontrolowana i nigdy nie było żadnych skarg. Okazało się, że moja skarga nie jest jedyna i inni ludzie też próbowali zainteresować tym wymiar sprawiedliwości.
D.M.: Czyli Pana skargi nie potraktowano oficjalnie?
K.: Nie. Sędzia powiedziała, że sprawdzi tę rodzinę raz jeszcze. Bój brat przebywał wtedy w zakładzie karnym, więc zaproponowałem w sądzie, że to ja obejmę opiekę nad Patrycją. Musiałem przejść dosyć skomplikowaną procedurę. Odpowiadałem na pytania sędziego oraz kuratora. Niestety decyzja była odmowna, bo 15 lat wcześniej byłem karany i miałem problem z alkoholem. Mieliśmy wówczas z żoną bardzo dobre warunki materialne: dwa mieszkania, prowadziliśmy firmę budowlaną i sklep z biżuterią.
D.M.: Wynika z tego, że sąd wiedział, że dzieci w tej rodzinie są źle traktowane?
K: Oczywiście. Sąd poprosił abym jeszcze raz napisał wniosek i za drugim razem udało się. Mogłem zabrać Patrycję do siebie. Później już nie sprawdzałem jak ta rodzina funkcjonuje.
D.M.: Pamięta Pan, w którym to było roku?
K: To było siedem, osiem lat temu. Patrycja teraz jest już pełnoletnia.
D.M.: A co Pana bratanica opowiadała o rodzicach zastępczych?
K: Opowiadała, że była bita, a kurator się tym nie przejmował.
D.M.: To jak ten nadzór działa?
K: Kurator, który wybiera się na wywiad najpierw dzwoni do wybranej rodziny i ustala termin. Urzędnicy nie prowadzą niezapowiedzianych kontroli. Wtedy taka rodzina można się przygotować, rodzice są trzeźwi, dzieci nakarmione i przygotowane do tego co mają mówić.
D.M.: Pana zdaniem to była sytuacja wyjątkowa w Łęczycy?
K: Słyszałem, że jest jeszcze przynajmniej jedna rodzina zastępcza, w której nadużywany jest alkohol. Ale tak jest przecież w całej Polsce. Dopiero po tym jak doszło do tragedii służby zainteresowały się sytuacją. To na pewno musiało trwać latami i nie dotyczyło tylko mojej rodziny. Skarżyło się na nią przynajmniej parę osób.